Błąd
  • JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 84
  • JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 80
Menu

Szpileczki na smuteczki

Szpileczki na smuteczki

„Wielką krzywdą dla zakupoholiczek jest to, że ich uzależnienie traktowane jest jako coś  błahego. Hazard jest w opinii publicznej przerażający - kasyno, stres, ludzie tracą tam całe majątki, alkoholizm i narkomania oznaczają ubóstwo i patologię, a zakupoholizm? Czasem wydaje się wręcz uroczy. Kiedy słyszymy powiedzenia typu: „zakupoholizm? Po prostu lubię, kiedy moje pieniądze wiszą na wieszaku”, to tylko uśmiechamy się z politowaniem. Ludzie bagatelizują ten problem. Nie żartujemy sobie z siebie „Och, ja chyba jestem alkoholiczką”, ale nie mamy problemu powiedzieć: „Aaa, bo ja jestem zakupoholiczką”. Ten uroczy stereotyp wykreowany przez media sprawia, że osoba, która faktycznie ma problem, myśli: „to może ja nie jestem chora…?”, a tymczasem nałóg potrafi zrujnować psychikę.”. O mechanizmach rządzących życiem zakupoholiczek, ich dramatach, emocjach i sposobach na wychodzenie z nałogu rozmawiamy z psychoterapeutką Katarzyną Kucewicz.

Ewa Bukowiecka: Czy zakupy „na pocieszenie” to pierwszy krok do pułapki uzależnienia?

Katarzyna Kucewicz: Wszelkie „pocieszacze”, które działają tylko przez chwilę, są jak tabletki przeciwbólowe na poważną dolegliwość - dają tymczasową ulgę czy ukojenie, natomiast nie rozwiązują problemu. Sytuacja, w której ktoś idzie do galerii nakupować sobie ubrań na pocieszenie, bo stracił pracę, pokazuje całą zgubność takiego myślenia. Gdy kobieta po rozstaniu z partnerem ma potrzebę zmiany fryzury czy kompulsywnego kupienia sobie czegoś ładnego, to jeszcze nie można stwierdzić, że weszła na niebezpieczną drogę zakupoholizmu. Natomiast problem zaczyna się pojawiać, kiedy ta sama kobieta nie potrafi sobie inaczej radzić z przykrymi emocjami, czyli np. kłóciła się z mamą – jedzie na zakupy, kot złamie łapę - znów ląduje w hipermarkecie. Innymi słowy, jeżeli okazuje się, że wszystkie stresowe sytuacje najefektywniej wyciszamy i uspakajamy w butikach, to już można mieć pewne obawy, że zakupy stały się dla nas remedium na smutki, a to pierwszy krok do nałogu… Regulowanie swoich emocji za pomocą zakupów niejednokrotnie prowadzi do uzależnienia, ale w dobie konsumpcjonizmu trudno o szybką autorefleksję, że wydatki wymsknęły się spod kontroli, dlatego kiedy kobiety zgłaszają się po pomoc z reguły mają już spore długi i obciążenia.

E.B.: Jakimi motywami najczęściej kierują się przyszli zakupoholicy, idąc na zakupy? Czy chodzi tylko o pocieszenie?

K.K.: Lepsze określenie na kupowane rzeczy to „uspokajacze”, bo zakupy to nie tylko „szpileczki na smuteczki”. Rekompensowanie i wyciszenie wszelkich przykrych emocji, także zdenerwowania czy gniewu, za pomocą zakupów niejednokrotnie były dla moich pacjentek początkiem dalszej drogi do uzależnienia. Jeśli ktoś kompletnie nie potrafi radzić sobie z przykrymi emocjami i nie akceptuje, że są one czymś normalnym i naturalnym w naszym życiu, to pojawia się potrzeba, by te emocje jakoś wyciszyć. Osoby nieuzależnione potrafią się relaksować np. słuchając muzyki, czytając książkę lub wyjeżdżając poza miasto, natomiast osoby uzależnione albo nie znają dobrych dla siebie form uspokajania się, albo te czynności nie są dla nich już skuteczne. Myślą: „ok, mogę poczytać, ale potem i tak idę na zakupy!”. To im daje więcej mocnych wrażeń niż cokolwiek innego. Dlatego w terapii tak ważne jest, aby wspólnie z pacjentem odnajdywać efektywne sposoby radzenia sobie z napięciem.

E.B.: Skąd się może brać nieumiejętność radzenia sobie z przykrymi emocjami?

K.K.: Radzenia sobie ze stresem uczymy się głównie w dzieciństwie. Niejednokrotnie prowadziłam terapię osób, które były uczone już od dziecka, że na stresy najlepsze są zakupy, jedzenie albo inne powtarzające się zachowania, które mogą prowadzić do uzależnienia. Często zakupoholikami stają się osoby pochodzące z domów, w których mało się rozmawia, a dużo załatwia. Rodzic myśli: „nie mam czasu porozmawiać z dzieckiem, ale dam mu dwie stówy, żeby sobie gdzieś poszło, coś kupiło i będzie święty spokój”. To jest bardzo prosty sposób, aby nauczyć kogoś, że wystarczy wydać pieniądze, by poczuć się lepiej. Podobnie jest jeśli chodzi o dzieci wychowywane na przykład przez dziadków, którzy zawsze proponują coś słodkiego na otarcie łez. Wówczas prawdopodobieństwo wystąpienia u dziecka zaburzeń odżywiania zwiększa się. Ponadto uzależnienia mają to do siebie, że zwykle ich podłożem jest depresyjność oraz większa niż u innych osób skłonność do wahań nastroju. Jeżeli mamy tendencję do depresji, to bardzo łatwo jest znaleźć sobie toksyczny sposób na poprawę humoru - uzależnienie. Brakuje nam świadomości, że jeśli mamy zły nastrój, to możemy porozmawiać z psychologiem i poczuć się lepiej.  Za to na poprawę nastroju często potrzebujemy „tylko” zakupów.

E.B.: A czy trzeba mieć jakieś specjalne cechy charakteru lub konkretny typ osobowości, aby uzależnić się od zakupów?

K.K.: Rzeczywiście, w literaturze podaje się, że są to osoby, które mają problemy z samooceną, labilnością nastroju, nieumiejętnością pohamowywania impulsów, są uległe (np. na przekaz reklamowy) i spędzają statystycznie więcej czasu na snuciu fantazji. Ale należy pamiętać, że to tylko pewne ogólne dane na temat zakupoholików, bo tak naprawdę każdy może wpaść w zakupoholizm, nie tylko marzyciel z wahaniami nastroju.


Skomentuj
powrót na górę
Napisz do nas!
Na pytania naszych Czytelników odpowiada dr med. Bohdan T. Woronowicz.
Wystarczy wypełnić poniższy formularz.

Odpowiedzi będą publikowane anonimowo na stronach portalu.
Przesłane w formularzu dane pozostają do wiadomości Redakcji.
Wyrażam zgodę na publikację w serwisie UZALEŻNIENIE.com.pl