Menu

Leczenie narkomanii a priorytety, czyli na co idą pieniądze NFZ

Leczenie narkomanii a priorytety, czyli na co idą pieniądze NFZ

„Polski model lecznictwa jest głęboko niezrównoważony. Skutki tego są poważne i w znacznym stopniu nieodwracalne. Wychowaliśmy społeczeństwo w bardzo szkodliwym przekonaniu, że tylko terapia izolacyjna jest właściwą formą terapii. Niedofinasowane, obłożone poradnie nie potrafią szybko reagować na początku narkotykowej drogi klienta, stąd ciągle powtarzany jest schemat dojrzewania pacjenta do terapii, zrzucania go na dno, by dojrzał do decyzji o zerwaniu z narkotykami. Nasi terapeuci - wbrew nauce - respektują tylko cele abstynencyjne, mimo że abstynencja to cel absolutny, więc pogoń za nim przynosi niemal same porażki, a sukcesy tylko wyjątkowo. Zarówno programy substytucyjne, ośrodki, jak i poradnie mogą stać się naprawdę świetnymi narzędziami redukcji popytu na narkotyki, gdy zaczną wreszcie funkcjonować w bardziej racjonalny sposób, a dostęp do nich będzie zrównoważony. Przy lepszej organizacji, tymi samymi środkami finansowymi i zasobami, możemy osiągnąć dwa razy więcej…” – twierdzi Jacek Charmast, koordynator Biura Rzecznika Praw Osób Uzależnionych.

Dorota Bąk: Ile osób w Polsce jest uzależnionych od opioidów?

Jacek Charmast: Ta grupa uzależnionych nie jest już tak liczna, jak dziesięć lat temu, gdy zbieraliśmy żniwa boomu narkotykowego lat dziewięćdziesiątych. IPiN jeszcze 6 lat temu szacował tę grupę na 25-30 tys. osób. Nowsze dane z 2009 roku, dotyczące terytorialnego rozkładu populacji „opiodowej”, mówią już o 15 tys. osób. Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy poprzednio dane przeszacowano, czy obecne są niedoszacowane. Może po trosze i jedno i drugie. Ale są poważniejsze przyczyny - zgony notowane w tej populacji. Oficjalne dane dotyczące umieralności z powodu narkotyków od lat mieszczą się w przedziale 200-300 przypadków, więc to stosunkowo niezbyt dramatyczna liczba. Dotyczy ona jednak zgonów, którym bezpośrednio da się przypisać narkotykową przyczynę, np. przedawkowanie. W tym pomiarze nie bierze się natomiast pod uwagę innych czynników, choćby chorób towarzyszących narkomanii. Wówczas okazałoby się, że mamy do czynienia w wielokrotnie większą liczbą. Mieliśmy w swoim czasie informacje o zgonach od lekarzy, którzy organizowali programy substytucyjne w Lublinie, Jeleniej Górze, Gdańsku i innych miastach. Sporządzali oni listy oczekujących do leczenia. Po paru latach walki z niechętnym substytucji systemem często okazywało się, że połowa oczekujących po prostu nie doczekała. Lublin i Gdańsk mają programy, w Jeleniej Górze nie prowadzą ich do dziś, bo zarząd Stowarzyszenia Monar nie zgodził się udostępnić kawałka przestrzeni swojej placówki - filii programu w Zgorzelcu. Zaznaczam, że personel poradni był entuzjastycznie do tego projektu nastawiony, ale dostał „zgłuchę” z góry. Wracając do pytania, sądzę, że liczba zgonów jest zbliżona do liczby takich terapii, w wyniku których uzależniony - podkreślam uzależniony – pacjent na dłuższy okres czasu porzuca narkotyki. Jakiego rzędu jest to liczba? Oceniam, że ok. tysiąca osób rocznie. W 30 ośrodkach największej polskiej organizacji terapię kończy ok. 300- 400 osób rocznie, z czego połowa w ciągu roku zapewne wraca do narkotyków.

D.B.: W jaki sposób leczymy w Polsce narkomanię?

J. Ch.: W naszym kraju leczymy głównie w ośrodkach stacjonarnych, przez które przewija się ok. 15 tys. osób rocznie. Co prawda przez placówki ambulatoryjne przechodzi osób dwa razy więcej, ale na ogół - z różnych powodów - jest to kontakt bardzo płytki. Poradnie mają zbyt wąskie zaplecze i finansowanie, by zająć się wszystkimi właściwymi dla lecznictwa ambulatoryjnego wskazaniami. Ale jest jeszcze jeden powód - wychowaliśmy społeczeństwo w bardzo szkodliwym przekonaniu, że tylko terapia izolacyjna jest właściwą formą terapii. Poza tym bardzo liczna kadra punktów konsultacyjnych działa nadal według schematu sprzed trzydziestu lat i prowadzi werbunek dla ośrodków. Ta kwestia jest do zbadania, ale sądzę że liczba osób w kontrakcie terapeutycznym z poradnią jest porównywalna do liczby pacjentów w lecznictwie stacjonarnym. No i wreszcie - jest też leczenie substytucyjne, które nie stawia sobie abstynencji za cel podstawowy, ale zmianę jakości życia i poprawę stanu zdrowia klienta. Generalizując, nasi terapeuci wbrew nauce respektują tylko cele abstynencyjne, mimo że abstynencja to cel absolutny, więc pogoń za nim przynosi niemal same porażki, a sukcesy tylko wyjątkowo. Nasze placówki zorientowane na abstynencję mają wyniki niewiele lepsze od zjawiska tzw. samowyleczeń. Gdy porównywaliśmy w 2006 dane z 30 placówek stacjonarnych, w 1/3 ośrodków na jednego terapeutę przypadało 0,8 pacjenta kończącego program. Ale znamy przecież setki pacjentów, którzy kończyli program wielokrotnie.

D.B.: Jak wygląda kwalifikacja do terapii substytucyjnej? Jakie wymogi trzeba spełniać i czy trudno dostać się do tego leczenia?

J. Ch.: Terapię substytucyjną może w Polsce otrzymać każda osoba dorosła uzależniona od opioidów. Niepełnoletność jednak nie dyskwalifikuje, gdy istnieją ważne przesłanki dotyczące stanu zdrowia pacjenta. Mitem jest to, że do programu są kwalifikowane osoby nieuzależnione, czy osoby nie używające opioidów. Nie zetknąłem się nigdy z takim przypadkiem. Natomiast z programu można zostać wyrzuconym m.in. za naruszenie regulaminu, handel narkotykami, niestosowanie się do zaleceń, czy nawet spóźnienie się po odbiór leku. Przede wszystkim jednak wyrzuca się za łamanie abstynencji poprzez przyjmowanie substancji niedozwolonych, nieprzepisanych przez lekarza programu. Większość osób wypisanych karnie skreślono z listy właśnie z tego powodu. Tymczasem 80 proc. pacjentów substytucyjnych jest politoksykomanami i wymaga naprawdę wysokospecjalistycznej, dodatkowej pracy, a nie wyrzucania na ulicę. Podobnie jest w ośrodkach, gdzie diagnoza F19 (kwalifikująca osoby zażywające substancje psychoaktywne do kategorii diagnostycznej „mieszane i nieokreślone” – przy. red.) dotyczy 70 proc. pacjentów.


1 komentarz
  • Julian Berdowski
    Julian Berdowski środa, 05, luty 2014 19:35 Link do komentarza

    Świetny artykuł ,,po 10 nie udanyh próbach leczenia zamkniętego wreszcie odnalazłem swoją drogę . Dał mi spokój poczucie bezpieczeństwa i zmienił jakość mojego życia . Ukończyłem kurs komputerowy ECDL z certyfikatem UE podjąłem pracę wszystko układa się super aż boję się zapeszać Julian z Opola

    Raportuj
Skomentuj
powrót na górę
Napisz do nas!
Na pytania naszych Czytelników odpowiada dr med. Bohdan T. Woronowicz.
Wystarczy wypełnić poniższy formularz.

Odpowiedzi będą publikowane anonimowo na stronach portalu.
Przesłane w formularzu dane pozostają do wiadomości Redakcji.
Wyrażam zgodę na publikację w serwisie UZALEŻNIENIE.com.pl