Menu

Alkoholik nie chce się leczyć – co może rodzina?

Alkoholik nie chce się leczyć – co może rodzina?

Osoby uzależnione często nie przyjmują do wiadomości swojej sytuacji. Owładnięte nałogiem nie chcą nawet słyszeć o leczeniu i mimo gróźb i próśb nie zgadzają się na terapię. Co w takiej sytuacji może zrobić rodzina? Jak skłonić bliskiego do podjęcia leczenia? Na te pytania odpowiada Jadwiga Fudała, kierownik Działu Lecznictwa Odwykowego i Programów Medycznych PARPA.

Dorota Bąk: Co można zrobić w przypadku, kiedy osoba uzależniona nie chce się dobrowolnie zgłosić na terapię?

Jadwiga Fudała: Terapia w Polsce jest dobrowolna, z jednym wyjątkiem, jakim jest sądowe zobowiązanie do leczenia. Nie używa się terminu „przymusowe leczenie”, gdyż nie jest to przymus w sensie prawnym. W ramach zobowiązania do leczenia, policja może jedynie doprowadzić osobę uzależnioną na badanie do biegłych, a także do placówki odwykowej tylko wtedy, kiedy tak postanowi sąd. Jak wygląda procedura zobowiązania? W każdej gminie działa komisja rozwiązywania problemów alkoholowych, której zadaniem jest m.in. wszczynanie procedury zobowiązania do leczenia na wniosek osób prywatnych lub instytucji. Postępowanie takie może na przykład wszcząć pomoc społeczna w stosunku do swojego podopiecznego, czy sąsiad w stosunku do swojego sąsiada, ale najczęściej robi to rodzina uzależnionego. Aby ta procedura ruszyła, muszą zaistnieć dwie przesłanki. Po pierwsze, osoba musi być uzależniona i najczęściej dotyczy to ciężkich przypadków osób uzależnionych, które nie chcą dobrowolnie zgłosić się na leczenie. Po drugie, powinny zaistnieć również ważne przesłanki społeczne. Osoba uzależniona musi swoim zachowaniem naruszać poważnie normy społeczne, powodować zagrożenie bezpieczeństwa. Przesłanki społeczne istnieją na przykład wówczas, kiedy w domu są dzieci i obecność alkoholika zakłóca procesy wychowawcze lub kiedy jest on prowodyrem przemocy domowej bądź stwarza jakieś sytuacje zagrażające zdrowiu lub życiu domowników, np. notorycznie zasypiając z papierosem w ręku. Aby rozpocząć procedurę zobowiązania do leczenia, należy udać się do gminnej komisji rozwiązywania problemów alkoholowych i opowiedzieć o sytuacji. Następnie komisja zbiera wywiad o osobie zgłoszonej i jest ona zapraszana na spotkanie. Zadaniem komisji jest ocena sytuacji i zmotywowanie pijącego - jeśli to niezbędne - do podjęcia leczenia, a jeśli nie zgłosi się on dobrowolnie, to można wtedy skierować sprawę do sądu. Niestety cała procedura trwa długo i jest ryzykowna, jeśli np. osoba uzależniona stosuje przemoc. Trudno jest też wtedy zabezpieczyć rodzinę przed mszczeniem się za zgłoszenie, które wcale nie musiało być ich udziałem. Oczywiście, informacje o tym, kto dokonał zgłoszenia, nie są udzielane wezwanemu, ale czasami sam lokalizuje on „winnych”, niekoniecznie trafnie. Na przykład zgłosił go sąsiad, a winna będzie żona. Mogą to być więc niebezpieczne sytuacje i dlatego za każdym razem trzeba ocenić ryzyko. Kiedy sąd orzeknie zobowiązanie do leczenia, wysyła informację do placówki. Jeżeli jest to szpital, to przesyła się pełne akta sprawy i prosi o wyznaczenie terminu leczenia. Pierwszy dostępny termin czasem jest dopiero za kilka lub kilkanaście miesięcy… W tej chwili na leczenie na oddziale całodobowym czeka np. około czternastu tysięcy zobowiązanych z orzeczeniem, które jest ważne tylko dwa lata. Niestety w większości przypadków nie zdążą oni podjąć tego leczenie…

D.B.: A gdyby utworzyć oddziały tylko dla osób zobowiązanych do leczenia?

J.F.: To nie miałoby sensu. Próbując wymusić przyjmowanie osób zobowiązanych do leczenia, ustanowiono prawnie, że mają oni stanowić minimum jedną piątą klientów wszystkich rodzajów placówek. I tak jest w polskich poradniach i na oddziałach dziennych, natomiast na całodobowych - nawet 40 proc. pacjentów jest zobowiązana do leczenia przez sąd. Gdyby oddziały całodobowe przyjmowały więcej zobowiązanych, nie byłoby miejsca dla pacjentów dobrowolnych. Można więc powiedzieć, że oddziały całodobowe już się „zatkały”, więc teraz częściej sądy orzekają o zobowiązaniu do leczenia w poradniach lub na oddziałach dziennych, gdzie niestety trudniej jest utrzymać takich klientów. Mam pacjentów, którzy kolejny raz trafili na leczenie jako zobowiązani i w końcu okazywało się ono skuteczne i ratowało im życie. Jednak, statystycznie rzecz ujmując, to nie jest efektywna procedura, tylko raczej taki plaster na bezradność w sytuacji, kiedy spotykamy się z osobą, która stanowczo odmawia leczenia i nie daje jej się do tego zmotywować. Prawdę mówiąc, klient nawet mając zobowiązanie do leczenia, można go uniknąć, ponieważ nie ma żadnych konsekwencji prawnych ani społecznych niewypełnienia tego zobowiązania. Nawet w przypadku dowiezienia do ośrodka przez policję, osoba uzależniona może z niego uciec, itd. Na szczęście większość nie ucieka. Jeśli już zostaną dowiezieni do ośrodków, to raczej na wstępie dają się zmotywować dość prostymi argumentami i zostają dla świętego spokoju albo żeby się przyjrzeć, jak wygląda leczenie. Niektórzy z nich są już tak zmęczeni piciem, że skoro już wylądowali na oddziale, to poddają się terapii.


powrót na górę
Napisz do nas!
Na pytania naszych Czytelników odpowiada dr med. Bohdan T. Woronowicz.
Wystarczy wypełnić poniższy formularz.

Odpowiedzi będą publikowane anonimowo na stronach portalu.
Przesłane w formularzu dane pozostają do wiadomości Redakcji.
Wyrażam zgodę na publikację w serwisie UZALEŻNIENIE.com.pl