Odkrycie, że uzależnienie jest chorobą, którą można leczyć, jest dla wielu pacjentów oddziałów odwykowych źródłem nadziei, że ich wieloletnie problemy wreszcie się skończą. Jest jednak grupa osób, które nie są w stanie uwierzyć, że jakakolwiek pomoc jest dla nich możliwa. Oni chcą tylko przetrwać. To są osoby, które przeżyły wydarzenie traumatyczne, po którym cały ich świat się zmienił. Felieton „Wiem lepiej” zwraca na nich uwagę. Oni są naszymi pacjentami, kolegami, współpracownikami. Potrzebują naszej pomocy i o tym nie wiedzą… Gorzej, że wielu z nas również brakuje tej wiedzy.

Wiadomo, że zima nas zaskakuje. Nawet, gdy długo nie przychodzi. Starość też pojawia się przez zaskoczenie – najpierw zmarszczka, potem siwy włos i nagle sam na sam z wnukiem. Chociaż pewne sprawy nie podlegają naszej kontroli, to jednak możemy je z całą pewnością przewidzieć. Ale i tak się buntujemy, bo wydaje nam się, że powinno być inaczej, że powinno być tak, jak my chcemy. Intensywność takiego buntu jest silniejsza u osób, które traktują każdą zmianę prawie jak zagrożenie życia. Brak ścisłego planu dnia jest dla nich zapowiedzią niebezpieczeństwa. Zużywają dużo energii na to, aby mieć wszystko wokół siebie pod pełną kontrolą. Są przekonane, że tylko wtedy mogą być bezpieczne.

„Co cię nie zabije, to cię wzmocni”?

Wychowanie dziecka w poczuciu bezpieczeństwa i zaufania do opiekunów kształtuje w nim wewnętrzne przeświadczenie, że zmiany są naturalną cechą życia. Dzieci dorastają z wiarą, że świat dookoła nich ma sens i jest przewidywalny. Ale nie wszyscy mają takie szczęście. Niektóre dzieci muszą się domyślać, co znaczą poszczególne wydarzenia w ich życiu. Nic nie jest pewne i niebezpieczeństwo może przyjść w dowolnym momencie. Może wtargnąć w nocy, pojawić się tylko raz, ale może też towarzyszyć im w każdej chwili życia. Wtedy starają się przetrwać, ocaleć i uciec od przerażenia i bólu. Tylko one  wiedzą, przez co musiały przejść, jaką cenę zapłaciły, żeby się uratować. Dzisiaj, będąc już dorosłymi ludźmi, wszystko mają pod kontrolą. Nic ich nie zaskoczy. Nie chcą, aby ktokolwiek im mówił, co mają robić. Gdy potrzebowali pomocy, wtedy nikt im nie przychodził na ratunek. Dzisiaj nie mają cierpliwości, aby tłumaczyć innym, dlaczego są tacy, jacy są.

Nie chcą pamiętać tego momentu, a czasem dni, tygodni, a nawet lat, kiedy nie mieli żadnego wpływu ani na wydarzenia, których byli świadkiem, ani na to, co im się stało. Dla jednych był to dramatyczny rozwód rodziców, dla innych choroba psychiczna w domu, dla jeszcze innych przemoc lub wykorzystanie seksualne w rodzinie. Każde wydarzenie, które zaburzyło poczucie bezpieczeństwa i możliwość wpływu na własne życie, wytrąca dziecko z prawidłowego rozwoju, przygotowującego je do samodzielnego życia. Dodatkowo, wywołany w takich sytuacjach chroniczny stres niszczy organizm i zaburza jego zdolności przystosowawcze do zmiennych warunków. Nie jest tak, jak wielu chciałoby wierzyć, że „co cię nie zabije, to cię wzmocni”. Stres osłabia człowieka fizycznie i psychicznie.

