Podjęcie decyzji o leczeniu jest pierwszym i często najtrudniejszym krokiem w procesie zdrowienia z nałogu. Uzależnienie jest chorobą chroniczną i – niezależnie od rodzaju podjętej terapii – zawsze istnieje niebezpieczeństwo powrotu zgubnych nawyków. Jak wybrać cel leczenia i jakie kroki podjąć, aby zmiana była trwała? O tym rozmawialiśmy z Jadwigą Fudałą, kierownikiem Działu Lecznictwa Odwykowego i Programów Medycznych PARPA.

Dorota Bąk: Jakie są cele leczenia uzależnienia od alkoholu?

Jadwiga Fudała: Takim podstawowym i niewątpliwie najlepszym celem opisanym we wszystkich międzynarodowych standardach jest abstynencja. I jeżeli ktoś jest w stanie ten cel zrealizować będąc osobą uzależnioną – to świetnie. Taki klient ma naprawdę szansę zacząć dobrze funkcjonować. Jest to jednak cel trudny do przyjęcia na początku leczenia. Jeżeli ktoś się uzależnił i ten nałóg trwa wiele lat, to alkohol pełni istotną rolę w jego życiu. Zatem rezygnacja z niego jest wizją wręcz przerażającą. Nie można oczekiwać, że klient od razu będzie wiedział, czego chce. Musi on przyjrzeć się swojemu piciu pod dwoma kątami – na ile ono jest dla niego dysfunkcjonalne, czyli jakie straty mu przynosi, ale także jakie daje mu korzyści. Korzyści są często wyolbrzymione, ale dość iluzoryczne i to musi sobie pacjent uświadomić na trzeźwo. Powinien on zastanowić się, na ile rozstanie z alkoholem może być dla niego korzystne, a na ile kosztowne, czyli czego by musiał się wyrzec, ale też, co może dzięki temu zyskać. Ważne jest tu również przekonanie o swojej sprawczości – zmiany trwałej i skutecznej nie dokona osoba, która w ogóle nie wierzy, że ją na to stać. Bardzo często osoby pijące mają zaniżoną samoocenę w związku z osobistymi doświadczeniami – coś im się nie udało, zawiodły wiele osób, właściwie czego się nie dotknęły, to zepsuły i zniszczyły… Pacjent jednak nie powinien się skupiać wyłącznie na tych przykrych doświadczeniach. Musi znaleźć zasoby pozytywnego myślenia o sobie, ale nie w stylu: „jestem wspaniały, jestem genialny”. Chodzi o podkreślanie doświadczeń przeszłych i aktualnych, które pozwalają mu zobaczyć, że stać go na wyrzeczenia, systematyczną pracę, cierpliwość, itd. Każdy pacjent ma takie zasoby, chociaż czasami trzeba ich dobrze poszukać – tu pomocna będzie właśnie terapia. Pacjent musi więc przede wszystkim zdecydować się na cel, wzmocnić poczucie samoskuteczności i ułożyć sobie plan zmiany – zaprzestania lub ograniczenia picia.

D.B.: Który z tych celów jest trudniejszy do zrealizowania?

J.F.: Cel przede wszystkim musi być konkretny i mierzalny. Abstynencja to abstynencja – prosty cel, który bardzo łatwo monitorować: piję albo nie piję. Natomiast z redukcją picia nie jest już tak łatwo. Trzeba bardzo konkretnie zaplanować to, jak często, ile i co można wypić – jednorazowo, ile razy w tygodniu, w jakich sytuacjach, itd. To precyzyjne określenie jest niezbędne, aby móc się przyglądać realizacji celu. Monitoring ten musi być stały, co oznacza, że klient powinien wręcz zapisywać swoje zachowania. Oczywiście łatwiej jest przeprowadzać obserwacje wspólnie z terapeutą. Dzięki jego pomocy pacjent może łatwiej zauważyć, czy zachodzi zmiana, czy stoi w miejscu, czy wręcz się cofnął, oraz poznać powody, dla których tak jest. Terapia daje również klientowi narzędzia, jakimi może posłużyć się w realizacji zmiany wzoru picia.

D.B.: Jakiego rodzaju są to narzędzia?

J.F.: To zależy od celu leczenia, czy chodzi o utrzymywanie abstynencji czy o redukcję picia. W polskiej rzeczywistości zdecydowanie częściej celem leczenia osób uzależnionych od alkoholu jest abstynencja. Zatem klient musi się na przykład zastanowić nad tym, kto wesprze go w zmianie, a na kogo kompletnie nie może liczyć. Podczas terapii dowiaduje się, że np. koledzy, z którymi pił, to bardzo zagrażające środowisko, a znajomi, z którymi od lat się nie widuje albo jest skonfliktowany, to osoby, którym zależało na jego abstynencji. Być może byłyby one gotowe go wspierać. Klient musi więc zaplanować, jak będą wyglądały jego kontakty społeczne. Aspekt planowania obejmuje także miejsca i aktywności, które wspomogą proces wychodzenia z nałogu, jak bywanie na mityngach, w klubie abstynenta czy chodzenie na terapię. Jednak kiedy ktoś przestaje pić i nie ma stałego zatrudnienia, to okazuje się, że nie ma co ze sobą zrobić. Do tej pory picie aktywizowało go, zabierało mu mnóstwo czasu, a teraz nagle się skończyło i coś z tym czasem trzeba zrobić, bo jest nudno i nic się nie dzieje… Są to niestety bardzo niekomfortowe stany dla osoby pijącej – alkohol szybko te stany zmieniał, sprawiał, że coś się w jej życiu działo… Dlatego też musi ona zaplanować, co robić, gdzie chodzić, zastanowić się, co sprawia jej przyjemność. Należy stworzyć jakieś alternatywy dla alkoholu. Zamiast ratowania się w gorszych chwilach butelką, lepiej byłoby na przykład porozmawiać z przyjacielem lub pójść na grupę terapeutyczną. Jednak tego wszystkiego klienci muszą się nauczyć. Samo unikanie sytuacji związanych z wcześniejszym piciem też nie do końca pomoże. Jeśli ktoś mieszka w niebezpiecznym środowisku i np. dawniej pił w bramie na podwórku, to aby uniknąć pokus, musiałby przestać wychodzić z domu. To jest jednak niemożliwe, dlatego też niezbędne są te narzędzia terapeutyczne.


D.B.: Czyli jest to tak naprawdę kwestia uświadomienia sobie tych wszystkich rzeczy…

J.F.: Dokładnie. Uświadomienia i wytrenowania nowych nawyków i umiejętności. Klient świadomy nie będzie chodzić po mleko do sklepu, w którym wcześniej często kupował alkohol, tylko do innego, chociaż jest dalej. Musi przemyśleć dokładnie swoją sytuację, aby nic go nie zaskoczyło, był przygotowany i nie zdawał się wyłącznie na przypadek. Czasem jednak nie da się unikać pokus, bo np. mieszka się z osobą, która pije. Co wtedy zrobić – wyprowadzić się? Trzeba po prostu nauczyć się nie reagować, behawioralnie „odwrażliwić”. Proces ten polega na wygenerowaniu, z pomocą terapeuty lub grupy terapeutycznej, różnych sposobów na minimalizowanie zagrożeń. Jeśli ma się kontakt z osobami pijącymi, to trzeba wypracować sposoby reagowania potrzebne w sytuacjach, w których np. będą oni częstowali alkoholem, a jednocześnie pozostać autentycznym. Bo jeśli taka osoba powie, że bierze antybiotyki, to zadziała to raz, ale co powie za tydzień? Tak więc terapia polega na nabywaniu tego typu umiejętności oraz zaplanowaniu strategii radzenia sobie w przyszłości.

D.B.: A więc leczenie nie polega tylko na tym, aby przestać pić, ale także na tym, aby uczyć się żyć po terapii?

J.F.: Wszystkiego naraz nie da się zrobić – pierwszy etap dotyczy bezpośrednio celu, jakim jest zaprzestanie lub ograniczenie picia. Na tym się jednak nie kończy. Kiedy ktoś nauczy się już abstynencji, okazuje się na przykład, że nie kontroluje złości i w sytuacji odstawienia alkoholu odczuwa bardzo silne napięcie związane z głodem alkoholowym. Potrafi nie pić, ale coś z tym napięciem trzeba zrobić, ono nie zniknie samo. Dlatego też klient musi się nauczyć konstruktywnych sposobów rozładowywania tego napięcia, aby nie wchodził w konflikty z otoczeniem, co często ma miejsce. Są to jednak już bardzo indywidualne problemy – niektóre osoby, mimo że rozstały się z alkoholem, znajdują się w bardzo obniżonym nastroju lub depresji. Takie osoby powinny zostać skierowane na konsultację do lekarza psychiatry celem podjęcia równoległego leczenia lekami przeciwdepresyjnymi, bo jak widać samo zaprzestanie używania alkoholu nie spowodowało zmiany. Jeżeli ktoś długo pił, to ma też wiele deficytów społecznych. Jeden pacjent na przykład umawiał się z kobietami tylko wtedy, kiedy był na lekkim rauszu, bo to mu dodawało śmiałości, przez co czuł się atrakcyjniejszy. A bez alkoholu boi się podejść do kobiety…

D.B.: I takie problemy również rozwiązuje się na terapii?

J.F.: Dokładnie tak. Klient musi się dowiedzieć, z jakiego powodu tak się dzieje i przećwiczyć sobie takie sytuacje. Jeden z moich pacjentów, który był w pogłębionej terapii, przyznał się kiedyś na grupie, że nie wie, jak złożyć życzenia żonie z okazji urodzin. Dla zdrowej osoby to nie jest żaden problem. Ale ci ludzie przez lata picia mieszkali pod jednym dachem, nie okazując sobie czułości czy ciepła, a jeśli już okazywali sobie zainteresowanie, to była to na różne sposoby wyrażana wrogość. I chociaż ten człowiek teraz trzeźwieje, to jego relacje rodzinne nie uległy polepszeniu. Dlatego on nie wie, jak się do tego zabrać. Tu znowu grupa terapeutyczna czy terapeuta mogą mu coś podpowiedzieć, aby mógł poznać różne możliwe scenariusze. Po to właśnie jest ta terapia pogłębiona – by zmiana mogła się utrwalić, a deficyty wynikające z picia albo umiejętności, które nie zdążyły się wytworzyć, bo ktoś zaczął wcześnie pić czy brać, wykształcą się. Wtedy człowiek staje się pewniejszy, uczy się sam rozwiązywać swoje problemy i iść naprzód, nie oglądając się za siebie i nie tęskniąc do alkoholu.

D.B.: Czy ważne jest także odbudowanie sfery duchowej?

J.F.: Zdecydowanie tak, jednak nie od wszystkich będziemy oczekiwali tego samego – jest to kwestia potrzeb pacjenta, a niektórzy nie wyrażają takiego zapotrzebowania. Oczywiście duchowość rozumiana tu nie jako religijność, ale jako sfera wartości, celów życiowych, dążeń, pragnień, zainteresowań, samorealizacji. Czy musimy jednak wszystkim pacjentom to proponować? Myślę, że nie. Niektóre nurty terapeutyczne skłaniają się ku temu, aby nie doszukiwać się problemów tam, gdzie pacjent ich nie widzi. One mogą się oczywiście pojawić podczas terapii, ale nie ma potrzeby stawiania na siłę nowych wyzwań, zadań, celów, bo jeżeli klient osiągnął już swój cel i jest zadowolony z tego, co zyskał, to warto go zostawić w spokoju. Jest jeszcze jedna ważna rzecz – jeśli pacjent raz samodzielnie podjął decyzję o trzeźwieniu i leczeniu, to – niezależnie od tego, czy pije czy nie – zawsze może wrócić do poradni. Nikt go stamtąd nie wyrzuci, nikt go nie naznaczy i nie będzie piętnować. Zakładając, że uzależnienie jest zaburzeniem chronicznym, to pacjent ma prawo oczekiwać od nas pomocy w sytuacjach kryzysowych. Błędem jest kierowanie osób uzależnionych z powrotem na cały cykl terapii od początku, a niestety czasem się tak zdarza. Myślę, że lepiej jest przyjrzeć się razem z pacjentem temu, co dzieje się tu i teraz i odnieść się do tego, co jest jego bieżącą potrzebą. Wracanie do rozpoznania wstępnego i powtórne przechodzenie tego samego programu terapeutycznego może być demotywujące.

D.B.: Dziękuję za rozmowę!

Rozmawiała Dorota Bąk

Współpraca Anna Góra

Jadwiga Fudała – socjolog, specjalista psychoterapii uzależnień, organizator systemu lecznictwa odwykowego w zakładach karnych, wieloletni kierownik wojewódzkiego ośrodka terapii uzależnienia w województwie mazowieckim oraz wykładowca Szkoły Wyższy Psychologii Społecznej oraz Szkoły Wyższej Finansów i Zarządzania, autorka licznych artykułów i publikacji w obszarze profilaktyki i rozwiązywania problemów alkoholowych. Od lat prowadzi szkolenia różnych grup zawodowych: terapeutów uzależnień, lekarzy, sędziów rodzinnych, kuratorów, pracowników pomocy społecznej, członków GKRPA, księży, przedstawicieli samorządów, których celem jest poszerzenie umiejętności i zwiększenie skuteczności uczestników w rozwiązywaniu problemów alkoholowych występujących w obszarach ich funkcjonowania. Zwolenniczka metody Dialogu Motywującego jako sposobu efektywnego motywowania do zmiany szkodliwych zachowań osób, które nie chcą się zmienić. Posiada certyfikat terapeuty motywującego. Od 2005 roku kieruje działem Lecznictwa Odwykowego i Programów Medycznych w Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych.

Już za tydzień IV część wywiadu z Jadwigą Fudałą pt. „Alkoholik nie chce się leczyć – co może rodzina?”

fot. iStock

Komentarze

Adam2014-05-07 23:47:05

Zapraszam do AA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *