Menu

Pigułka na alkoholizm – fakt czy mit?

Pigułka na alkoholizm – fakt czy mit?

Od kilku miesięcy na rynku farmaceutycznym dostępny jest nalmefen - nowy lek stosowany w leczeniu alkoholizmu. Badania wykazują, że dzięki zaledwie jednej tabletce dziennie, dawka spożywanego alkoholu spada z butelki wina do jednego kieliszka! „Znamy wiele chorób, które są potencjalnie zagrażające życiu, a uzależnienie od alkoholu ewidentnie jest jedną z nich. (…) Tam, gdzie istnieje ryzyko zgonu np. z powodu zapalenia płuc, stosujemy antybiotykoterapię i nie apelujemy do pacjenta, żeby siłą woli zwiększył sobie produkcję przeciwciał…”. O tym, czym faktycznie są leki stosowane w leczeniu alkoholizmu rozmawiamy z dr. n. med. Bogusławem Habratem, kierownikiem Zespołu Profilaktyki i Leczenia Uzależnień w warszawskim Instytucie Psychiatrii i Neurologii. 

Ewa Bukowiecka.: Jakie leki stosuje się obecnie w leczeniu uzależnienia od alkoholu? 

Dr n. med. Bogusław Habrat: Obecnie stosuje się głównie trzy leki (akamprozat, naltrekson i nalmefen), ale takim lekiem, który został zarejestrowany wyłącznie do zmniejszania ilości wypijanego alkoholu, jest nalmefen. Natomiast pozostałe dwa - akamprozat i naltrekson - mają troszeczkę dłuższą historię stosowania i zostały zarejestrowane do wspomagania psychoterapii. Czyli służą one jako pewnego rodzaju „dodatek”, który zwiększa skuteczność psychoterapii. Niemniej obserwuje się, że ich wpływ na wydłużanie i podtrzymywanie abstynencji jest relatywnie mały, natomiast wpływ tych samych leków na zmniejszenie spożycia jest relatywnie duży, mimo że są one zarejestrowane do innych celów. Natomiast nalmefen, lek zarejestrowany w ostatnich kilku miesiącach, ma głównie zmniejszać spożycie, a co za tym idzie - redukować szkody. 

E.B.: Co Pan sądzi o książce Oliviera Ameisena „Spowiedź z butelki”. Pisał on o tym, że dzięki baklofenowi wrócił do picia kontrolowanego… 

B.H.: On powiedział nawet więcej - że nie ma potrzeby picia alkoholu, że baklofen zniósł lęki, którym przypisywał chęć picia, całkowicie usunął głody, a ponadto dzięki niemu jest w stanie pić w sposób akceptowany przez środowiskowo i nie prowadzący do szkód. We współczesnej medycynie rekomenduje się stosowanie wyłącznie procedur (w tym leków) o naukowo udowodnionej skuteczności i akceptowalnym bezpieczeństwie. Baklofen jest lekiem bardzo interesującym, ponieważ badania przedkliniczne, czyli na zwierzętach, wykazały zmniejszenie spożycia alkoholu i niektórych innych substancji. Natomiast przy użyciu baklofenu przeprowadzono zaledwie trzy poprawne metodologicznie badania, czyli kontrolowane z użyciem placebo i z losowym doborem do każdej z grup. Dwa z nich pochodziły z jednego ośrodka i wyniki były pozytywne, natomiast jedno badanie z innego ośrodka pokazało, że baklofen, w porównaniu do placebo, nie wykazuje żadnych różnic, jeżeli chodzi o spożywanie alkoholu. Można zatem powiedzieć, że z punktu widzenia klinicznego jest zbyt mało dowodów na to, aby stosować baklofen rutynowo. Natomiast historia tego leku pokazuje, że dawki nieprzekraczające 100 mg mają stosunkowo mniejszy wpływ. Ameisen bazując na doświadczeniach własnych sugeruje, że dawkami skutecznymi (czyli umożliwiającymi całkowite zablokowanie głodu alkoholu, ustąpienie zaburzeń lękowych prowadzących do „samoleczenia” alkoholem, picie „kontrolowane”) są jedynie dawki bardzo duże, kilkakrotnie przekraczające zalecenia. Są to dawki, które mogą być toksyczne. Ameisen pisał o dawkach ok. 300 mg, natomiast można powiedzieć, że bardzo poważne zatrucie baklofenem, takie, w którym dochodzi do zatrzymania oddechu, konieczności sztucznego wentylowania, występują już w dawkach powyżej 200 mg. Niepokój budzi - po pierwsze - skłonność niektórych osób do nadużywania baklofenu. Nie jest jasne, czy nie dochodzi do krzyżowego uzależnienia), tzn. zastąpienia alkoholu baklofenem. I kolejna sprawa to zatrucia baklofenem. Opisywanych było mnóstwo bardzo ciężkich przypadków - zatruć w dawkach o wiele mniejszych niż te, które Ameisen opisywał w swej książce. Także to jest niewątpliwie temat, który wymaga dalszych badań, uzyskania adekwatnej wiedzy po to, aby móc przepisywać ten lek pacjentom w sposób nie tylko skuteczny, ale przede wszystkim bezpieczny. Na obecnym etapie wiedzy, niewątpliwie żaden odpowiedzialny lekarz nie podejmie się leczenia baklofenem, póki nie będzie wsparty potężnymi dowodami naukowymi. Natomiast lek wydaje się wdzięcznym polem do zainteresowania klinicznych psychofarmakologów doświadczalnych.

E.B.: Czy leki stosowane w leczeniu uzależnienia od alkoholu są dla każdego? 

B.H.: Praktycznie tak. Należy zwrócić uwagę, że te leki, choć są zarejestrowane, są stosowane bardzo rzadko. Wynika to z demedykalizacji leczenia uzależnień. Po pierwsze, w lecznictwie odwykowym zatrudnione są głównie osoby o wykształceniu humanistycznym, które nie zawsze posiadają pełną wiedzę o farmakologicznym, medycznym, działaniu leku. Po drugie, są to sprawy refundacyjne - gdyby przyjąć, że każdy pacjent leczony odwykowo powinien mieć również dostęp do bezpłatnych leków, to bardzo podnosiłoby koszty tegoż leczenia. Natomiast obecnie sekcje farmakoterapii Polskiego Towarzystwa Badań nad Uzależnieniami i Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego są na etapie końcowym opracowywania standardów leczenia osób uzależnionych od alkoholu, gdzie wyraźnie podnosi się, że każdy pacjent ma prawo do leczenia najlepszego, jakim w danym momencie dysponujemy. A najlepszym leczeniem jest leczenie kombinowane, czyli psychoterapia łączona z farmakoterapią. Stąd w tych standardach jest użyte nawet sformułowanie, że jeżeli ktoś -  ośrodek czy terapeuta - odstępuje od farmakoterapii, to powinien dać uzasadnienie, czym to jest spowodowane. Mogą to być np. przeciwskazania medyczne, czyli ciężkie choroby wątroby czy nerek. Ponadto, są też leki nie można stosować przy niektórych zaburzeniach psychicznych. 

E.B.: Jakie działanie mają te leki? 

B.H.: Akamprozat jest lekiem wpływającym na układ GABA-ergiczny oraz działający przeciwstawnie układ aminokwasów pobudzających co prowadzi do normalizacji zaburzonych mechanizmów pobudzania i hamowania. Klinicznie objawia się to tak, że pacjenci, którzy przyjmują akamprozat, mają skłonność do dłuższych abstynencji. Naltrekson i nalmefen to leki z innej grupy. Hamują wzmacniający efekt układu opioidowego pobudzanego przez alkohol (zmniejszają euforię spowodowaną piciem alkoholu). Poza tym redukują głód, a w przypadku wypicia alkoholu - leki te powodują mniejszą euforię. Czyli burzą to, co jest mechanizmem napędzającym – „piję, bo czuję się lepiej po alkoholu”. Taka jest nasza natura, że to, co przyjemne, staramy się powtarzać, a w tym przypadku pacjent doświadcza takiego stanu, że pijąc nie odczuwa „haju”, ponieważ został zablokowany układ opioidowy. Niektórzy zażywając naltrekson decydują się nie brać go więcej, bo nie czują tej oczekiwanej przyjemności po wypiciu, ale są i tacy, którzy myślą: „po co pić, skoro nic z tego nie mam?”. Działanie leku jest jedno, ale decyzje są dwie. To kwestia interpretacji. Kiedyś producent butów Bata pojechał do Afryki i stwierdził, że tam jest wielki rynek zbytu, bo wszyscy chodzą boso, a inny stwierdził, że nie ma tam rynku w ogóle, bo wszyscy chodzą boso...

Nalmefen ma dodatkowo działanie blokujące receptor opioidowy kappa, co powoduje, że bardzo istotnym czynnikiem staje się drażliwość. Znaczna część osób uzależnionych przejawia drażliwość i pije po to, by ją zmniejszyć. W takich przypadkach nalmefen wydaje się lekiem trafiającym w ten mechanizm.


1 komentarz Skomentuj
powrót na górę
Napisz do nas!
Na pytania naszych Czytelników odpowiada dr med. Bohdan T. Woronowicz.
Wystarczy wypełnić poniższy formularz.

Odpowiedzi będą publikowane anonimowo na stronach portalu.
Przesłane w formularzu dane pozostają do wiadomości Redakcji.
Wyrażam zgodę na publikację w serwisie UZALEŻNIENIE.com.pl