Zaczęłam myśleć, że moje funkcjonowanie jest podobne do tego, jak zachowuje się alkoholik – pisze Marta, forumowiczka wspólnoty Anonimowych Żarłoków. – Czyżbym zajadała uczucia, o które nawet się nie posądzałam? Nudę, samotność, niezgodę na siebie? Niezadowolenie z siebie i świata? Powoli zaczęłam rozpoznawać, co działo się we mnie gdzieś głębiej. Pomyślałam, że nie sięgałabym po zabijające mnie porcje, gdybym nie czuła tego rozpaczliwego ssania „jeść!”. Więc to paskudne ssanie, to głębinowe napięcie, jest odtąd ze mną przez cały czas…

Jeszcze do niedawna zespół kompulsywnego objadania się (BED – Binge Eating Disorder) nie był formalnie uznawany za zaburzenie psychiczne. Dopiero w najnowszej, wydanej w maju 2013 roku przez Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne, klasyfikacji DSM-5, zaburzenie to zostało wciągnięte na listę chorób związanych z zaburzeniami odżywiania. 

Przebieg „ataku obżarstwa” podobny jest napadowi typowemu dla żarłoczności psychicznej – z tą różnicą, że bulimiczka zmusza się do czynności kompensacyjnych – musi sprowokować wymioty, przyjąć leki przeczyszczające lub zacząć stosować drakońskie diety lub ćwiczenia. Inaczej jest w przypadku osób chorych na BED – od czasu do czasu próbują różnych, mniej restrykcyjnych, metod odchudzania, ani nie kończą napadów obżarstwa w toalecie. Bez oczyszczenia, żyją w ciągłym poczuciu przejedzenia…

Zapychanie – zajadanie

Kompulsywne objadanie się jest jak każdy nałóg. Osoby cierpiące na BED są uzależnione od jedzenia – napady obżarstwa stanowią dla nich formę radzenia sobie z ukrywanymi przed światem zewnętrznym emocjami, codziennym stresem i problemami. Napychanie się do bólu to wypełnianie ich wewnętrznej pustki. Jedzenioholik odczuwa natrętną i niemożliwą do przezwyciężenia potrzebę zaspokojenia „głodu” – jednak nie tego fizycznego, a emocjonalnego. Gdy pochłonie już pierwszą, chociażby najmniejszą, porcję swego ulubionego „wypełniacza”, traci kompletnie kontrolę – celem jest „nażreć się do nieprzytomności”. Nie ma żadnych limitów – podczas jednej „sesji” potrafi pochłonąć od 5 do 15 tysięcy kalorii. Na rzecz swoich „samotnych uczt” zaniedbuje sferę rodzinną i towarzyską – zamiast udać się z przyjaciółką na spacer, w odosobnieniu urządza sobie „wielkie żarcie”. Na rodzinnych spotkaniach pojawia się rzadko, gdyż boi się, że polegnie pod uginającym się od jedzenia stołem – mimo że wśród bliskich je pozornie normalnie, to jednak zwyczajna sałatka ziemniaczana staje się często pretekstem do potajemnej konsumpcji w toalecie czy pod kuchennym blatem.

Uczta jest obfita, więc aby spożyć ją w najszybszym tempie, jedzenioholik łapczywie pochłania ogromne kęsy kolejno serwowanych przez siebie dań – trzeba się najeść „na zapas”, bo niedługo wróci mąż lub matka, którzy nie są mile widzianymi gośćmi przy „biesiadnym” stole. Często także „chomikuje” zakupione produkty na później – ukrywa zgromadzone zapasy pod łóżkiem albo w szafce za ręcznikami. Nie zna uczucia „najedzenia się do syta”, nigdy nie powie „już nic w siebie nie wcisnę”. Tony jedzenia nie przygniatają jednak tak, jak wyrzuty sumienia, które pojawiają się po ich spożyciu. Poczucie winy i obrzydzenia do samego siebie wywołuje kolejne negatywne emocji oraz potęguje stan beznadziei, jaki jedzenioholikowi stale towarzyszy. Permanentna potrzeba miłości i akceptacji, których nie otrzymuje nawet od samego siebie, wpędza go w błędne koło, działające na zasadzie: ból wywołany brakiem uczuć – zażarcie – wstyd i zażenowanie – ponowne zażarcie. Jedzenie staje się zatem „deską ratunkową” – ta daje jednak chwilowe uczucie ulgi i bardzo niestabilne poczucie bezpieczeństwa. Kolejne rozchwianie emocjonalne sprawia, że jedzenioholik znów wpada w „toń żarcia”.

Kocham cię ciasteczkiem, bułeczką, drożdżówką

Przyczyn BED, jak w większości zaburzeń odżywiania, można się dopatrywać w uwarunkowaniach biologicznych – u osób chorych na ED (Eating Disorder) zaburzony jest bowiem ośrodek sytości i głodu. Przede wszystkim jednak kompulsywne objadanie się jest chorobą o podłożu psychicznym – zazwyczaj wiąże się z tym, czego jedzenioholik doświadczył w przeszłości, a także z zaburzeniami adaptacyjnymi, które wywołują poczucie odizolowania.

Zachowania kompulsywne związane z jedzeniem są często wynikiem przeżyć z dzieciństwa – zarówno tych związanych z rolą, jaką jedzenie pełniło w rodzinie, jak i zaniedbywaną sferą emocjonalną. Dziecko często traktuje się jak „małe zwierzątko”, które przede wszystkim trzeba nakarmić, a jedzenie staje się podstawowym kryterium rządzącym dziecięcym uniwersum. Babcine „zjedz więcej” lub „nałożę ci dokładkę” jest wyrazem miłości i troski, dokończenie obiadu często warunkuje wyjście na podwórko lub obejrzenie telewizji, a czekolada czy lody stanowią nagrodę za dobre stopnie lub przyjmują formę pocieszenia („Skaleczyłeś się? Nie płacz, kupię Ci batonika”). Tym samym jedzenie zaczyna stawać się substytutem uczuć, warunkuje więzi z innymi ludźmi oraz determinuje pole aktywności młodego człowieka. Dlatego też w dorosłym życiu jedzeniem próbuje rekompensować sobie życiowe porażki lub tłumić negatywne emocje.


Moje nieutulone „ja”

Dzieciom często nie pozwala się wyrażać złych uczuć – gniewu, wściekłości czy smutku. Krzyk jest „be”, więc jedynym rozwiązaniem, jakie rodzicom przychodzi do głowy, jest karcenie słowne lub fizyczne. Od najmłodszych lat wyrabia się zatem w człowieku „wewnętrzny zakaz” uzewnętrzniania negatywnych emocji – tłumione muszą w jakiś sposób znaleźć ujście, którym często staje się napadowe obżarstwo.

„To pragnienie najedzenia się jest związane z moim wewnętrznym dzieckiem – pisze Niepewna na forum AŻ. – Kiedy jestem nieutulona, skrzywdzona, niepocieszona to wtedy ta moja dziecięca część chce zaspokoić swoje potrzeby. Ponieważ były one w moich dziecięcych latach zaspokajane słodyczami, to w takich «słabych» momentach chce mi się ich. Teraz szkopuł w tym, żebym będąc dorosła chciała rozumować i postępować jak dorosła, i do tego jeszcze zaopiekować się sobą, tą dziecięcą częścią, ale w dorosły już sposób. Jednak nie radzę sobie…”.

Problem kompulsywnego jedzenia często dotyka osoby, które w dzieciństwie były emocjonalnie zaniedbywane przez rodziców – brak akceptacji i poczucie odrzucenia z ich strony znajdują swoje odzwierciedlenie w ich dorosłym życiu. Osoby te mają bowiem niskie poczucie własnej wartości i przestają akceptować samych siebie. Jedyną formą rekompensaty, którą mogą sobie zaoferować, staje się „wyżerka”.

„To rozrywa mi wnętrzności”

„Jestem znudzona i zniechęcona wszystkim. Jestem nieudolna, wszystko robię źle. Jestem winna, spotyka mnie kara…”. Słowa głównej bohaterki dramatu Sarah Kane „4.48” oddają stan, który osoba kompulsywnie objadająca się wyniosła z dzieciństwa – winę za to, że „nie jestem wystarczająco dobra”. Rodzice „żarłoka” często stawiali mu wygórowane wymagania, które rzadko kiedy były w ich ocenie spełniane. Niemożność sprostania oczekiwaniom rodziców skutkuje nieustannym dążeniem do perfekcjonizmu – osoby dotknięte BED wysoko stawiają sobie poprzeczkę. Nigdy jednak nie osiągają satysfakcji, co powoduje napiętrzające się frustracje, które trzeba zajeść.  

Jedzenioholik często miota się pomiędzy pragnieniem autonomii (wynikającym z faktu, że w dzieciństwie był często krytykowany i nigdy nie spisywał się na „szóstkę z plusem”) a silną potrzebą zależności od drugiej osoby, która wiąże się z chorobliwym strachem przed odrzuceniem. W dorosłości bowiem często budzą się niezaspakajane w dzieciństwie marzenia związane z potrzebą akceptacji, której nie zaznał ze strony rodziców. Rozerwany pomiędzy tymi skrajnościami, szuka pocieszania… w jedzeniu.

„Chcę się nażreć!”