Na frasunek najlepszy trunek

Wiele badań wskazuje na to, że przeżycie wydarzenia traumatycznego w dzieciństwie zwiększa prawdopodobieństwo występowania problemów zdrowia psychicznego i uzależnień w wieku dorosłym.[1] Bardziej szczegółowe badania starają się odpowiedzieć na pytanie, co jest bezpośrednią przyczyną tej zależności. Trauma we wczesnym okresie życia ma wiele konsekwencji, takich jak na przykład: obniżenie samooceny, poczucie wstydu, przekonanie o swojej winie, wycofanie i stany lękowe. Wśród młodzieży szkolnej występują problemy z nauką oraz trudności w nawiązywaniu kontaktów z rówieśnikami i osobami pełniącymi oficjalne funkcje społeczne, takimi jak nauczyciel czy lekarz. Zróżnicowanie reakcji na wydarzenie traumatyczne uniemożliwia znalezienie konkretnej zależności przyczynowo-skutkowej między traumą a problemami psychicznymi czy rozwojem uzależnień. Przyczyn kłopotów w życiu dorosłym szuka się ogólnie w braku umiejętności radzenia sobie z problemami. Wielu badaczy uważa, że słabe wyniki w nauce oraz wybór zachowań ucieczkowych przez osoby, które przeżyły wydarzenie traumatyczne w dzieciństwie, są czynnikami zwiększającymi prawdopodobieństwo występowania zaburzeń psychicznych i nadużywania substancji psychoaktywnych. Takie wnioski zwiększają wagę edukacji w zapobieganiu uzależnień chemicznych. Szczególnie wychowania, dzięki któremu wiemy, jak radzić sobie z emocjami, jak budować kontakty z innymi ludźmi i jakie są zagrożenia stosowania substancji psychoaktywnych w poprawianiu sobie nastroju.


„To moja wina!”

Jedną z konsekwencji wydarzenia traumatycznego jest częste obwinianie siebie za to, co się stało. „Przecież ojciec (wujek, przyjaciel) nie mógł tego zrobić, gdyby zło nie było we mnie”. Często słyszymy, że nie powinniśmy czegoś robić, bo coś złego nas spotka. Gdy młoda dziewczyna zostanie zgwałcona, a wcześniej wypiła za dużo wina, nie powie o tym nikomu, bo będzie uważała, że zasłużyła sobie na to, co ją spotkało. Gdy żołnierz widzi, jak kula trafia jego towarzysza, ma poczucie winy, że jemu nic się nie stało. Wiele jest przyczyn, dla których osoba, która przeżyła wydarzenie traumatyczne, nie chce o tym mówić. Izoluje się od innych i unika wszelkich sytuacji, które w jakikolwiek sposób mogą przypominać zagrożenie. Szuka pomocy metodą prób i błędów. „A na frasunek najlepszy trunek”. I właśnie w ten sposób wiele osób znajduje ulgę na dnie kieliszka lub wrzucając w siebie różne prochy. Wtedy pomoc może przyjść w postaci interwencji specjalistów terapii uzależnień. Może przyjść wcześniej, ale może też przyjść bardzo późno, gdy alkohol lub narkotyki zabrały już najlepsze lata życia.

Co się dzieje, gdy pomoc przychodzi dopiero wtedy, gdy oprócz problemów wywołanych traumą życie jest dodatkowo skomplikowane problemami wywołanymi uzależnieniem? Ofiara traumy i uzależnienia ma coraz więcej powodów do odczuwania winy i wstydu. Teraz oprócz piętna traumy zostaje alkoholikiem albo narkomanem. Kolejnym problemem jest konieczność uczestniczenia w grupie terapeutycznej, na której ma się otworzyć i mówić szczerze o sobie. A wieczorem, po dniu pracy w grupie, ma pójść na mityng dwunastu kroków, gdzie się spotka z grupą zupełnie nieznanych osób, których główną misją jest wtargnięcie w jego prywatną sferę odczuć i lęków.

Nie szkodzić

Według badań statystycznych zdecydowana większość kobiet w grupach terapeutycznych osób uzależnionych była ofiarą wydarzenia traumatycznego, wykorzystania seksualnego albo przemocy. Podczas leczenia proponuje im się uczestnictwo w koedukacyjnej grupie, gdzie mężczyźni są namawiani do szczerości w opowiadaniu o tym, jak uzależnienie wpływało na ich zachowanie. Na takich grupach kobiety przeżywają kolejną traumę. Kiedyś spytałem nastolatka, dlaczego nie umiał zachować się spokojnie podczas mityngu dwunastu kroków. Opowiedział mi wtedy o swoim ojcu, który przychodził pijany do domu i bił jego i jego matkę. „A ten, co mówił dzisiaj na mityngu, opowiadał o tym, jak wracał pijany do domu i dręczył domowników, a wy wszyscy klaskaliście mu, bo jest taki dzielny, że o tym mówi! A ja czułem jego rękę na moich plecach! Cierpłem.”

Pracuję z żołnierzami. Niektórzy z nich po powrocie z Iraku boją się wszystkich i wszystkiego. Widzieli, jak przedmioty na ulicy wybuchały, a spokojni przechodnie zabijali. Od tego czasu spokoju szukają tylko w samotności, pijąc alkohol lub biorąc narkotyki. Nie chcą mówić o swoich odczuciach. Nie rozumieją ich. Myślą, że tracą rozum. Dzisiaj potrzebują mojej pomocy. A co ja mogę im zaofiarować? Najpierw długą listę oczekujących na miejsce w programie odwykowym. Potem grupę terapeutyczną i mityngi dwunastu kroków. Zgodnie z programem leczenia mówię im, że mają odstawić swoje znieczulenie i stanąć przed grupą nieznanych ludzi, którym powinni opowiedzieć o swoich odczuciach. No to jest dopiero horror! A przecież jako pracownik służby zdrowia po pierwsze mam nie szkodzić!

Leczenie zintegrowane

Tak się dzieje w większości programów odwykowych. Bardzo rzadko pacjent jest pytany o przebyte doświadczenie traumatyczne. A nawet gdy jest, to niewiele z tego wynika. Dzisiaj wiemy, że leczenie stresu pourazowego i uzależnień musi odbywać się jednocześnie. Że jest to bardzo trudny i wymagający głębokiej wiedzy terapeutycznej proces. Wiemy, że większość kobiet i duży procent mężczyzn uczestniczących w programach odwykowych więcej skorzystałoby z terapii, gdyby dodatkowo oferowano im specjalistyczną pomoc radzenia sobie z konsekwencjami przeżytej traumy. Nie można radzić pacjentom, aby porzucili swój środek znieczulający i wystawili się na ponowne przeżywanie traumy przy każdej sesji grupy terapeutycznej lub podczas mityngu AA. Jeżeli nie okażemy im zrozumienia i empatii, stracimy ich zaufanie i możliwości pomocy. Bez tego będą musieli ratować się znanym każdemu terapeucie krzykiem: „Zostaw mnie! Ja wiem lepiej, co mi jest!”

Wszystkim, którzy znaleźli w tym tekście coś ważnego dla siebie, zalecam szukanie specjalistycznych programów odwykowych. Istnieją takie programy, które jednocześnie leczą skutki przeżytej traumy i uczą trzeźwego życia. Należy się o nie pytać. Czasami pierwszym krokiem jest nadzieja, że pomoc jest możliwa i zamiast ciągle uciekać od przeszłości, można się z nią zmierzyć. A wtedy może się okazać, że nawet nieznajomi na mityngu AA mogą bardzo dobrze rozumieć ból i lęk przed nieznanym.

Autor: Ryszard Romaniuk
fot. iStock

romaniukDoc. dr hab. Ryszard Romaniuk pracował jako neurofizjolog w Polskiej Akademii Nauk. Obecnie jest pracownikiem socjalnym i terapeutą w Szpitalu Weteranów w Cleveland, Ohio w USA. Wykłada też w Case Western Reserve University.

 


[1]   Min, M., Farkas, K., Minnes, S., & Singer, L.T. (2007).  Impact of childhood abuse and neglect on substance abuse and psychological distress in adulthood.  Journal of Traumatic Stress, 20 (5), 833–844. http://case.edu/provost/singer/downloads/journal%20of%20traumatic%20stress.pdf

Komentarze

Ryszard2014-02-05 02:30:06

Trzeba ale trudno samemu. I ja dziękuję.

Iza2014-01-24 13:48:38

Musze to jeszcze kilka razy przeczytac, przetrawic... zanim wymysle tak dobry komentarz, jak dobry ten tekst jest... Mysle o sobie i o swoim synu i o tych innych znajomych, ktorzy tak swietnie sobie radza... z zyciem. Trzeba wierzyc, ze pokona sie swoje "zmory" i nie poddawac sie nigdy, prawda? Dziekuje Panie Ryszardzie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *