Menu

Ten jeden kieliszek - Piotr Nagiel o swoim uzależnieniu

Ten jeden kieliszek - Piotr Nagiel o swoim uzależnieniu

„Nie ma znaczenia to, czy nie piję rok, pięć czy dwadzieścia lat, bo różnica pomiędzy mną, a tym, kto teraz stoi pod sklepem i pije piwo, to kwestia tylko jednego kieliszka! Jeśli pójdę do sklepu i kupię alkohol, to myślę, że za dwa tygodnie, jak Bóg da, wciąż jeszcze będę stał pod sklepem… A o tej chorobie trzeba pamiętać każdego dnia. Ja mam akurat ten komfort, że cały czas jestem w temacie - słuchając moich pacjentów, którzy czytają o swoich destrukcyjnych zachowaniach i o tym, co nawyrabiali pod wpływem alkoholu, mogę utożsamiać się z chorobą.” – mówi Piotr Nagiel, kompozytor, autor tekstów, wokalista zespołu STO% i terapeuta uzależnień, który sam trzeźwieje od ponad 16 lat.

Dorota Bąk: Którego zdarzenia z czasów picia wstydzisz się albo żałujesz najbardziej?

Piotr Nagiel: Niestety znalazłoby się ich kilka... Gdy mój syn był mały, potrafiłem zostawić go samego w domu bez opieki, wyjść w nocy po wódkę i wrócić po 4 godzinach. To, że piłem, nie zwalniało mnie przecież z odpowiedzialności za niego. Kiedyś po pijanemu podniosłem też rękę na ojca. No i wstydzę się wielokrotnie powtarzanych sytuacji ubliżania i szarpania się z matką, odpychania jej, uciekania z domu. Był ze mnie taki dr Jekyll i Mr Hyde. Kiedy byłem pod wpływem alkoholu czy narkotyków, to prawie non stop zachowywałem się agresywnie – w stosunku do siebie i wszystkich, którzy byli w pobliżu. Jak nie wypiłem, to całkowite przeciwieństwo…

D.B.: Pamiętasz swój pierwszy kieliszek?

P.N.: No pewnie - jak pierwszy seks! Zimna piwnica, my we trzech, pół litra butelki „Żytniej”. Miałem 15 lat, różową koszulę, jasne spodnie, jeden plastikowy kubek ze sobą, „Ptysia” do popicia… Wypiliśmy pół litra wódki na trzech i nic... To znaczy czułem, że nie była dobra, gorąco mi się od niej w brzuchu robiło. Dopiero kiedy wyszliśmy na powietrze poczułem, jak alkohol na mnie działa. Zacząłem się zataczać, kręciło mi się w głowie, śmiałem się, wygłupiałem, przewracałem. Nie wiedziałem, co się dzieje… ten stan był po prostu dziwny. Za moich czasów nie można było kupić alkoholu tak jak teraz robią to 16-latkowie. Wtedy to była cała operacja. Aby kupić butelkę wódki musieliśmy wiedzieć, komu „dać w łapę” na osiedlu, aby nas nie podkablował. I to było całe misterium… Po tym piwnicznym piciu jeden z kolegów trafił do szpitala - uderzył głową o beton i stracił przytomność. Ja poszedłem na szkolną zabawę - siedziałem na oknie w sali gimnastycznej, nikt nie wiedział, że jestem pijany. Umknęło wszystkim… Tak to pamiętam.

D.B.: To, że jesteś Dorosłym Dzieckiem Alkoholika nie powstrzymało Cię przed sięgnięciem po butelkę?

P.N.: No właśnie, nie… Obrazki z mojego dzieciństwa – pijany ojciec, przemoc, ucieczki z matką z domu, awantury, milicja i wzywane pogotowie do mojego ojca – w żaden sposób nie „obrzydziły” mi alkoholu. Myślę, że drugi człowiek przynajmniej by się zastanowił… Z drugiej strony, kiedy zaczynałem pić to przecież wcale nie chciałem zostać alkoholikiem! Oprócz tego od poniedziałku do piątku uprawiałem sport - grałem w piłkę nożną - i powiem szczerze, że moje picie na początku było sporadyczne - tak od czasu do czasu, przy jakichś imprezach z kolegami. Dopiero później sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli: wyjazdy na działkę, osiemnastki znajomych, zawsze w towarzystwie alkoholu. W pewnym momencie – nie pamiętam, czy miałem wtedy 16 czy 17 lat – pojawiło się tzw. pierwsze klinowanie, czyli stosowanie taktyki „czym się strułeś, tym się lecz”. Wtedy nie wiedziałem na czym to polega, ale znalazłem złoty środek na złe samopoczucie i porannego kaca – zimne piwo. To oczywiście były pierwsze objawy utraty kontroli oraz sygnały, że piję inaczej niż inni. Wcześniej potrafiłem pójść na zabawę trzeźwy i wrócić z niej trzeźwy. Potem musiałem już napić się na imprezie, aż w końcu - piłem zanim się jeszcze rozpoczęła. Później zacząłem przedkładać alkohol nad inne sprawy - w sobotę grałem mecze, a w piątek do 4 rano piłem w jakimś klubie i wychodziłem na boisko pod wpływem… Próbowałem to ukryć, ale takie rzeczy szybko wychodziły. Trener mnie zdjął, a ja poniosłem pierwsze konsekwencje swojego picia. Oczywiście minimalizowałem je. Później pojawiały się pierwsze ciągi, następne problemy, awantury, pobicia, upomnienia w pracy, utrata prawa jazdy za prowadzenie pod wpływem alkoholu – to wszystko w wieku dwudziestu paru lat. W pewnym momencie ciągi alkoholowe wydłużyły się do 4-5 dni. Wtedy mój organizm był jeszcze na tyle „silny” i odporny, że trawił i tolerował tak duże ilości alkoholu – „jakoś tam” przechodziłem zespół abstynencyjny. Oczywiście później doszły do tego przysięgi, że już się więcej tak nie upiję, i poczucie winy… Wtedy w pewien sposób czułem, że coś z tym moim piciem jest nie tak, ale absolutnie nie chciałem się przyznać do bycia alkoholikiem. Kiedy byłem młodym chłopakiem to również nie pojmowałem, że mój ojciec nim jest. Nie rozumiałem tego, bo dla mnie alkoholik na tamte czasy - lata 70. - to był człowiek z marginesu, śpiący na klatkach schodowych, chodzący po śmietnikach, brudny. A ja widziałem mojego ojca w garniturze, krawacie, w samochodzie - on zawsze niby normalnie funkcjonował. Ale kiedy miał 5-6 dniowy ciąg stawał się zupełnie innym człowiekiem.  Wtedy myślałem, że jest po prostu pijakiem. Tak samo było ze mną - wiedziałem, że coś jest nie tak, ale na pewno nie przypuszczałem, że jestem chory. Byłem pewien, że sam sobie poradzę. A w przypadku alkoholizmu jest tak, że właściwie nie wiadomo, kiedy przekracza się tę magiczną, niewidzialną granicę uzależnienia…

D.B.: Co wtedy dawało Ci picie? Co alkohol załatwiał?

P.N.: Dziś wiem, że ludzie sięgają po alkohol w jakimś celu – chcą albo czegoś nie czuć, albo coś poczuć, odurzyć się, wprowadzić w jakiś stan, pragną lepiej się bawić lub o czymś zapomnieć. Alkohol wymyślili ludzie dla ludzi i niektórzy potrafią z niego korzystać, a niektórzy mają predyspozycje (choć nie mówię, że alkoholizm to stricte choroba genetyczna) do uzależnienia się. Jeden z moich przyjaciół powiedział kiedyś mądre zdanie – „alkoholizm jest tylko wysypką choroby”. I to jest prawda - ta choroba leży o wiele, wiele głębiej. Myślę, że swoją wyniosłem z dzieciństwa – niskie poczucie własnej wartości, brak akceptacji siebie i miłości ze strony ojca, nieumiejętność wyrażania uczuć. Za mojej młodości w Polsce były tylko dwa ugrupowania – gitowcy i hipisi – ci drudzy zawsze byli na straconej pozycji… A u mnie na osiedlu żyło wielu gitowców, więc jeśli się z nimi nie „kręciło”, to było się frajerem. Dlatego chcąc zaistnieć stałem się gitowcem. Trzymałem się z nimi, a oni a to dawali mi się napić alpagi, to znów dzięki nim czułem się silniejszy… Później alkohol zaczął załatwiać mi wiele różnych rzeczy. Dawał mi poczucie siły, otwierał na ludzi, zapewniał elokwencję. Nigdy nie miałem problemów w relacjach z kobietami. Byłem śmielszy, bardziej rozrywkowy, zawsze uśmiechnięty. Bo taki też miałem model picia: po alkoholu byłem szczęśliwy, nie upijałem się „na smutno”. Jednak faza picia towarzyskiego trwała w moim życiu bardzo krótko, bo będąc już dwudziestoparoletnim chłopakiem wiedziałem, że mam problem z alkoholem. Mój ojciec już wtedy nie pił, a ja cały czas przedkładałem alkohol nad obowiązki. Później było już tylko coraz gorzej…


4 komentarze
  • shade
    shade poniedziałek, 18, sierpień 2014 13:31 Link do komentarza

    pomóżcie mi,żebym mogła pomóc jemu..prosze

    Raportuj
  • shade
    shade niedziela, 17, sierpień 2014 22:43 Link do komentarza

    mój syn sie topi w narkotykach a ja nie potrafie mu pomóc...ginie w oczach a ja stoje i jedynie potraffie płakać.nienawidzę siebie za tą bezsilność,brak wiedzy i błędy ktore popełniłam i przez ktore on nie umie zyć

    Raportuj
  • wiesław aa
    wiesław aa środa, 13, sierpień 2014 17:40 Link do komentarza

    13 lat,to najdłuższa moja abstynencja,przedtem kilka razy zapijałem,aż uświadomiłem sobie że jestem alkoholikiem,że sam sobie nie poradzę i tak przy pomocy AA PRÓBUJE zdrowieć.

    Raportuj
  • Krzysiek alkoholik
    Krzysiek alkoholik czwartek, 17, lipiec 2014 00:17 Link do komentarza

    Uczciwa i prawdziwa prawda .

    Raportuj
Skomentuj
powrót na górę
Napisz do nas!
Na pytania naszych Czytelników odpowiada dr med. Bohdan T. Woronowicz.
Wystarczy wypełnić poniższy formularz.

Odpowiedzi będą publikowane anonimowo na stronach portalu.
Przesłane w formularzu dane pozostają do wiadomości Redakcji.
Wyrażam zgodę na publikację w serwisie UZALEŻNIENIE.com.pl