Menu

Terapeuta podpowiada

Odpowiedzi są dostępne po kliknięciu w dane pytanie.

Dzień dobry. Mieszkam w Warszawie. Jestem wychowana w rodzinie alkoholowej. Pierwszy mąż zmarł, był narkomanem i alkoholikiem. Drugi to samo. Mam klasyczne cechy DDA i współuzależnienia. Mam troje dzieci i jestem po raz kolejny w separacji z mężem, bo on nie chce się leczyć. Czy może mi Pan polecić dobrą terapię w Warszawie? Bo te, które zaczynałam, nie były odpowiednie. Dziękuję. Jolanta.

Nie wiem, czym jest dla Pani „dobra terapia”. Należy pójść do poradni terapii uzależnień (wykaz jest na stronie PARPA) i podjąć leczenie w programie terapeutycznym dla osób współuzależnionych. Można też poszukać grupy Alanon i tam poznać program 12 kroków dla osób, które mają problem alkoholowy wśród swoich bliskich i z tego powodu cierpią.

Dzień dobry, panie Doktorze. Mam 41 lat, alkohol pije od ponad 20. Prawie od początku używałem go intensywnie, upijając się. Częstotliwość zwiększała się wraz z upływem czasu a model picia pozostał mniej więcej niezmienny. Cztery lata temu częściowo pod wpływem ówczesnego pracodawcy, a częściowo ze strachu, bo moje emocje były już mocno rozchwiane i po kolejnym epizodzie samookaleczenia pod wpływem odrzuconego uczucia i alkoholu, zgłosiłem się na terapię stacjonarną do ośrodka. Po 4 tyg. pobytu utrzymywałem abstynencje przez 9 miesięcy, poczułem się pewny i zwątpiłem w diagnozę i swoje uzależnienie. Wróciłem do picia, początkowo było dobrze, ale z czasem po kilku miesiącach problemy z wróciły. Nie mogłem oczywiście zapanować nad ograniczeniem ilości, piłem do upicia się, nasycenia, ale panowałem do czasu nad częstotliwością. Z czasem zacząłem pić coraz częściej w końcu piłem jak kiedyś, 4 razy w tygodniu, niekoniecznie pod rząd resztę czasu poświęcając na dochodzenie do siebie. Nie mam rodziny, mieszkam z matką, pracuję też najczęściej nieregularnie. Kolejny ośrodek, kolejne 9 miesięcy, potem dla podtrzymania kolejny wyjazd do ośrodka. Znów stwierdziłem, że już wszystko ok i zerwałem podtrzymującą terapię, wracając do picia. Trwa to już ok. 20 miesięcy. Są zmiany, ale znów wszystko wraca do stanu z przed pierwszej terapii. Ale wciąż zastanawiam się i nie wierzę w swoje uzależnienie, buntuję się przeciw diagnozie, szukam dowodów, że ze mną jest inaczej. Chciałbym zaakceptować diagnozę, pogodzić się, ale nie potrafię. Ciągle jestem przekonany, że nie jest jeszcze tak źle, żeby zostawiać alkohol. Nie wiem co robić, chcę zmiany, ale picie jest wciąż zbyt atrakcyjne mimo strat, być może za małych. Po zapiciu jestem bliski zostawienia alkoholu, ale już kilka dni później znów zaczynam czuć głód i wkrótce znów piję. Dziękuję za uwagę i pozdrawiam.

Jeżeli Pan będąc na kolejnych terapiach nie stosuje się do zaleceń i nie akceptuje postawionej diagnozy, to jedyną szansą mogą być mityngi Anonimowych Alkoholików. Samo chodzenie na mityngi też nie wystarczy. Trzeba znaleźć na mityngu innego alkoholika, który nauczy Pana korzystania z Programu Dwunastu Kroków. Znam takich, którzy podchodzili do problemu alkoholowego podobnie jak Pan. Część posłuchała mojej rady, odbyła 90 mityngów w 90 dni, poznali Program i wprowadzili go w życie. Teraz żyją godnie i szczęśliwie. Druga część cierpi, pije dalej i niestety powoli żegna się z życiem. Trzeba pamiętać, że nikt za Pana nie wyzdrowieje. Nikt za Pana nie będzie wypełniał zaleceń terapeutów i kontynuował terapii. Ma Pan wybór.

Jak i gdzie szukać pomocy w uzależnieniu od zakupów w internecie? Mam kredyt i martwię się, że on nie zniknie, póki nie znajdę pomocy... Jak się z tego wyrwać?

Szanowna Pani, myślę, że warto poszukać w swojej okolicy poradni terapii uzależnień, a tam specjalisty, który interesuje się problematyką kupnoholizmu i zacząć się z nim spotykać. Jednocześnie warto zablokować w komputerze strony dotyczące zakupów, trzymać kartę kredytową w miejscu z utrudnionym dostępem, unikać wszelkich promocji i wyprzedaży, zrobić limity na koncie internetowym w banku oraz nie oglądać kanałów TV reklamujących różne produkty. A kiedy pojawi się trudna do odrzucenia myśl o zakupach -wychodzić na spacer, ale w towarzystwie zaufanej osobu i rozmawiać na temat swojego problemu. Pozdrawiam!

Witam. Od ponad roku mam poważny problem z patologicznym hazardem, który kompletnie zrujnował życie mojej rodziny, bo to, że zrujnował moje jest sprawą oczywistą... Każdy kolejny dzień, noc niszczą resztki fundamentów życia, które ponad rok temu wyglądało zupełnie inaczej. Praca, dom, znajomi i rodzina byli dla mnie wszystkim! Od momentu, w którym zacząłem grać wszystko straciłem. Codzienne kombinowanie na grę, codzienne myślenie o liczbach, numerach, sny, które są koszmarami. Kasyno zrujnowało moje życie, to wiem, ale nie rozumiem dlaczego nie mogę się od tego uwolnić? Chcę tak bardzo wszystko zmienić, odkręcić, ale nie potrafię... Korzystałem z terapii, z której szybko zrezygnowałem! Znalazłem inną pracę, bo myślałem, ze wyjazd za granicę pomoże mi się ogarnąć, że tym razem się uda! Niestety myliłem się, bo i za granicą poznałem ludzi, którzy grają, którzy robią to co ja! Jak sobie z tym wszystkim poradzić? Mam dla kogo żyć, bo mam wspaniałą córkę, cała moja rodzina jest już tym wszystkim zmęczona. Będę bardzo wdzięczny za pomoc. Pozdrawiam

Szanowny Panie, nie bardzo rozumiem na czym miałaby polegać nasza pomoc. Napisał Pan "korzystałem z terapii, z której szybko zrezygnowałem". To był duży błąd. Jedno co mogę w tej sytuacji radzić to szybki powrót na terapię. Nikt za Pana nie rozwiąże problemu, a bez terapii szanse na zaprzestanie grania są minimalne albo żadne. Żona powinna także poszukać pomocy w programie terapii współuzaleznionych. Pozdrawiam!

Witam. Mój syn od 15 lat jest alkoholikiem. Ma 34 lata .Przez alkohol rozbiła się rodzina, stracił mieszkanie i pracę. Tułał się po noclegowniach. Dwa lata temu poznał dziewczynę. Urodził się syn, a on dalej pił. W ubiegłym roku znaleźli tanie mieszkanie - wynajmują, opłacają z jej renty. Za moja namową zgodził się brać anticol. Z dwiema przerwami, które trwały w sumie około 2 tygodni terapia trwała około 9 miesięcy. Od polowy grudnia ub. r. do dnia dzisiejszego pije non-stop. Dzisiaj zwrócił się do mnie z prośba, aby załatwić mu leczenie w szpitalu na oddziale zamkniętym. Ja nie wiem, jak można załatwić takie leczenie. Chce mu pomoc, bo jest młody jeszcze i możne w życiu dożo zrobić dobrego. Sam się nie wyleczy. Ma już padaczkę alkoholową. Czy mogę liczyć na państwa pomoc? Alicja

Pani Alicjo, leczenia nie trzeba "załatwiać". Syn powinien zgłosic się do poradni, w której się leczył, po skierowanie do oddziału leczenia alkoholowych zespołów abstynencyjnych. Po przerwaniu picia i odtruciu organizmu może poprosić o skierowanie na terapię do oddziału stacjonarnego. Pani i partnerce syna przydałby się kontakt z poradnią terapii uzależnień i udział w programie terapii dla osób współuzależnionych. Pozdrawiam!

Witam Panie doktorze, jestem zdruzgotaną znerwicowaną młodą mężatką. Mamy 5-letnie dziecko jesteśmy ze sobą 9 lat po ślubie. Odkryłam, że mój mąż ma problem z hazardem, przegrywa nasze pieniądze obstawiając zakłady bukmacherskie, a teraz dowiedziałam się, że ma konta na rożnych portalach randkowych. Co mam robić? On się wypiera, że to pomyłka, że to nie on założył te konta, ze już nie gra, ale ja mu nie wierze...brakuje mi sił na cokolwiek, jestem zmęczona. Kocham go bardzo, ale nie potrafię uwierzyć w jego obietnice i słowa. :(( Proszę o pomoc. pozdrawiam

Witam! Wygląda na to, że Pani mąż może być uzależniony od hazardu, a może nie tylko. Samotne przezywanie pojawiających się problemów  będzie niezwykle trudne. Powinna Pani zgłosić się do najbliższej poradni terapii uzależnień, żeby porozmawiać o swoich problemach ze specjalistą. Tam, po udzieleniu dodatkowych informacji na temat waszej sytuacji, dowie się Pani, jak należy w takich sytuacjach postępować.

Witam! Ojciec mojej córki jest nałogowym hazardzistą. Jego nałóg zniszczył już jedną rodzinę więc założył drugą, w której ma dwójkę małych dzieci. Człowiek ten znajduje kolejne kobiety, obarcza rodzinę zobowiązaniami i uzależnia psychicznie. Moja 17 letnia córka stała się dla ojca-hazardzisty powiernikiem jego problemów - wyciąga go z barów, wysłuchuje po nocach jego zwierzeń związanych z hazardem, martwi się o małe przyrodnie rodzeństwo. Ojciec coraz bardziej wciąga córkę w bagno swojego uzależnienia. Odbija się to bardzo negatywnie na córce, staje się coraz bardziej nerwowa, pełna żalu, podatna na alkohol. Proszę o pomoc i radę, jak pomóc córce, gdyż moje prośby, aby się od niego odsunęła (nie mieszka z nim) nie przynoszą efektu. Pomimo tego, że nie obdarza ją ojcowską miłością i zainteresowaniem, ona go kocha i próbuje mu pomagać co ma bardzo zły skutek na nią, gdyż widzi swoją bezsilność. Dodam jeszcze, że nikt nie jest w stanie skłonić go do leczenia przez ostatnich 20 lat nałogu. Pozdrawiam, Anna

Pani Anno, należałoby zrobić wszystko, żeby córka zechciała porozmawiać z psychologiem lub ze specjalistami od uzależnień na temat swojej sytuacji. Jest małe prawdopodobieństwo, że kiedykolwiek zechce posłuchać Pani rad. Można spróbować zasugerować jej, że spotykając się np. ze specjalistami od uzależnień dowie się, jak skuteczniej pomóc ojcu. Serdecznie pozdrawiam!

Witam panie doktorze, mam problem z hazardem - co odłożę jakieś pieniądze, wszystko przegram na maszynach albo w bukmacherce. Nie chce już tak żyć. Przez to nabawiłem się nerwicy. Nie wiem gdzie się udać po pomoc - to jest silniejsze ode mnie... Tyle ile mam, tyle przegram. Ehh proszę o informację, gdzie mam się udać albo co robić. Dziękuję. Piotrek

Panie Piotrze, wygląda na to, że jest Pan uzależniony od hazardu, krótko mówiąc - chory. Żeby poradzić sobie z tą, podobnie jak z każda inną, chorobą, należy podjąć terapię. Proponuję zgłosić sie do poradni leczenia uzależnień, gdzie specjalista zaproponuje Panu terapię u siebie lub w najbliższej placówce, która zajmuje się leczeniem patologicznego hazardu. Jeżeli zechce Pan dowiedzieć się czegoś więcej na temat swojej choroby - można zajrzeć do książki napisanej pod moją redakcją, pt. "Hazard, historia, zagrożenia i drogi wyjścia". Pozdrawiam.

Mam 36 lat. Moi rodzice od 14-tu lat zaciągają kredyty popadając w spiralę kredytową. Z powodu długów sprzedali wpierw mieszkanie, w 2005 ojciec wygrał "6" w lotto, kupili dom w luksusowej dzielnicy miasta a w 2010 "musiałam" z mężem odkupić go od nich, żeby spłacić 230 000 długu (groziła licytacja komornicza). Dom w 2013 sprzedałam, spłaciłam hipotekę, jaka na mnie ciążyła, kupiłam na siebie mieszkanie, w którym umieściłam rodziców, żeby mieli dach nad głową. Resztę pieniędzy zostawiłam na koncie "na czarną godzinę". Postanowiłam, że W KOŃCU muszą ponieść konsekwencje swojego postępowania i komornik będzie tego konsekwencją (znów mają długi na ok. 150 000). No i się zaczęło ... przestali płacić za czynsz i rachunki, za wszelką cenę chcą resztę pieniędzy ze sprzedaży domu. Ojciec szantażował mnie samobójstwem, bo "on tego koszmaru nie wytrzyma". Agresja, wyzwiska, prośby, błagania o litość, obietnica chęci wyjścia z tego bagna i od nowa: agresja, wyzwiska ... Raz chcą tylko 600 zł na spłatę jakiegoś trudnego kredytu, raz chcą "tylko" 4000, "żeby mieć jakieś środki na koncie" ... pisząc to wszystko płaczę, bo nie daję sobie rady.... po prostu rozsypują mnie kawałek po kawałeczku w nicość...coraz trudniej jest mi znieść to wszystko... czuję, że coraz bardziej gubię się sama w sobie... Joanna

Pani Joanno, radziłbym pilnie skontaktować się ze specjalistami psychoterapii uzaleznień, którzy po uzyskaniu dodatkowych informacji pomogą Pani wybrnąć z tej niezwykle trudnej sytuacji. Jednocześnie radziłbym zaopatrzyć się w książkę, napisaną pod moją redakcją, pt. "Hazard, historia, zagrożenia i drogi wyjścia", gdzie znajdzie Pani rozdział poświęcony m.in. temu, jak postępować z hazardzistami. Pozdrawiam!

Witam Szanownego Pana Profesora. Krótko. Jestem uzależniona od marihuany. Pomimo swojego młodego wieku (18 lat) używam marihuany od kilku lat dosyć systematycznie, dochodzą do tego inne używki jak papierosy + leki, gdy już nie ma czym się odurzyć. Przez to straciłam wszystko, no prawie wszystko, chociaż nie inaczej wszystko zaniedbałam. Starych znajomych, pasje, obowiązki szkolne, zaczęły się wagary olewanie wszystkich i wszystkiego w szkole. Jaranie marihuany na długiej przerwie etc. Ostatnio nawet się zastanawiałam, czy nauczyciele nie widza tych moich wahań nastroju, czy po prostu nie chcą tego widzieć. Nie wiem jak sobie pomoc, próbowałam żyć `na czysto` ale nie potrafię. Wielokrotnie myślałam o samobójstwie. Proszę o radę. Pozdrawiam

Niestety palenie marihuany nie jest tak bezpieczne jak usiłują to przedstawiać działacze „Wolnych Konopi” i inne nieodpowiedzialne osoby. Niestety nikt nie może mieć pewności, że rekreacyjne palenie nie doprowadzi do uzależnienia. Za palenie marihuany, alkohol czy narkotyki biorą się najczęściej osoby, które nie radzą sobie w codziennych sytuacjach życiowych, niekoniecznie „totalnie”. Jestem pewien, że gdyby takie osoby, szczególnie bardzo młode, zdecydowały się na zwrócenie się po pomoc i wsparcie do psychologa-psychoterapeuty, to pewnie nie musiałyby wpływać na swoje samopoczucie przy pomocy różnych używek czy leków. Nie jestem w stanie pomóc na odległość, ale gorąco radzę poszukać jakiegoś rozsądnego terapeuty uzależnień, który podpowie, jak sobie z tym problemem poradzić. Szczególnie ważny jest kontakt z terapeutą, jeżeli pojawiają się myśli samobójcze, bo z każdą trudną sytuacją można sobie poradzić, tylko czasami musi w tym pomóc specjalista od zdrowia psychicznego lub uzależnień. Trzeba nastawić się na to, że „wychodzenie” z tych trudnych sytuacji nie będzie proste, jeżeli pojawiły się już cechy uzależnienia. Znam jednak tysiące osób, które skorzystały z pomocy specjalistów i poradziły sobie z uzależnieniem. Gdyby nie udało się pozbyć problemu podczas indywidualnych spotkań z terapeutą, to na pewno zaproponuje on jakiś ośrodek terapeutyczny, który pomaga osobom uzależnionym. Można też zadzwonić na anonimowe telefony zaufania i dowiedzieć się tam, gdzie najbliżej można znaleźć pomoc. Warto to zrobić, bo jesteś młoda i wiele ciekawych przeżyć jest jeszcze przed Tobą. Pozdrawiam!

Witam, chciałabym przedstawić moją historię i prosić o poradę. Związałam się jakiś czas temu z mężczyzną, który był uzależniony od hazardu. O całej sytuacji dowiedziałam się będąc już w zaawansowanym związku. Mój partner swoje ciągi hazardowe wiązał z piciem alkoholu. Coraz mniej to kontrolował. Namawiając go do terapii ciągle ponosiłam porażki. Jedynie raz mi się to udało, kiedy to miał ogromne poczucie winy z powodu przegranej. Później dotknął nas brak pieniędzy (dojazd do poradni to dość spory koszt ) i niechęć działania z jego strony. Po jakimś czasie nie wytrzymywałam już ciągle się kłóciliśmy o jego picie na przemian z graniem. W końcu związek rozpadł się. Ów mężczyzna bardzo się zmienił nie poznawałam go, nie wiedziałam jak mu pomóc. Teraz mamy bliski kontakt i nadal chce mu pomóc lecz wiem że ''nic na siłę'' nie mogę zrobić. Jestem studentką II roku psychologii i nie mam pojęcia jak rozmawiać z taką osobą, by zechciała podjąć leczenie. Dochodzi brak pieniędzy, on nie jest w stanie przyjąć ode mnie pomocy. Chcę go przekonać, że pieniądze to nie wszystko i tu chodzi o jego zdrowie. Osoba ta mi jest nadal bliska i bardzo bym chciała jej pomóc, lecz kompletnie nie wiem jak mam rozmawiać, by nie wywoływać niepotrzebnych spięć...

Szanowna Pani,
jeżeli bliska Pani osoba jest uzależniona od hazardu oraz od alkoholu to powinna podjąć, możliwie szybko, psychoterapię uzależnienia. Jeżeli tego nie zrobi to nie ma co liczyć na to, że sytuacja, o której Pani pisze, ulegnie zmianie "na dłuższą metę". Dla Pani najlepszym rozwiazaniem byłoby podjęcie własnej terapii w programie dla osób współuzależnionych. Tam dowie się Pani jak postępować. Na pewno "kłótnie" nie poprawią sytuacji, podobnie jak regulowanie jego długów. Leczenie w placówce publicznej nie jest odpłatne w obu przypadkach. Pozdrawiam!

Witam. Podejrzewam, że mój brat jest uzależniony od hazardu. Jak zacząć? Jak namówić go na terapię? Gdzie się zgłosić? Proszę o pomoc. Sytuacja jest dramatyczna. Pozdrawiam!

Witam serdecznie!
Powinna Pani zgłosić się do najbliższej poradni terapii uzależnienia i wspóluzależnienia i tam porozmawiać osobiście z terapeutami, którzy po zebraniu dodatkowych informacji podpowiedzą, co dalej robić, a może nawet zaproponują Pani udział w programie terapeutycznym dla osób współuzależnionych. Na pewno nie powinna Pani spłać długów brata, bo to uczy go, że nadal może zaciągać pożyczki. Proponuję przeczytać książkę pt. „Hazard. Historia, zagrożenia i drogi wyjścia”. Jest to pierwsze w Polsce tak wyczerpujące opracowanie na temat hazardu. Autorami książki są: psychiatra, specjalista psychoterapii uzależnień B. Woronowicz, redaktor merytoryczny książki (czyli ja), Anita Pindiur - psycholog, specjalistka leczenia hazardu z USA, Roman Pomianowski - psycholog, pedagog i terapeuta oraz Aleksander Błaszczyński - światowej sławy specjalista w zakresie badań nad hazardem i leczenia patologicznego hazardu, a także propagator idei odpowiedzialnego hazardu i profesor Uniwersytetu w Sydney. W jednym z rozdziałów tej ksiązki podałem więcej wskazówek dotyczących postępowania z hazardzistą. Pozdrawiam!

Witam, odwiedziłem Wasz serwis, ponieważ w mojej rodzinie, od wielu już lat, trwa problem z hazardem jednego z członków. Otóż na początku zaczęło się tradycyjnie - niewinnie od zakładów Totolotka, jednak z upływem czasu problem się nasilał, aż do dzisiaj, kiedy praktycznie się spod kontroli wszystkich. Podejrzewam, że taki scenariusz mniej więcej jest w większości rodzin dotkniętych tym problemem - chorobą. Do tej pory w jakiś tam sposób próbowali (z lepszym choć częściej z gorszym skutkiem) dawać sobie radę sami niestety było coraz gorzej. W tej chwili sprawy zabrnęły już zdecydowanie za daleko, więc postanowiłem się tym zająć, gdyż dłużnicy wszelkiej szemranej maści zaczęli już nachodzić w/w. Dług jak na razie jeszcze nie jest jakiś przerażający ok. 10.000,00 zł, jednak oni nie mają już z czego go spłacać - jako brat uzależnionego od HAZARDU (totolotek) na początku chcę wypłacić wszystkich tych dłużników na "0", żeby mogli zacząć z czystym kontem. U niego (brata) jest wola zmiany dotychczasowego życia. Ale co ja mam zrobić, jak mu pomóc? Nie mam do Niego za grosz zaufania po tym wszystkim, ale na początek chciałbym jednak pozbyć się tych Jego wierzycieli (on sam nie da rady). Chcę to traktować jedynie jako pożyczkę do oddania (lepiej od rodziny niż obcych). Proszę o pomoc, jak najlepiej zacząć ten problem rozwiązywać. Byłem u nas w komórce Urzędu Miasta i jakieś tam pomarańczowe linie, narkotyki, AA, itp. natomiast nikt nie był zainteresowany udzieleniem jakiejkolwiek informacji nie wspomnę już o próbie udzielenia rady - pomocy. W temacie mnie interesującym, czyli hazardzie, otrzymałem tylko informację, że Oni tu się zajmują tylko i wyłącznie przemocą w rodzinie i AA bo mają pieniądze na utrzymanie z jakiegoś korkowego... A co w takim razie z totalizatorem i uzależnieniem od totolotka? Z tego też to państwo ma przecież wpływy, a ludzie i ich rodziny w razie uzależnienia pozostają bez pomocy, bo co tylko na sport dają kasę!!! OD CZEGO ZACZĄĆ I CO DALEJ ROBIĆ? PROSZĘ O POMOC - brat uzależnionego.

Witam! Pańska pomoc w spłaceniu długu będzie miała sens JEDYNIE WTEDY, kiedy brat podejmie terapię swojego patologicznego hazardu i przez okres wielu miesięcy będzie Pan obserwował korzystne zmiany w jego funkcjonowaniu. Jeśli nie podejmie terapii to tylko kwestia czasu i będą kolejne długi. 
Patologiczni hazardziści często mówią o chęci dokonywania zmian głównie po to, żeby bliskie osoby, po raz kolejny, spłaciły ich długi. Myślę, że warto zgłosić się do specjalisty, który wie czym jest współuzależnienie, i postępować zgodnie z jego sugestiami. Jeżeli brat ma żonę to ona powinna uczestniczyć w programie terapii współuzależnienia. Pozdrawiam!

Witam serdecznie, proszę o informacje, których tak naprawdę nigdzie nie mogę znaleźć, tzn. jak postępować z seksoholikiem....? Uzależnionym od sexu okazał się mój maż, bardzo mocno to przeżyłam, właściwie nadal nie wiem, czy chcę w tym związku być....jego problem to pornografia - codziennie po kilka godzin przy komputerze, epizody płatnego sexu.. nagminne przesiadywanie na wszelkich portalach randkowych, zarywanie z tego powodu nocy, dostosowywanie rytmu dnia, izolacja od towarzystwa itd... Aktualnie maż jest po terapii zamkniętej, uczęszcza na mitingi slaa..stara się aż do przesady..... W związku z tym, że mamy jeszcze dość małe dzieci, nie przekreśliłam tego związku, dając sobie czas na podjęcie właściwej decyzji, a jemu na początek warunek, jakim było odbycie terapii i szansę na odbudowanie związku... Niestety zupełnie nie mam pojęcia, jak z tym człowiekiem postępować na co dzień. Czytam porady/artykuły, jak żyć i radzić sobie z alkoholikiem, hazardzistą - tzn. nie pomagać mu, itd.. Niestety nie mam zupełnie pojęcia, jak to odnieść do nałogu, którego gołym okiem nie widać, a pomaganie w uzależnieniu kłóci się z potrzebami bycia w związku, po prostu sprawia oczywisty ból... Choć może to robię, ale nie uświadamiam sobie w jaki sposób??? Sam problem dostrzegłam praktycznie dopiero po 10 latach małżeństwa... Wiem, ze kontrolować takiej osoby nie ma sensu, to tylko zrujnuje psychicznie mnie, wyniszczy, pozbawi wszelkiej radości życia. Niestety nie potrafię nawet minimalnie zaufać... Dodam tu, że uczęszczałam na terapię. Z uwagi na pytania pojawiające się na 2-3 ostatnich spotkaniach "czy to nasze ostanie spotkanie, czy też zamierza pani przyjść "jeszcze raz" ", uznałam, że chyba terapeuta uważa sprawę za "przepracowaną", ewentualnie sugeruje mi , że ze mnie nic nie będzie, nie rokuję "poprawy" nie wiem, w każdym razie się wycofałam. Pomimo dużo lepszego niż na początku radzenia sobie z tym wszystkim, od czasu do czasu ogarniają mnie ataki lęku, zniechęcenia, bezsensu całej sytuacji... Nie wiem, co mam robić, rozmawiać z nim na ten temat, czy udawać ze tematu nie ma, krzyczeć czy głaskać? Działam po omacku, intuicyjnie, ale to mnie strasznie męczy... Zwracam się zatem do Pana jako autorytetu o wskazówki.

Witam serdecznie, Zrozumiałem, że uczęszcza Pani na terapię indywidualną, która pozwoliła Pani przetrwać najtrudniejsze chwile. Jeżeli Pani terapeuta wie, czym jest współuzależnienie i związane z nim cierpienia, to powinien wiedzieć, jak dalej Panią pokierować. Jeżeli widząc Pani reakcje i zagubienie „uważa sprawę za przepracowaną” to może warto poszukać terapeuty, który zna się lepiej na współuzależnieniu. Ja jestem zwolennikiem terapii grupowej osób współuzaleznionych.
Jeśli chodzi o męża to należy tylko pogratulować, że „zaprowadziła” go Pani na terapię. Jeżeli po terapii stacjonarnej uczęszcza na spotkania SLAA lub kontynuuje leczenie w warunkach ambulatoryjnych to również należy się cieszyć. Ma szansę powrotu do zdrowia. Terapeuta, który pracuje z osobami współuzależnionymi i zna ten problem, powinien podpowiedzieć Pani, jak postępować i na bieżąco Wasze relacje monitorować. Może też się okazać, że będzie Wam potrzebna wspólna terapia małżeńska. Zapewniam Panią, że mąż też bardzo cierpi/cierpiał w związku ze swoim uzależnieniem, a dokonywanie zmian, które rozpoczął podczas terapii, jest niezwykle trudne. Pozdrawiam!

Dzień dobry. Mam dość wspierania kobiety, którą kocham. Nie wiem dlaczego wybaczam jej wszystkie grzeszki i cały czas usprawiedliwiam. Przez 13 lat prowadziłem firmę, biuro podróży, miałem pomysł na sprzedaż agencyjną i dla tego zdobyłem wszystko, co mógł zdobyć agent turystyczny. Otworzyłem największe biuro podróży w Polsce i co? Popadłem w długi - bardzo duże. Z początku nie wiedziałem, że powodem moich długów jest brat żony. Dopuściłem go do konta, kart płatniczych i księgowości, on odnosił pieniądze do banku. Po sezonie zabrakło dziewięćset tysięcy złotych. Byłem zajęty zdobywaniem klientów, a nie kontrolą finansów. Wierzyłem mu bardziej niż małżonce. Ale gdy dowiedziałem się, że gra było za późno. Moja żona była 10 lat w klasztorze. Zranili ją dotkliwie, bo gdy uznali przemęczenie i wypalenie wyrzucili na bruk dając sukienkę i buty po zmarłej zakonnicy. Kocham ją mimo wszystko. Przeszliśmy w ostatnich latach gehennę, ale najbardziej cierpiała nasza córka. Dziś moja żona pracuje jako kelnerka. Zarabia 1200 zł + napiwki. Nie starcza na wszystko. Od 2 miesięcy poręczyła za swojego brata, tego samego, który nas okradł i zabrał wszystko. Pracują razem. Wiem, że kradnie sztućce srebrne, aby zastawić w lombardzie. Zaraz żona straci pracę, a ja się zachleje na śmierć. Co mam robić? Pomóż proszę...

Witam, jeśli dobrze zrozumiałem to szwagier jest hazardzistą. Jedyne wyjście z sytuacji to przekonać żonę, żeby nie regulowała brata długów kosztem Waszej rodziny. To dla Pana może być zbyt trudne, więc byłoby dobrze udać się razem z żoną do specjalisty terapii uzależnień, który wytłumaczy, na czym polega problem jej brata oraz że regulując długi brata wcale mu nie pomaga, natomiast szkodzi Waszej córce i Panu. "Wspieranie" hazardzisty poprzez dawanie mu pieniędzy na spłatę długów uczy go, że może nadal się zadłużać, bo ktoś zawsze znajdzie dla niego pieniądze na długi i na dalsza grę. Taka postawa to nie jest pomoc w wyjściu z patologicznego hazardu tylko wspieranie w dalszym graniu i przyczynianie sie do pogłębiania się choroby.
Poza tym, jeżeli został Pan okradziony i ma Pan na to dowody to należałoby, na drodze prawnej, starać sie o odzyskanie swoich pieniędzy. Ani osoba obca ani bliska nie ma prawa Pana okradać, a jeśli tak robi to powinna ponieść konsekwencje swojego zachowania. Pozdrawiam!

Witam. Mój ojciec jest uzależniony od alkoholu od wielu lat. Nie może sam sobie poradzić, a boje się o niego. Boje się, że może stać się najgorsze. Jak go nakłonić do zaprzestania picia? Mógłby pan mi coś doradzić, bo ja i moja mam już zaczynamy tego psychicznie nie wytrzymać...

Witam serdecznie. Proponuję wizytę w najbliższej poradni terapii uzależnień i rozmowę ze specjalistą. Specjalista, po uzyskaniu dodatkowych informacji na temat ojca i Waszej domowej sytuacji, powinien znaleźć jakieś rozwiązanie i coś Wam zaproponować. Ja mam niestety zbyt mało informacji, żeby w spsób odpowiedzialny cokolwiek radzić. 

Witam, mam pytanie - mój mąż jest hazardzistą, nie wiem, jak z nim postępować. Wiele razy obiecywał, że nie będzie wystawiał na ryzyko naszej rodziny. Bez skutku - był następny raz i następny... Proszę o poradę. Jestem już u kresu wytrzymałości.

Szanowna Pani,
żeby lepiej wiedzieć, na czym polega hazard i jak należy postępować, proponuję kupienie książki "Hazard. Historia, zagrożenia i drogi wyjścia", w której znajdują się również rozdziały napisane przez mnie, w tym "Hazard i rodzina (wskazówki dla bliskich)". Pozwolę sobie zacytować kilka wskazówek, które mogą zwiększyć poczucie bezpieczeństwa:
- zdeponowanie kosztowności w sejfie,
- rezygnacja ze wspólnego rachunku bankowego i wspólnych kart kredytowych,
- rezygnacja ze wspólnych linii kredytowych,
- zabezpieczenie oszczędności tak, aby osoba grająca nie mogła ich wyjąć, 
- założenie oddzielnego konta i utrzymywanie w tajemnicy PIN-u do tego konta,
- zabezpieczenie rozdzielności majątkowej, o ile to jest możliwe,
- ostrzeżenie rodziny, przyjaciół, wspόłpracownikόw, aby nie pożyczali tej osobie pieniędzy.

Na pewno nie należy też spłacać długów za hazardzistę. Myślę, że warto skontaktować się z poradnią terapii uzależnień i ewentualnie podjąć własną terapię w programie dla osób współuzależnionych. Jeżeli mąż nie podejmie leczenia, to szanse na zaprzestanie grania są niewielkie, a właściwie prawie żadne.

Książkę pt. "Hazard. Historia, zagrożenia i drogi wyjścia" można kupić m.in. tu: http://ksiegarnia.uzaleznienie.com.pl/kategoria/patologiczny-hazard/hazard-historia-zagrozenia-i-drogi-wyjscia

Jeżeli syn od kilku lat (3-4) pali marihuanę, mówi o tym otwarcie, zna fakty i "mity", jak to mówi, na jej temat, to jest problem i czy powinno się z tym walczyć?

Witam serdecznie,
wiedza na temat marihuany nie chroni przed uzależnieniem. Przecież ludzie wiedza doskonale o szkodliwości alkoholu i mimo to uzależniają się. W Pana przypadku wszystko zależy od tego, ile syn ma lat, czym zajmuje się na co dzień, jak funkcjonuje, w jakich sytuacjach i okolicznościach pali. Jeżeli syn jest odpowiednio dojrzały emocjonalnie, dobrze wywiązuje się z przypisanych dla jego wieku i wykształcenia ról społecznych, to jest szansa, że palenie marihuany to epizod w jego życiu. Jeżeli jednak wspomniane okoliczności nie mają miejsca, a palenie marihuany „coś” mu załatwia to są powody do niepokoju. Myślę, że warto skontaktować się osobiście ze specjalistą terapii uzależnień, wspólnie przeanalizować sytuację i wyciągnąć odpowiednie wnioski.

Zachowuję abstynencję od alkoholu od 3 lat dzięki temu, że byłem na terapii zamkniętej w ośrodku leczenia uzależnień. Niestety mój problem alkoholowy zamienił się w hazard. Nie potrafię podjąć decyzji o kolejnym leczeniu. Wczoraj doszedłem mojego dna – ukradłem w nocy żonie kartę płatniczą, poszedłem do kasyna, po czym wszystko przegrałem. Żona uważa mnie za skończonego. Myślę, że ma rację. Tkwię w poczuciu winy i rezygnacji. Czuję się fatalnie, nie wiem, co dalej robić.

Witam Pana! Wygląda to na patologiczny hazard, który wymaga leczenia. Bardzo często jedne uzależnienia są zastępowane innymi. W tym przypadku alkoholizm został zastąpiony przez hazard. Jedyne wyjście to zgłoszenie się do placówki terapii uzależnień i podjęcie terapii!  Skoro udało się z alkoholem powinno się też udać z hazardem. Dosyć często zdarza się, że osoby, które przestały pić, odbyły terapię stacjonarną, nie do końca zdają sobie sprawę z tego, czym jest uzależnienie, jakie rządza nim mechanizmy itp., a dodatkowo nie kontynuują dalej terapii w warunkach ambulatoryjnych i „wpadają” w inne uzależnienia.  

Większość z moich znajomych biorących narkotyki dopiero po dłuższym czasie ich zażywania odczuwa u siebie brak chęci na cokolwiek, tzw. „zawieszanie się”, depresje, itp. A co, jeśli ja sięgnęłam właśnie po to, żeby przestać się "zawieszać"? Od około 18 roku życia mój problem się pogłębia, coraz mniej jest we mnie motywacji i jakiejkolwiek chęci do działania. Czuję się wiecznie senna i nikomu niepotrzebna. Mam myśli samobójcze. Dłużej tak nie wytrzymam. Proszę o pomoc.

Witam serdecznie! Niestety mam zbyt mało informacji, żeby poradzić cokolwiek innego poza wizytą u psychologa lub u psychiatry. Może to jest depresja, którą można leczyć? Radzę pilnie skorzystać z powyższej sugestii i porozmawiać osobiście ze specjalistą.

Jesteśmy ponad 20 lat po ślubie. Od dłuższego czasu mąż coraz rzadziej pojawiał się w domu, nie odbierał ode mnie telefonów, znikał na całe noce. Nie wytrzymałam. Sprawdziłam jego komórkę. Przez ostatni miesiąc spotkał się z setką kobiet, rozmawiałam nawet z kilkoma z nich. Mamy dwójkę dorastających dzieci. Chcę rozwodu, ale on się na to nie zgadza. Zapewnia mnie, że się zmieni. Co robić? Nie potrafię spojrzeć dzieciom w oczy.

Szanowna Pani,
trudno mi cokolwiek radzić, ponieważ mam zbyt mało danych. Mogę się tylko domyślać. Jeżeli mielibyśmy do czynienia z kompulsywnymi zachowaniami seksualnymi to jedno jest pewne - bez podjęcia terapii nic się nie zmieni. Nie rozumiem tylko dlaczego to Pani nie może spojrzeć dzieciom w oczy, a nie mąż? Czy to Pani jest nie w porządku? Najlepiej byłoby porozmawiać ze specjalistą terapii uzależnień, a na wizytę pójść razem z mężem, skoro „zapewnia”, że chce się zmienić. Gdyby mąż nie zechciał, wówczas pani sama powinna udać się na taka wizytę i być może podjąć swoją terapię w programie dla osób współuzaleznionych. 

Witam! Mam 25 letniego uzależnionego syna. Na początku roku był na 3 tygodniowym leczeniu w prywatnej klinice. Jego uzależnienie jest łączone: narkotyki, alkohol i hazard. Pani psycholog stwierdziła również, że emocjonalnie jest na poziomie nastolatka. Z początku po leczeniu było trochę spokoju (ale nie chciał kontynuować psychoterapii) lecz ostatnio znów zaczęły się kradzieże w domu, granie, picie....tak że wróciliśmy do punktu wyjścia. Syn pracuje ale jego zarobione pieniądze idą na spłatę jego długów a resztę przetraca w przeciągu kilku dni. Po ostatniej jego kradzieży wyrzuciłam go z domu. Od niedzieli nie wiem gdzie jest, dowiedziałam się że jest na zwolnieniu lekarskim i nie pracuje w tej chwili. Moje pytanie do Pana jest takie: czy mogę mu jeszcze jakoś pomóc? czy jeśli zgłoszę kradzież to sąd mógłby wysłać go na przymusowe leczenie ale już jakieś dłuższe? Jaki ośrodek mógłby Pan polecić? Serce mi się kroi...boję się że on już nie będzie walczył z nałogiem.... Pozdrawiam!

Szanowna Pani,
dziękuję za przesłanie pytania. Nie sądzę, aby trzytygodniowe „leczenie” uzależnienia w ogóle mogło być skuteczne, ponieważ profesjonalne programy terapii uzależnień trwają znacznie dłużej. Jeśli nie syn tylko Pani płaciła za to “leczenie”  –  w zasadzie nie można było spodziewać się innego efektu. Musi Pani pamiętać, że dopóki syn nie będzie ponosił konsekwencji swoich zachowań, to na pewno nie zmieni swojego postepowania. Natomiast tego, jak układać sobie relacje z uzależnionym synem i jak nie dać się „zwariować” dowie się Pani uczestnicząc w programie terapeutycznym dla osób współuzależnionych w najbliższej poradni terapii uzależnień. Ja polecam wyłącznie placówki (ośrodki) publiczne, bo tam (w większości) jest gwarancja odpowiedniego programu terapii i odpowiednich specjalistów. Tego pilnuje Narodowy Fundusz Zdrowia, który finansuje publiczne placówki. Placówki prywatne nie są przez nikogo kontrolowane i można trafić na taką, która nastawiona jest  głównie na zarabianie pieniędzy. 

To się zaczęło jakieś dwa lata temu. Rodzice kupili komputer. Od tego czasu non-stop siedzę przy nim. Zdarza mi się siedzieć w sieci przez 12 godzin. Czasami myślę, aby się zabić, ale wiem, że tego nie zrobię. Nie mam zamiaru. Nie umiem powiedzieć komuś o tym. Siedzę i płaczę, ponieważ mam już dość. Nie jestem w stanie powiedzieć o tym pani pedagog. Co robić? Ania13

Witam Cię serdecznie! Powinnaś jednak zdecydować się na rozmowę ze specjalistką psychoterapii uzależnień, która poradzi co robić.

Moje życie nie ma sensu!!! Już nie wiem, co robić. Mój chłopak ma obsesję - obstawia nawet w nocy przez sen. Boję się go, grozi mi i szantażuje jak nie chcę mu dać pieniędzy. Ostatnio wymusił na mnie zaciągnięcie dużego kredytu. To tragedia, pomocy!

Witam serdecznie,
Pani chłopak prawdopodobnie cierpi na patologiczny hazard i bez leczenia nic się nie zmieni. Sam sobie niestety nie poradzi i dlatego powinien zdecydować się na podjęcie leczenia. Największym błędem jest pomoc w pokrywaniu strat finansowych spowodowanych hazardowym graniem. Taka postawa uczy, że można nadal grać i przegrywać, bo bliska osoba pomoże w pokrywaniu długów. Radziłbym Pani pójscie do poradni terapii uzależnień na program terapeutyczny dla osób współuzależnionych, a dalsze bycie razem uwarunkować podjęciem przez "chłopaka" leczenia.

Mam żonę i dwójkę dzieci, ale do "bycia pełnym" musze uprawiać sex z innymi kobietami. Próbowałem przestać, ale nie pomaga. Coraz częściej zdarza mi się okłamywać żonę. Co mogę zrobić, aby z tego wyjść? Mam kochającą rodzinę i nie chcę jej stracić.

Witam Pana!
Prawdopodobnie jest Pan uzależniony od seksu. Warto porozmawiać ze specjalistą. Samemu będzie niezwykle trudno z tego wyjść. Jest jeszcze możliwość skorzystania z grup wsparcia dla osób z podobnymi problemami, których adresy znajdzie Pan w Internecie: www.slaa.pl, www.sa.org.pl.

Proszę o pomoc! Mój syn ma 28 lat. Gra od dawna na maszynach. Nie mam już siły mu tłumaczyć, że postępuje źle - co zarobi, to wszystko przegrywa. Potrafi w ciągu jednej nocy przegrać całą wypłatę. Grożę, że wyrzucę go z domu, ale to i tak nie pomaga. Jestem bezsilna. Jak nie dostanę zawału, to w inny sposób się wykończę. Nie mam już siły, płaczę po nocach. Jestem bezradna. Proszę o pomoc.

Szanowna Pani,
jeżeli syn nie będzie ponosił konsekwencji swoich zachowań to na pewno nie zmieni swojego postepowania. Pani tłumaczenie nic nie da, podobnie jak spłacanie za niego długów czy straszenie wyrzuceniem z domu. Bo dlaczego miałby nie grać, skoro po przegraniu całej wypłaty ma gdzie spać, co jeść i może nawet na papierosy? Trzeba działać, a nie tylko straszyć. Jeżeli się coś powie, to należy to zrealizować. Najlepiej podjąć działanie konsultując je z terapeutą uzależnień i uczestnicząc w programie terapeutycznym dla osób współuzależnionych. 

Jestem uzależniona od narkotyków. Atakują mnie myśli samobójcze i nie mogę sobie poradzić z poczuciem winy, bo moja koleżanka zmarła, a to ja ją w to wpakowałam. Jestem za słaba na ośrodek, czuję, że przegrałam. Podobno w Monarze źle traktują ludzi. Co mogę zrobić?

Witam Panią serdecznie!
Jedyne, co może Pani zrobić, to pójść na terapię. Nie ma osób za słabych na ośrodek, trzeba po prostu się zdecydować i pójść. Trudno mi się odnieść do stwierdzenia, że w „Monarze źle traktują ludzi”, ponieważ nie wiem, co w tym przypadku znaczy „złe traktowanie”. Ośrodków Monaru jest wiele, różnią się między sobą. Zresztą Monar to nie jedyne miejsce, w którym leczy się ludzi uzależnionych od narkotyków. Podczas terapii można będzie przepracować poczucie winy.

Czy trzeźwiejący alkoholik może palić marihuanę? Czy to jest dla niego groźniejsze niż dla innych?

Witam! Alkoholik, który pali marihuanę, niestety nie trzeźwieje. To jest niepijący alkoholik, któremu bardzo daleko do trzeźwości, ponieważ nadal przyjmuje substancję, która działa poniekąd w podobny sposób, jak alkohol, i tym samym pielęgnuje w sobie mechanizmy odpowiedzialne za podtrzymywanie uzależnienia. Tak na dobrą sprawę to wszystko jedno czy pijesz czy palisz, tutaj słowo „trzeźwiejący” nie jest właściwe. Kiedy zaczniesz naprawdę trzeźwieć, to przestaniesz palić marihuanę. Palenie marihuany to jest sztuczny sposób na zmienianie swojego samopoczucia i wszystko jedno czy będziesz to robił za pomocą alkoholu, leków czy narkotyków, nie będziesz sobą, tylko zlepkiem swojego ciała i jakiejś substancji psychoaktywnej łącznie z tą, która jest w marihuanie. 

Jestem uzależniona od DXM, ale brałam też amfetaminę, paliłam zioło itd. Bardzo schudłam i bardzo mi się to podoba. Nabawiłam się przez to bulimii. Teraz staram się ograniczyć narkotyki, ale zdarza mi się wpaść w ciąg. Mam chłopaka, rodzinę, dobre oceny w szkole, ale boję się, że to zaprzepaszczę. Chcę iść na terapię, ale nie czuję woli by się zmienić. Boję się przytyć! Co robić?

Witam serdecznie! Najlepszym wyjściem byłoby pójście na terapię. Każda osoba, która jest uzależniona powinna przejść profesjonalne leczenie, bo samemu niezwykle trudno jest sobie poradzić z tym problemem, a w większości przypadków jest to wręcz niemożliwe. Jest szansa na to, że kiedy stan psychiczny wyrówna się i człowiek zrozumie, na czym polega uzależnienie, to obok radzenia sobie z narkotykami może też poradzić sobie z bulimią. Polecam Pani znaleźć taki ośrodek, w którym można uzyskać pomoc również w zaburzeniach łaknienia.

Nie potrafię określić, czy jestem uzależniona. Zdarzają mi się ciągi 3-miesięczne, ale i tak samo długie przerwy w ćpaniu. Mam dobrą pracę, pieniędzy wystarcza na wszystko, mamy z mężem dziecko, które jest zdrowe i szczęśliwe, nie czuję żadnych negatywnych skutków. Jedynie na zejściu. Zastanawiam się, czy potrzebuję pomocy.

Witam serdecznie,
jeżeli zdarzają się Pani 3-miesięczne ciągi, to aby sprawę wyjaśnić należy zgłosić się do specjalisty, opowiedzieć mu swoją historię i on powie, czy w Pani przypadku doszło do uzależnienia. Człowiek zdrowy, nieuzależniony, nie jest w stanie przez 3 miesiące codziennie zażywać narkotyków. Tak samo jest z alkoholikami. Są tacy, którzy piją i świetnie funkcjonują, niektórych nawet oglądamy w telewizji. To nie jest żaden argument, że się dobrze funkcjonuje. Trzeba się przyjrzeć temu, jak się funkcjonuje w tym czasie, kiedy się bierze, a nie w przerwach.

Bez marihuany nic mnie nie cieszy, wszystko mnie wkurza. Czy bez marihuany będę mógł jeszcze się cieszyć z życia tak, jak kiedyś, gdy jej nie jarałem? Czy to są odwracalne szkody?

Witam! Tak to bywa z człowiekiem, który się do czegoś przyzwyczaił. Dzięki marihuanie czy innej substancji psychoaktywnej dochodzą do niego bodźce dające chwilową poprawę samopoczucia, a kiedy ich zabraknie - człowiek staje się nerwowy, wszystko go denerwuje, ma obniżony nastrój. Pojawia się wiele różnych przykrych objawów, nazywanych objawami z odstawienia (abstynencyjnymi). Nie chodzi tylko o marihuanę, ale również o inne substancje psychoaktywne. Będziesz mógł cieszyć się życiem wtedy, kiedy weźmiesz się za siebie i przejdziesz terapię, nauczysz się żyć bez sztucznych chemicznych podpórek. U osób palących marihuanę występuje też tzw. zespół amotywacyjny o obrazie zbliżonym do depresji. To jest odwracalny stan, ale na to potrzeba czasu. Różni ludzie, którzy promują marihuanę, mówią wyłącznie o jej rekreacyjnym/relaksacyjnym działaniu i nie wiedzą albo nie chcą wiedzieć o zespołach amotywacyjnych, które spotykamy u osób palących marihuanę. Po dłuższym paleniu człowiek wpada w apatię, depresję i trudno mu się zmobilizować nawet do prostych czynności. Wyjście z tego stanu wiąże się z przejściem terapii, dokonaniem zmiany w sobie. Wiele osób zmieniło swoje życie i w Twoim przypadku to też jest możliwe.

Czy człowiek uzależniony może być jednocześnie współuzależniony? Mój mąż jest alkoholikiem, ale nie pije już kilka lat, natomiast syn jest czynnym alkoholikiem i zastanawiam się, czy mąż może mieć wobec syna problemy ze współuzależnieniem? Czasami zdarza się, że próbuje go nadmiernie kontrolować...

Szanowna Pani,
oczywiście, można być uzależnionym i współuzależnionym jednocześnie. Mąż wiedząc, co się z nim działo, obawia się, że z synem będzie tak samo, zapominając przy tym, jakie były skutki, kiedy ktoś jego kontrolował. Nie pamięta, że on i tak „wykiwał” tę osobę i poszedł pić. Kontrolowanie to nie jest dobra droga. Gdyby mąż był czynnym alkoholikiem, miałby inne ważniejsze sprawy do załatwienia. Pewnie w okresach niepicia interesowałby się problemem syna, a w okresie picia - piłby razem z nim. Zdrowiejący alkoholik może iść na terapię dla współuzależnionych, ale najpierw musi rozwiązać problem dotyczący własnego uzależnienia.  

Chcę przestać grać i postanowiłem sobie, że po moich najbliższych urodzinach przestanę raz na zawsze. Teraz jeszcze sobie używam, ale potem oddam wszystko co mam wartościowego mojej mamie. Czy myśli Pan, że to poskutkuje?

Witam! Obawiam się, że to może nie poskutkować i podejrzewam, że już Pan podejmował tego typu zobowiązania. Jeżeli występuje uzależnienie, to konieczna jest terapia, a takie obietnice to są tylko zbożne życzenia. Tak samo jest z postanowieniami noworocznymi. Może się wydawać, że się uda, ale człowiek uzależniony nie wie co robić, aby powstrzymać się od gry, a tego może nauczyć się tylko na terapii.

Jak odmawiać, gdy inni nie rozumieją słowa „nie”, pogardzają tym, że trzeźwieję, a alkoholików uważają za śmieci?

Witam serdecznie! Na początku warto zobaczyć, kim są ci ludzie. Są dwa powody, dla których tak się zachowują. Po pierwsze ci, którzy w taki sposób traktują alkoholizm i niepijących alkoholików to ludzie nieszczęśliwi, bo ograniczeni umysłowo. Ja unikałbym z nimi bliższych kontaktów. Taka postawa świadczy bowiem o głupocie i braku kultury, a tacy ludzie nie są mnie do życia potrzebni. Są też osoby, które tak mówią, bo same mają problem alkoholowy, nie przyznają się do niego i takimi wypowiedziami starają się wykazać, że są od tego alkoholika lepsi. Natomiast na odmawianie jest jeden bardzo skuteczny sposób: jak się ktoś pyta „czy napijesz się ze mną?”, odpowiadam: „Nie, dziękuję, dzisiaj nie piję”. Kiedy ten ktoś zapyta: „a jutro się napijemy?”, trzeba odpowiedzieć: „Zapytaj mnie jutro, bo nie wiem, co wtedy będzie, jutro ci odpowiem”. Nazajutrz, kiedy ten sam kolega pyta: „To co? Może się napijemy?”, odpowiadasz: „Wiesz, ja dzisiaj nie pije”. „Ale dlaczego?” – dopytuje kolega. „Po prostu, dzisiaj nie piję.” A on na to: „Jak to? Wczoraj nie piłeś, dzisiaj nie pijesz? „No nie, dziś też nie piję”. Wtedy on pyta: „A jutro?” I ja na to: „To zapytaj mnie jutro”. I on patrzy wtedy jak na wariata, ale wie, że ze mną nie ma co o tym piciu gadać. I ja nie tłumacze mu ze mam chorą głowę, rękę, nogę czy wątrobę, tylko dziękuje nie pije, koniec pieśni. To jest najlepszy sposób, i w końcu się ludzie przyzwyczaja, tylko trzeba pamiętać, żeby być konsekwentnym. Bo jeśli raz się człowiek złamie, to inni będą wiedzieli, że trzeba po prostu dłużej i silniej namawiać.

Nie piję już 3 miesiące, bo były problemy, ale nie wiem czy jestem alkoholikiem. Jak słucham historii na mityngach to myślę, że do niektórych jeszcze mi daleko i może jestem po prostu sympatykiem alkoholu. Jak to stwierdzić?

Witam serdecznie,
to jest normalne, że osoby uzależnione bardzo długo mają wątpliwości odnośnie tego czy są uzależnione czy też nie. Nie bez powodu alkoholizm jest nazywany "chorobą zaprzeczeń". Zdarza się niestety, że osoba umierająca z powodu powikłań alkoholizmu, pytana na łożu śmierci czy jest alkoholikiem, odpowiada że nie jest i to bywają jej ostatnie słowa. Alkoholizm jest niestety zbyt często traktowany nie jako choroba, tylko jako coś bardzo złego, nagannego i brzydkiego, jako złe i niemoralne postępowanie podlane alkoholem. Stąd nic dziwnego, że człowiek bardzo niechętnie przyznaje się do tak rozumianego alkoholizmu. Słuchając na mityngach różnych wypowiedzi i historii lepiej jest szukać w nich podobieństw niż różnic. W internecie dostępne są różne testy, które są pomocne w znalezieniu odpowiedzi na pytanie czy jestem alkoholikiem. Na tym portalu są na przykład opracowane przeze mnie pytania "Sprawdź, czy pijesz rozsądnie". Proponuję zajrzeć. Żeby ostatecznie rozwiać swoje wątpliwości, należałoby pójść do specjalisty i opowiedzieć, co się dzieje. Wtedy specjalista wyjaśni, które objawy są uznane za charakterystyczne dla alkoholizmu. Jeśli okaże się, że któreś z tych objawów dotyczą Ciebie, to należy się zastanowić. Do mojego gabinetu bardzo często przychodzą takie osoby, czasami z kimś bliskim i życzliwym i wspólnie rozstrzygamy, czy to już choroba czy dopiero się na nią zanosi. Czy już trzeba pomyśleć o leczeniu, czy też należy ograniczyć wszelkie kontakty z alkoholem.

Jestem alkoholiczką z wieloletnim stażem trzeźwienia i nie mam pojęcia, jak przekonać swojego 18-letniego syna, żeby nie pił. Opowiedziałam mu swoją historię chyba 100 razy, a on wciąż wraca czasami po kilku piwach. Wiem, że nie mam wpływu na jego picie, ale proszę o pomoc - jak dojść do zgody i spokoju z samą sobą?

Witam Panią! To jest bardzo trudne. Po pierwsze trzeba się zorientować, dlaczego syn sięga po alkohol. Myślę, że chłopak powinien wiedzieć, że jest w grupie podwyższonego ryzyka z racji tego, że jego mama jest alkoholiczką. Być może sobie tego nie uświadamia, trzeba więc się zorientować dlaczego tak jest. Po drugie ważne jest, żeby syn ponosił wszelkie konsekwencje swojego picia i swoich zachowań. Jeśli nie będzie odczuwał dolegliwości i konsekwencji, to nie zobaczy, że to co robi, jest dla niego złe. Na pewno chłopak musi wiedzieć, że matka go kocha, ale jest też wymagająca i nie wszystko, co zrobi po pijanemu, ujdzie mu na sucho.

Nie wierzę w Boga, czy zatem AA jest dla mnie? Jak rozumieć siłę wyższą? Czy chodzenie na AA jest konieczne w terapii?

Witam serdecznie!
W programie 12 Kroków AA mówi się „Bóg jakkolwiek go pojmujemy”, częściej mówi się „Siła Większa od nas samych”. Tą siłą może być lekarz, psycholog, drugi alkoholik, Ty również możesz być dla kogoś siłą większą. Jeśli sam próbowałeś poradzić sobie ze swoim problemem i nie wychodziło, to logiczny wniosek jest taki, że potrzebna jest pomoc czegoś od Ciebie większego i silniejszego, jakiejś siły większej od Ciebie. Może nią być „Bóg jakkolwiek go pojmujemy”. Trzeba jednak wiedzieć, że nikt nikomu nie ma prawa narzucać sposobu pojmowania i rozumienia tego Boga. Dla jednych będzie to Bóg katolicki, dla drugich prawosławny, dla innych będzie to jakaś idea, drugi człowiek, albo grupa ludzi, która ma ten sam cel. Najlepiej jest pójść na mityng AA i "rzucić" taki temat. Ludzie powiedzą wtedy, co dla nich to słowo oznacza. Anonimowi Alkoholicy dają pomoc w każdym miejscu na świecie i o każdej godzinie. Miliony ludzi dzięki programowi 12 Kroków żyje i zdrowieje.
Ja od swoich pacjentów wymagam chodzenia na mityngi w trakcie terapii, ponieważ chcę, żeby ludzie, którzy u mnie się leczą, znali wszystkie dostępne możliwości uzyskania wsparcia. Jeśli idziesz na terapię, to godzisz się na wszystkie wymagania i zalecenia, które terapeuci mają wobec ciebie. Natomiast po zakończeniu programu terapii każdy może robić to, do czego jest przekonany.

Sny alkoholowe niepijącego alkoholika – co oznaczają? Czy trzeba się ich bać? Czy kiedyś miną?

Witam! Sny alkoholowe świadczą o tym, że alkoholik tak do końca nie rozstał się jeszcze z piciem. Rozum mówi: „Nie powinieneś pić”, a dusza się do picia rwie. Kiedy rzuciłem palenie przekonałem się, że nie rzuciłem tylko z rozsądku, ale pożegnałem się z papierosami także emocjonalnie. Wtedy mogłem przekonać się, że jestem niewolnikiem palenia. Dwa razy zobaczyłem siebie we śnie z papierosem w ręku. Popatrzyłem i myślę sobie „skąd ten papieros, przecież ja nie palę” i zgasiłem go. To mnie przekonało, że gdy moja świadomość jest odłączona, to nie rozum pilnuje żebym nie palił, tylko to jest poza moja świadomością i wynika z emocjonalnych przesłanek. Dopóki tego typu sny się zdarzają i człowiek widzi w nich siebie pijącego, to nadrabia to, czego nie robi w realnym życiu. W nocy sobie pofolguje, bo w dzień pilnuje go rozum i to świadczy o tym, że się z piciem jeszcze nie rozstał. Znałem też takich, którzy trzeźwieli, udzielali się w AA i miewali sny alkoholowe. Jednak teoretycznie jeśli jesteś pożegnany z alkoholem i tak naprawdę trzeźwiejesz, to nie powinny się one pojawiać.

Czy wpadka (zapicie) to koniec świata? Czy po wpadce leczenie trzeba zaczynać od nowa, a wszystko, co zostało „zaleczone” przepada?

Witam serdecznie! Kiedy dziecko uczy się chodzić, to musi się co jakiś czas przewrócić. Ważne jest, żeby podnieść się i iść dalej. Tak samo jest z ludźmi, którzy uczą się chodzić na trzeźwo. Zapicie to nie tragedia i nie koniec świata, bo wszystko zależy od tego, co dalej się z tym zrobi. „Wpadka” nie bierze się znikąd. Jeśli zobaczysz cały proces dojścia do „zapicia” i jeżeli drogę tę przeanalizujesz z terapeutą lub sponsorem możesz się wiele nauczyć i zapobiec kolejnym takim sytuacjom. Są „wpadki” konstruktywne i destrukcyjne. Jeśli zapijesz, zawstydzisz się i uciekniesz i będziesz dalej w to brnął, to „klops”. Ale są też tacy, którzy kończą leczenie i myślą: „Czy rzeczywiście mam problem z tą kontrolą nad piciem? Czy Woronowicz miał rację?” I sprawdzają to. Wielu spośród nich wypije, dostanie po łbie i pomyśli: „Jednak terapeuci mieli rację.” Wyciąga wnioski i inaczej funkcjonuje. Zatem „wpadka” to nie koniec świata, wszystko zależy od tego, w jaki sposób będziesz z tego wychodzić - co będziesz robił i na ile przeanalizujesz sytuację po to, by nie doprowadzić do niej jeszcze raz.

Pijane myślenie – czym jest i jak sobie z nim poradzić?

Witam serdecznie,
"pijane myślenie" to takie myślenie, jakie alkoholik miał, kiedy pił. Kiedy przestaje pić, przy pomocy terapeutów i osób trzeźwiejących, powinien przyjrzeć się, w jaki sposób to myślenie u niego przebiegało. Powinien zobaczyć, jakie miało schematy i co było jego konsekwencją. Ten rodzaj myślenia jest bardzo niebezpieczny. Czasami trzeźwiejący alkoholik tak "nakręca" w sobie to stare myślenie, że nie radzi sobie z emocjami i - dla rozładowania napięcia - nie widzi innego wyjścia poza sięgnięciem po alkohol. To najprostszy sposób, a co za sobą pociągnie, to już inna historia…

Czy można wytrzeźwieć samemu – bez terapii, mityngów itd.?

Witam serdecznie! Wytrzeźwieć, w sensie wychuchania z siebie alkoholu, to owszem. Natomiast w sensie szeroko rozumianego powrotu do zdrowia, z mojego doświadczenia wynika, że nie da się wytrzeźwieć samemu. Innego - trzeźwego życia - trzeba się nauczyć korzystając z doświadczeń innych osób. Uważam, że każdy, kto chce zmienić swoje życie, nie powinien sam przysłowiowej Ameryki odkrywać. Lepiej skorzystać z doświadczeń terapeutów lub innych alkoholików, którzy naprawdę trzeźwieją. Samo chodzenie na mityngi też nie jest jednoznaczne ze zdrowieniem. Ono następuje poprzez realizowanie programu 12 Kroków. To oczywiście ułatwia niepicie, ale podstawową rzeczą w programie AA jest realizowanie programu i to pod opieką sponsora.

Trzeźwieję. Moi bliscy to rozumieją, ale sami czasami piją winko. Nie czuję się z tym zbyt dobrze. Czy wprowadzić w domu rygor "Domu wolnego od alkoholu", czy raczej wychodzić, kiedy żona z koleżanką otwierają butelkę? Nie chce się narazić na zarzut, że wszystkim zakazuję, a autentycznie mi to przeszkadza.

Witam serdecznie,
na początku zdrowienia nie jest dobrze uczestniczyć w spotkaniach, podczas których pije się alkohol. Jeśli osoby bliskie są życzliwe i rozsądne to należy im powiedzieć: „Nie jestem jeszcze na taki etapie, żeby picie alkoholu obok mnie było dla mnie obojętne. Prosiłbym żebyście w mojej obecności tego nie robili. Nie będzie tak zawsze, ale jeszcze nie jestem gotowy”. Od wprowadzania domowego rygoru lepsze byłoby przekonanie bliskiej osoby do zmiany postepowania. Gdyby żona uczestniczyła w programie psychoterapii dla współuzależnionych albo poszła na spotkanie grupy Al-Anon to nie miałby Pan tego problemu. Być może żona zgodzi się spotkać się przy alkoholu z koleżankami poza domem albo podczas Pana nieobecności.

W jaki sposób walczyć z pierwszymi głodami. Jak w pierwszej fazie trzeźwienia zaspokoić zaburzony ośrodek nagrody tak, by poczuć ulgę i sobie nie zaszkodzić?

Witam serdecznie!
W pierwszej fazie trzeźwienia trzeba się nauczyć wszelkimi sposobami nie sięgać po alkohol. Trzeba zidentyfikować sytuacje, które prowokują do spożycia alkoholu, i znaleźć alternatywy, czyli co innego ja mogę w tym czasie robić. Każdy indywidualnie powinien odpowiedzieć sobie na to pytanie. Gdy mówimy o sytuacji, w której pojawia się chęć czy obsesja picia, to możemy wdrożyć różne sposoby – najprościej jest o tym mówić ludziom, którzy chcą tego słuchać. Może to być terapeuta, inny alkoholik, może to być grupa na mityngu. Kiedy ten głód jest bardzo trudny do odparcia i wiąże się z dużym niepokojem, to trzeba się skontaktować z lekarzem, który rozumie, czym jest uzależnienie i może zdarzyć się tak, że trzeba będzie wziąć lek. A kiedy ośrodek nagrody domaga się bodźca, trzeba szukać innych form, które go uspokoją. Należy znaleźć alternatywne sposoby na poprawę samopoczucia zamiast sięgania po alkohol, leki czy inną chemię.

Co zrobić, żeby z biegiem czasu, trzeźwiejąc nie zapomnieć o swojej chorobie? Wielu alkoholików zaliczyło wpadkę po latach przez "zapomnienie", nawet wcześniej chodząc na mityngi.

Witam! Żałuję, że nie wiem co oznacza słowo „trzeźwienie” dla osoby pytającej, bo spotkałem się z różnym rozumieniem tego słowa. Dla mnie samo niepicie nie jest równoznaczne z trzeźwieniem. Samo chodzenie na mityngi nie jest również argumentem świadczącym o trzeźwieniu. Nie wszyscy, którzy chodzą na mityngi AA zdrowieją, nie wszyscy się zmieniają. Niewiele jest takich osób, które rzeczywiście rzetelnie pracują na programie 12 Kroków i realizują go także w swoim życiu. Jeśli jednak tak jest - człowiek uzależniony potrafi zmienić się tak bardzo, że alkohol nie jest mu później potrzebny. Natomiast Ci, którym zdarzają się tzw. wpadki to najczęściej osoby, które dokonały za mało zmian w sobie i nie pogodziły się z chorobą. Jeśli alkoholik rozumie, na czym jego choroba polega i pogodzi się z tym, że jest chory, to będzie też o niej pamiętał. Do picia najczęściej wracające osoby, które nie są pogodzone ze swoją chorobą, czują się inwalidami z jej powodu i co jakiś czas próbują sobie udowodnić, że mogą pić normalnie. W takich momentach zapominają, że najważniejszym i głównym objawem alkoholizmu jest upośledzenie lub utrata kontroli nad piciem.

Mam mamę "alkoholiczkę" razem z ojcem i bratem naprawdę ją kochamy i chcemy jej pomóc. Byliśmy z nią na "zaszywce" niestety nie poskutkowało. Ciągle obiecuje, że przestanie, że pójdzie do lekarza. Tak nam jest jej żal jak trzeźwieje. Dzisiaj znowu wypiła i kolejny tydzień z głowy... Proszę o jakąś poradę, bo naprawdę już nie mamy siły...

Witam serdecznie,
niestety osoby bliskie bardzo cierpią, kiedy widzą, że ich perswazje i próby udzielenia pomocy nie dają oczekiwanego efektu. Czują się współodpowiedzialne za picie i mają wyrzuty sumienia, że nie potrafią pomóc. Każdą sytuację należałoby jednak rozpatrywać oddzielnie, bo różnie wygląda funkcjonowanie osoby pijącej i samej rodziny. Na pewno wszyscy powinni reprezentować wspólny front, bo w przeciwnym wypadku osoba pijąca będzie łatwo nimi manipulowała po to, żeby móc dalej pić. Najlepszym rozwiązaniem byłaby Wasza wspólna wizyta w najbliższej poradni terapii uzależnień. Dzięki pomocy specjalisty dowiedzielibyście się, jak należy postępować i jednocześnie przyjrzelibyście się całej sytuacji, w tym także swojemu dotychczasowemu postępowaniu. Zmiana Waszego dotychczasowego postępowania może doprowadzić w przyszłości do sytucji, że mama zdecyduje się sama na wizytę w poradni i na podjęcie leczenia. Innym rozwiązaniem jest pójście na spotkanie Grup Rodzinnych Al-Anon i realizacja ich programu.

Czy można być podatnym na uzależnienie od hazardu? Czy trzeba mieć jakieś cechy charakteru albo osobowości, żeby się uzależnić?

Witam! Tu należy ogólnie powiedzieć o uzależnieniach. Niektórzy są bardziej podatni na wszelkie uzależnienia. Mam tu na myśli osoby, które nie bardzo potrafią żyć w zgodzie z otoczeniem i ze sobą samym, źle się czują, odczuwają dyskomfort. Dla nich przyjęcie jakiejś substancji czy podjęcie danej czynności (np. gry) powoduje pobudzenie czy też drażnienie ich ośrodka nagrody w mózgu. Takie osoby nazywam „poszukiwaczami ulgi”. Druga grupa to osoby, dla których bodźce docierające z zewnątrz są za słabe i w związku z tym poszukują substancji lub zachowań, które będą dawały silniejsze bodźce do pobudzenia ośrodka nagrody. Nazywam ich „łowcami nagród”. Nie trzeba mieć szczególnego podejścia do pieniędzy czy być materialistą, aby uzależnić się od hazardu. Hazardziści nie grają dla pieniędzy, lecz po to, by przeżywać napięcie.

Jakie jest Pana zdanie na temat punitywności hazardu? Czy ma to jakieś znaczenie w leczeniu osób uzależnionych?

Witam serdecznie,
tej kwestii nie można rozpatrywać w kategoriach kary. Każde nasze postępowanie wiąże się z jakimiś konsekwencjami, które musimy ponieść. Jeśli grałem i przegrałem to ponoszę tego konsekwencje, jeśli piłem i narozrabiałem - ponoszę za to odpowiedzialność. Człowiek, który nie ponosi konsekwencji swoich zachowań związanych z graniem hazardowym lub piciem alkoholu, na pewno nie zmieni swojego postępowania, a także nie zdecyduje się na podjęcie terapii, bo nie będzie widział, że to, co robi jest dla niego szkodliwe.

Czy jeśli jestem uzależniony od marihuany i dopalaczy to mogę pić alkohol? Czy muszę unikać wszystkich substancji psychoaktywnych?

Witam! Jeżeli człowiek jest uzależniony od jednej substancji czy od jakiegoś zachowania, to ma dużo większe szanse, aby uzależnić się od innych substancji czy zachowań. Uzależnienia wzajemnie się zastępują, podstawiają. Jeżeli jest się od czegoś uzależnionym to trzeba wiedzieć, że prawdopodobieństwo uzależnienia się od innych substancji albo od innych zachowań jest znacznie większe. Będąc już uzależnionym od marihuany czy dopalaczy lepiej nie ryzykować. Bezpieczniej jest nie pić, zachować abstynencję.

Jestem uzależniony od amfetaminy, ale nie biorę już kilka lat. Przerzuciłem się na sterydy i siłownię. Uważam, że wybrałem mniejsze zło i czuję się znacznie lepiej, dobrze się odżywiam. Jednak przyjaciele mówią, że i tak robię źle. Czy jestem uzależniony też od sterydów, czy to mi robi krzywdę?

Witam! Jeżeli bierze się sterydy bez wskazań lekarskich, to jest to bardzo nierozsądne. Z hormonami trzeba bardzo uważać i nie można się nimi bawić, ponieważ mogą prowadzić do poważnego rozregulowania organizmu. Nie należy ich przyjmować bez porozumienia z lekarzem specjalistą, bo łatwo można zrobić sobie krzywdę. Być może już zdążyłeś uzależnić się od sterydów, skoro nie potrafisz z nich zrezygnować. Bardzo złym pomysłem jest zastępowania jednej szkodliwej dla organizmu substancji – inną.

Jestem uzależniony od hazardu, ale też mam problem z alkoholem i zastanawiam się czy mogę połączyć terapie?

Witam Pana! Często jest tak, że jednocześnie leczy się i jedno, i drugie. To jest bardzo indywidualne i zależy od tego, który problem jest bardziej nasilony. Należy określić, czy w Pana przypadku doszło do uzależnienia, czy jest to „tylko” problem z alkoholem. Są osoby, które grają głównie czy prawie wyłącznie wtedy, gdy wypiją - inaczej się postępuje pod wpływem alkoholu, a inaczej na trzeźwo. To jest bardzo indywidualna sprawa. Polecam udać się do fachowca, żeby on określił od czego zacząć i być może wtedy będzie można równolegle leczyć jedno i drugie.

Na czym polega działanie ośrodka nagrody w uzależnieniu od hazardu?

Witam,
w każdym uzależnieniu ośrodek nagrody działa tak samo. Wytwarzają się substancje, które pobudzają ośrodek nagrody, nazywany też ośrodkiem przyjemności, i dzieje się to właśnie w czasie grania i oczekiwania na wygraną, a także w trakcie innych zachowań związanych z przyjmowaniem substancji psychoaktywnych czy wykonywaniem pewnych czynności. 

W jaki sposób mogę sprawdzić czy syn palił marihuanę? Słyszałam jak umawiał się z kolegą „na palenie”. Chcę kupić w aptece jakiś test, ale kompletnie nie wiem, o co pytać.

Witam Panią,
należy pójść do apteki i poprosić o test na marihuanę, czyli na tetrahydrokannabinole (THC). To jest test wykrywający obecność tej substancji w moczu, tak więc od razu wiadomo, czy marihuana jest w organizmie, czy nie. Warto też porozmawiać ze specjalistą. Wszystko zależy od tego, jak często Pani syn bierze. Bardzo często młodzi ludzie próbują z głupoty. Część z nich mądrzeje, wyrasta i przestaje to robić, natomiast wielu wchodzi w narkotyki jeszcze głębiej. Każdy rodzic może się zgłosić do poradni i uzyskać informacje od specjalistów.

Napisz do nas!
Na pytania naszych Czytelników odpowiada dr med. Bohdan T. Woronowicz.
Wystarczy wypełnić poniższy formularz.

Odpowiedzi będą publikowane anonimowo na stronach portalu.
Przesłane w formularzu dane pozostają do wiadomości Redakcji.
Wyrażam zgodę na publikację w serwisie UZALEŻNIENIE.com.pl