Tak jak w przypadku innych nałogów, leczenie kompulsywnego objadania się należy rozpocząć od podjęcia abstynencji. Pytanie brzmi: jak można odciąć się od czynnika uzależniającego, który stanowi podstawę funkcjonowania organizmu? Członkowie Anonimowych Żarłoków, którzy podobnie jak inni „-holicy” pracują nad sobą na bazie programu 12 kroków, przechodzą na abstynencję od tzw. pokarmów-zapalników. Są nimi zazwyczaj słodycze, a także wszelkie potrawy mączne, czyli te produkty, które mają wysoki indeks glikemiczny. Spożywanie węglowodanów sprzyja bowiem wytwarzaniu się serotoniny i endorfin, czyli hormonów szczęścia. Jedzenie działa na kompulsywnych „żarłoków” podobnie jak substancje psychoaktywne na narkomanów czy alkoholików – wyzwala w nich uczucie euforii i beztroski, a następnie powoduje gwałtowny „zjazd” i poczucie beznadziei. I natrętnie powracającą myśl – „zajedz to”.

„Nie wiem, czy to co zrobiłam wczoraj wieczorem było skutkiem mojego braku asertywności, ale wczoraj ZAJADŁAM! – zwierza się Magmonia, forumowiczka AŻ. – Pierwszy raz po 27 dniach mojej abstynencji przerwałam ją w straszny, odrażający i ohydny sposób. Czuję do siebie wstręt, odrazę, jestem skopana. Nie miałam w sobie pokory, nie wierzyłam w swoją bezsilność. (…) Ilość jedzenia ogromna, niekontrolowana, jadłam, spałam, jadłam, spałam, bolały mnie wszystkie wnętrzności, myślałam że wyląduję w szpitalu, nie mogłam oddychać, brzuch jak wzdęty obolały balon, nie mogłam leżeć ani siedzieć. Jak nie wymiotuję, tak bardzo chciałam się pozbyć tej fury jedzenia! Dlaczego sobie to zrobiłam? Jestem bezsilna wobec jedzenia…”


Abstynencją jest więc dla jedzenioholików rygorystyczne przestrzeganie diety, złożonej z „niezapalnikowych” produktów, oraz trzymanie się ustalonych z góry posiłków, spożywanych w określonych porach. Osoba uzależniona musi dbać o to, by jeść przy stole, przy użyciu sztućców i talerza, bowiem jak mówią Anonimowi Żarłocy – chodzi o „godność jedzenia”. Jedzenioholikom nie jest łatwo – muszą przecież przygotowywać posiłki dla swoich bliskich, którzy nie zawsze mają ochotę na spożywanie tego, co osoby uzależnione. A już jeden „kęs”, wzięty chociażby po to, aby spróbować, czy „jest dosyć słone”, może spowodować napad obżarstwa i kolejne ciągi jedzeniowe. Podobne niepokoje budzą się przy zagrożeniach związanych z wizytami „u cioci na imieninach” – rodzina często nie przyjmuje do wiadomości, że ktoś nie chce spróbować (chociaż kawałeczka!) czekoladowego ciasta lub kalorycznego bigosu – odmowa często wywołuje wśród bliskich szydercze uwagi („Ty na diecie? Przecież zawsze tyle jadłaś”) i zwyczajne niezrozumienie problemu.  

Skupić się na emocjach = wytrwać

Objawy abstynenckie, pojawiające się podczas „detoksu”, obejmują zarówno te natury psychicznej (ssąca od wewnątrz potrzeba „zażarcia”, poirytowanie, gwałtowne zmiany nastrojów), jak i fizycznej – osobom uzależnionym od jedzenia, podobnie jak alkoholikom, trzęsą się ręce, pojawiają się u nich dreszcze i konwulsje. Dla jedzonioholików stosowanie zasady 24 godzinnej abstynencji jest czasem nie do przeskoczenia – wolą stosować regułę jednej godziny, na której łatwiej jest im wytrwać. Osoby uzależnione od kompulsywnego jedzenia mają zazwyczaj problemy z postrzeganiem własnego ciała i obsesyjnie myślą o szczupłej sylwetce jako o gwarancie prawdziwego szczęścia. Między jednym ciągiem a drugim często stosują różnego rodzaju metody odchudzające – oczywiście z miernym skutkiem. Z tej przyczyny terapeuci zalecają im całkowite rezygnację z diet i skupienie się na tym, co sprawia, że sięgają po jedzeniowe „używki”. Służy temu m.in. prowadzenie „dzienniczka uczuć”, w którym mogą notować konkretne stany emocjonalne i sytuacje, które je wywołały, a także zwrócić uwagę na momenty, w których najbardziej chce im się „nażreć”.

Przez żołądek do serca?

Choroba jedzenioholików wywiera także silny wpływ na ich bliskich. Moment kryzysowy przychodzi wówczas, gdy rodzina orientuje się, że jedzenie w masowych ilościach zaczyna znikać z lodówki, a objętość portfela niebezpiecznie się kurczy, zamieniając się w stertę paragonów ze sklepów spożywczych. Współuzależnienie osób, których partner/dziecko kompulsywnie się objada, objawia się praktycznie tak samo, jak w przypadku współuzależnionych od alkoholu. Zaczynają się awantury dotyczące pochowanych słodyczy czy wciśniętych na spód śmietnika pustych paczek, kubeczków, papierków… Bliscy podejmują różnego rodzaju interwencje – niestety nie zawsze takie, jak powinni. Zaczyna się zamykanie jedzenia na klucz, chowanie „niebezpiecznych” produktów w różnych miejscach mieszkania. Osoby współuzależnione często nie widzą większego problemu w tym, z czym borykają się jedzenioholicy, którzy nierzadko słyszą od nich słowa: „Co jest trudnego w przejściu na dietę? Nie jesz i już”. Dlatego też często forsują na nich diety odchudzające, pilnują ich przestrzegania, narzucają jedzeniowe schematy. Nierzadko też stosują szantaże emocjonalne – „Zjadłeś cały obiad i nie zostawiłeś niczego dla mnie? Straszny z Ciebie egoista…”, nie zdając sobie sprawy, że potęgując poczucie winy u uzależnionego, nasilają tylko skłonności do ataków obżarstwa.

„Dostrzeż mnie!”

Powikłania towarzyszące kompulsywnemu objadaniu się obejmują problemy z nadwagą oraz komplikacje związane z wysokim poziomem cholesterolu i ciśnieniem krwi. Osoby, które długotrwale kontynuują „napadowe obżarstwo” często chorują na cukrzycę, choroby serca, żołądka czy nerek. Nadwaga powoduje także wysokie ryzyko wystąpienia zawału.

Przed bólem fizycznym nie cofamy się jednak tak, jak przed psychicznym, który – przytaczając słowa Marii Nurowskiej – „ściga nas z żelazną konsekwencją”. Dla jedzenioholika ukrywane od dziecka negatywne emocje i poczucie winy za to, kim się jest, sprawiają największy ból. I złość, że jest się w tym samemu. Jak pisze Magmonia: –  „Jest mi smutno. Mój syn ma teraz 14 lat, a ja uświadamiam sobie, że byłam jeszcze młodsza, kiedy zaczęłam to robić i jest mi siebie – tej małej dorastającej dziewczyny – całkiem zwyczajnie żal. Przytulam się w myślach, tulę tę pulchną nieśmiałą dziewczynkę i zastanawiam się dlaczego nikt tego nie zauważył. Dlaczego nikt mi nie pomógł?”.

Autor: Zuza Lewandowska
fot. iStock

Źródła:

http://www.helpguide.org/mental/binge_eating_disorder.htm
http://www.webmd.com/diet/features/compulsive-overeating-and-how-to-stop-it
http://anonimowizarlocy.org/
http://www.jedzenie-kompulsywne.pl/
http://www.centrumzaburzenodzywiania.pl/artykul/jedzenie-kompulsywne#.Uq7bevTuJps
Monika Bąk Sosnowska – „Interwencja psychologiczna w zespole kompulsywnego jedzenia”
http://www.something-fishy.org/whatarethey/coe.php
J. Alexander, A.B. Goldschmidt, D. Le Grangeto, „A Clinician’s Guide to Binge Eating Disorder”, Nowy Jork 2013.


Komentarze

kuchniapannya2014-04-19 22:02:27

W końcu ktoś potwierdził znany od zawsze fakt. Grubasy, które sie obźerają są równie zaburzone psychicznie jak piętnowane od zawsze anorektyczki. Czuję ulgę, dziękuje za artykuł.

Redakcja2014-01-17 11:09:25

Witaj Lechu! Bardzo dziękujemy za trafną uwagę. Oczywiście wprowadzimy taką poprawkę. Pozdrawiamy, Redakcja

Lechu2014-01-17 10:38:40

Fajny artykuł. Ale zróbcie w końcu tak, żeby komentarze były widocznie na każdej stronie artykułu??????

uw2013-12-20 20:04:01

Ja jestem od 12 lat uzależniona od cukierków lodowych.Chrupie ich ogromne ilości,ostatnio próbowałam z tym zerwać,ale wytrzymałam 2 dni nerwy miałam okropne ,przestawiałam wszystkich w domu,nie wytrzymałam poszłam kupić kolejną paczkę z której pół zjadłam nie dochodząc do domu,a nie mam daleko.Obłed jakiś. Wiem że ma no podłoże psychiczne,bo jak się zdenerwuję to muszę szybko wziąć cukieaka i go gryźć gryźć i gryźć i tak jeden po drugim.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *