W przypadku narkotyków surowe kary i zakazy wydają się przynosić odwrotny do zamierzonego skutek. W związku z tym coraz więcej państw na świecie zaczyna stosować bardziej liberalną politykę narkotykową. Urugwaj jest pierwszym krajem, który wprowadził całkowitą legalizację marihuany. Czy takie działania są skuteczne? O obecnej polityce narkotykowej w Polsce i na świecie rozmawiamy z Magdaleną Dąbkowską, konsultantką Global Drug Policy Program.

Anna Góra: Na pierwszy rzut oka wydaje się, że istnieją tylko dwie taktyki polityki narkotykowej – surowe karanie lub całkowita legalizacja. Czy nie ma żadnych rozwiązań pośrednich?

Magdalena Dąbkowska: Wbrew powszechnemu przekonaniu, że formułując politykę narkotykową musimy wybierać między podejściem bardzo restrykcyjnym a legalizacją postrzeganą jako przyzwolenie na wszechobecność narkotyków, wachlarz rozwiązań stosowanych w polityce narkotykowej różnych krajów jest szeroki. Pomiędzy bardzo surową polityką a całkowitą legalizacją, którą w przypadku marihuany wprowadził niedawno Urugwaj, istnieją takie stany prawne, jak depenalizacja czy dekryminalizacja, z których każdy może być różnie „skrojony”, zależnie od potrzeb i realiów danego kraju. Raport brytyjskiej organizacji Release, przetłumaczony niedawno na język polski i wydany pod tytułem „Cicha rewolucja – czyli dekryminalizacja narkotyków na świecie”, pokazuje całe spektrum rozwiązań dekryminalizacyjnych stosowanych na świecie. Wspólnym mianownikiem opisanych w nim strategii jest usunięcie z kodeksu karnego terminu „posiadania nieznacznych ilości substancji psychoaktywnych”. To, czym poszczególne kraje różnią się od siebie, to sposób, w jaki postępuje się z zatrzymanym użytkownikiem i czym zastępuje dotkliwą karę, która groziłaby za popełnienie przestępstwa. W Czechach za wykroczenie posiadania niewielkich ilości substancji psychoaktywnych grozi mandat lub kara grzywny, w Portugalii – spotkanie z tzw. komisją odwodzenia od używania narkotyków, a w Belgii – brak jakichkolwiek konsekwencji.

A.G.: Powszechnie uważa się, że najbardziej liberalna polityka narkotykowa na świecie istnieje w Holandii. Czy tak rzeczywiście jest?

M.D.: W tej chwili tytuł ten należy się Urugwajowi, który w zeszłym roku, decyzją Parlamentu podjętą – co znamienne – w Międzynarodowym Dniu Praw Człowieka, zalegalizował rynek marihuany. Państwo kontroluje jej produkcję i sprzedaż. Obok dwóch stanów USA to jak dotąd jedyne miejsce na świecie, które zdecydowało się na taką strategię. Holandia nigdy oficjalnie nie zalegalizowała marihuany i jest błędnie postrzegana jako najbardziej liberalny kraj, choć jej polityka narkotykowa jest faktycznie ciekawa – warto bliżej się jej przyglądać i wyciągać wnioski. Za decyzją, aby przyzwolić na konsumpcję marihuany w tzw. coffee shopach, stała w Holandii dbałość o zdrowie i bezpieczeństwo użytkowników, którzy kupując marihuanę od dilera, najpewniej stykaliby się też z innymi, groźniejszymi substancjami psychoaktywnymi. Pozwalając na istnienie coffee shopów Holandia skutecznie odseparowała rynki tzw. twardych i miękkich narkotyków.

A.G.: Co było przyczyną zalegalizowania marihuany w Urugwaju?

M.D.: Przedstawiona w czerwcu 2012 roku przez José Mujicę, prezydenta Urugwaju, propozycja legalizacji marihuany, która spotkała się najpierw z przychylnością Izby Reprezentantów (w sierpniu 2013), a potem urugwajskiego Senatu (w grudniu 2013), była częścią pakietu reform mających na celu walkę z przestępczością i wzmocnienie publicznego bezpieczeństwa. Mówiąc wprost, prezydent Mujica postanowił odebrać rynek marihuany kartelom narkotykowym czerpiącym z obrotu tą substancją ogromne korzyści. Istnieją szacunki, według których z tytułu legalizacji marihuany do budżetu państwa może wpływać 30-40 mln dolarów rocznie. A im mniej pieniędzy zasila organizacje przestępcze, tym większe bezpieczeństwo obywateli. Ale nie tylko o to chodziło w Urugwaju. Dotychczas 10 proc. populacji więziennej tego kraju stanowili skazani za drobne przestępstwa narkotykowe. 44 proc. z nich odsiadywało kary za posiadanie poniżej 10 g. Władze Urugwaju dostrzegły, że nie ma sensu posyłanie za kratki obywateli, którzy poza samym posiadaniem nielegalnej substancji nie dopuścili się żadnego przestępstwa.

A.G.: Przeciwko karaniu za posiadanie małych ilości narkotyków opowiada się coraz więcej państw  – na chwilę obecną jest ich już ponad 25…

M.D.: Zgadza się. Polityka restrykcyjnego karania jest prowadzona na tyle długo, że świat miał dość czasu, by przyglądać się jej opłakanym skutkom. Wszelkie próby oceny efektywności karania za posiadanie niewielkich ilości wykazują, że groźba nawet surowej kary nie działa jak straszak. W Polsce, wedle ostrożnych szacunków Instytutu Psychiatrii i Neurologii (badania EZOP), użytkowników nielegalnych substancji psychoaktywnych jest ponad milion. Jak widać, wizja kary więzienia nie powstrzymuje ich przed konsumpcją. Polityka oparta przede wszystkim na karaniu okazała się całkowicie nieskuteczna w odciąganiu ludzi od narkotyków. Co gorsza, powoduje dodatkowo całą listę negatywnych konsekwencji – nie tylko dla użytkowników, ale i dla całego społeczeństwa. Przykłady? Ci pierwsi starają się być niewidoczni dla stróżów prawa, więc niechętnie korzystają z oferty pomocowej. Już sama wizyta w punkcie wymiany igieł i strzykawek (w przypadku iniekcyjnych użytkowników) może jasno sugerować, że dopuszczają się czynów nielegalnych. Brak dbałości o bezpieczeństwo i higienę konsumpcji prowadzi z kolei, zwłaszcza w przypadku iniekcji, do rozprzestrzeniania się chorób. Cierpi na tym nie tylko kondycja zdrowotna samych użytkowników, ale też zdrowie publiczne, a zatem całe społeczeństwo. Wszyscy obywatele ponoszą też niemałe koszty finansowe związane ze ściganiem użytkowników i drobnych dilerów. To tylko pojedyncze przykłady. Negatywnych konsekwencji kryminalizacji posiadania narkotyków jest więcej. Dlatego kraje, które dbają o swoich obywateli, odchodzą od takich rozwiązań.


A.G.: Jak wygląda więc aktualna polityka narkotykowa na świecie? Jakie są trendy?

M.D.: Trudno mówić o jednej polityce narkotykowej dla całego świata. Ta wytyczana przez międzynarodowe konwencje jest wciąż zakonserwowana w realiach i stanie wiedzy sprzed kilkudziesięciu lat. Zmiany na poziomie ONZ zachodzą bowiem bardzo powoli. Nie ma zresztą jednomyślności wśród krajów członkowskich. Na corocznych spotkaniach Commission on Narcotic Drugs słychać z jednej strony zatrważające głosy płynące np. z Iranu czy Tajlandii, które bronią status quo i – jak to było w tym roku – nie chciały się zgodzić na postulat usunięcia kary śmierci stosowanej w różnych regionach za przestępstwa narkotykowe. Z drugiej jednak strony – coraz odważniej są wygłaszane postulaty zmian.

A.G.: Jak to się objawia?

M.D.: Od 2011 roku Światowa Komisja ds. Polityki Narkotykowej zabiega o otwarcie debaty nt. alternatyw dla nieskutecznej wojny z narkotykami na wysokim szczeblu oraz możliwość eksperymentowania w zakresie polityki narkotykowej na poziomie krajowym. W listopadzie 2012 roku dwa amerykańskie stany – Waszyngton i Kolorado – z woli mieszkańców objęły marihuanę prawnymi regulacjami. Pod koniec zeszłego roku to samo zrobił Urugwaj. W maju 2013 roku Organizacja Państw Amerykańskich wydała raport przygotowany przez głowy państw z tego regionu, który uwzględnia legalizację marihuany jako jedno z możliwych alternatywnych rozwiązań. Do debaty aktywnie włączyli się prezydenci Kolumbii, Gwatemali i Urugwaju. Na razie udało się doprowadzić do tego, że w 2016 roku odbędzie się Sesja Specjalna Zgromadzenia Ogólnego ONZ poświęcona polityce narkotykowej. Jak widać, reformatorskie stanowisko jest stosunkowo świeże, ale jest duża nadzieja, że formułowane z coraz większym przekonaniem i zbierające coraz większe poparcie z czasem przerodzi się w dominujący nurt.  

A.G.: Z Pani doświadczenia – czy depenalizacja posiadania narkotyków na świecie skutkuje zwykle zwiększeniem czy zmniejszeniem statystyk ich zażywania?

M.D.: Stan prawny nie decyduje o tym, czy ludzie sięgają po substancje psychoaktywne, czy nie. Jeśli to robią, to np. z ciekawości i potrzeby eksperymentowania, dla odprężenia, zabawy, samoleczenia, kiedy nie radzą sobie z trudnymi przeżyciami… Powodów może być wiele. A decyzja o tym, po jaką substancję sięgną, jest raczej podejmowana niezależnie od tego, czy dany środek jest legalny (jak w Polsce alkohol), czy nielegalny i w dodatku obwarowany surowymi karami (jak u nas np. marihuana czy kokaina). Podpowiedzią przy formułowaniu mądrej polityki narkotykowej, która skutecznie odwracałaby uwagę od narkotyków, mogą być badania opinii przeprowadzone kilka lat temu przez Hungarian Civil Liberties Union w paru krajach europejskich, w tym w Polsce. Młodych respondentów poproszono o odpowiedź na pytanie, co powstrzymuje ich od używania substancji psychoaktywnych. Nawet w naszym kraju o restrykcyjnym prawie nie powoływano się na strach przed karą. Jako główny powód abstynencji podawano najczęściej troskę i dbałość o swoje zdrowie.

A.G.: Jakie działania powinny zatem iść w parze z większą liberalizacją polityki narkotykowej?

M.D.: Polityka narkotykowa jak stół powinna stać na czterech nogach. Są nimi: profilaktyka, redukcja szkód, leczenie w przypadku osób uzależnionych oraz działania z zakresu prawa. Idealna sytuacja to taka, kiedy zachowujemy balans między tymi czterema dziedzinami. Wtedy „stół” może skutecznie pełnić swoją funkcję – jego blat jest stabilny. Dotychczas mamy niestety do czynienia z sytuacją, kiedy zbyt wiele wagi przywiązuję się do jednej – prawno-karnej – „nogi stołu”. Przesadnie ją wydłużyliśmy. Racjonalizację polityki narkotykowej rozumiem jako skracanie tej „nogi” na rzecz innych działań, przede wszystkim z zakresu zdrowia publicznego. Ważna jest profilaktyka, nie tylko powszechna, ale i na dobrym poziomie. Ważny jest łatwy i niestygmatyzujący dostęp do programów redukcji szkód. Wreszcie, ważna jest szeroka oferta terapeutyczna dla potrzebujących. Tak też z reguły rozumują reformatorzy polityki narkotykowej. Popatrzmy na te miejsca, w których zaszły najdalej idące zmiany. W stanach Kolorado i Waszyngton, tak jak i w Urugwaju, marihuana jest legalna i dostępna, ale tylko dla osób pełnoletnich i tylko w ograniczonej ilości. Nie wolno jej reklamować ani używać w miejscach publicznych. To sensowne przepisy, które zostały sformułowane tak, aby szkód społecznych w wyniku wprowadzonych zmian było jak najmniej.

A.G.: Historia pokazuje, że w Polsce – od czasu wprowadzenia w 2000 roku zmian w ustawie o zapobieganiu narkomanii – znacznie wzrosła liczba stwierdzonych przestępstw narkotykowych. Ile osób aktualnie przebywa w więzieniach z tego tytułu i jaką część z nich stanowią wyroki za posiadanie narkotyków?

M.D.: Niedawno we Wrocławiu odbyła się konferencja, podczas której prezentowano dane zebrane przez Helsińską Fundację Praw Człowieka dotyczące skazań, choć nie tylko na karę więzienia. Tak jak Pani zauważyła, po roku 2000 gwałtownie wzrosła liczba zarówno osób zatrzymywanych z powodu podejrzenia o posiadanie nielegalnej substancji (do ok. 30 tys. rocznie), jak i liczba osób skazywanych za popełnienie tego przestępstwa (do ponad 13 tys. rocznie). Ponieważ w zdecydowanej większości zatrzymania i skazania dotyczą osób złapanych z bardzo niewielkimi ilościami, najczęściej marihuany, a nie tzw. grubych ryb przestępczości narkotykowej, nowelizacja z 2012 roku – dzięki zapisowi o możliwości odstąpienia od karania w przypadku posiadania małej i przeznaczonej tylko na własny użytek ilości narkotyku – miała przyczynić się do dużego spadku tych liczb.


A.G.: „Mała i przeznaczona na własny użytek ilość narkotyku” – to znaczy jaka? Czy prokuratorzy często korzystają z tej nowej możliwości?

M.D.: Organizacje monitorujące sytuację na polskim gruncie, takie jak Polska Sieć Polityki Narkotykowej czy wspominana już Helsińska Fundacja Praw Człowieka, informują, że na razie prokuratorzy w niewielkim stopniu stosują nowe przepisy. W pierwszym roku po nowelizacji, na etapie postępowania przygotowawczego, umorzono nieco ponad 2 tys. spraw. Według wstępnych nieoficjalnych szacunków, w ubiegłym roku liczba umorzeń wynikających z nowelizacji wzrosła do ok. 3 tys. Jest więc nadzieja, że coraz mniej spraw będzie rozstrzyganych przed sądem, a co za tym idzie – coraz mniej osób z błahych powodów trafi do rejestru karanych i za kratki. A dlaczego tę szansę ma wciąż tak niewiele osób? Być może nie wszyscy prokuratorzy trafili na szkolenia Ministerstwa Sprawiedliwości czy te oferowane przez trzeci sektor i niekoniecznie rozumieją ducha nowelizacji, oraz to, co stoi za zmianami w prawie. Może mamy do czynienia z sytuacją, kiedy do głosu dochodzą prywatne poglądy? A może właśnie mają oni trudności z oceną, co jest ilością niewielką, a co już znaczną? Prokuratorzy sami skarżą się na tę niejasność w prawie. Rozwiązaniem dla nich byłaby tzw. tabela wartości granicznych, tj. ilości dla poszczególnych substancji psychoaktywnych wyznaczonych przez ekspertów np. toksykologów, które byłyby rozumiane jako znaczne lub nieznaczne, i które pomogłyby ujednolicić orzecznictwo w całym kraju. W tej chwili mamy sytuację, w której prokuratorzy z Polski zachodniej umarzają po kilkaset spraw rocznie, a ci z przeciwległego krańca Polski – zaledwie po kilkanaście. Tabele wartości granicznych z powodzeniem funkcjonują np. w Portugalii czy w Niemczech.

A.G.: Jakie zmiany należałoby Pani zdaniem wprowadzić w polskiej polityce narkotykowej?

M.D.: Posługując się użytym wcześniej porównaniem, powiedziałabym, że największym problemem jest nierówne traktowanie czterech nóg naszego stołu polityki narkotykowej. Na pewno za dużo uwagi poświęcamy ściganiu i karaniu, mamy zbyt surowe prawo, w wyniku którego zatrzymujemy około 30 tys. osób rocznie. I ci zatrzymani, i my, czyli społeczeństwo, płacimy za to zbyt wysoką cenę. Nie stać nas, aby wydawać miliony na ściganie i karanie użytkowników narkotyków, a według szacunków Instytutu Spraw Publicznych to kwota blisko 80 mln rocznie. Nie stać nas też na marnowanie potencjału młodych ludzi, którym zamykamy drzwi do kariery. Z innej strony – mamy niezaprzeczalny problem z dostępem do dobrej profilaktyki. Ta prowadzona w szkołach została w zeszłym roku ostro skrytykowana przez Najwyższą Izbę Kontroli. Nasza redukcja szkód jest w opłakanym stanie – niedofinansowana, prowadzona przez pojedynczych pasjonatów. Nie doceniamy ważnej roli, jaką może odegrać. Wreszcie – dużo zastrzeżeń jest wciąż do oferty leczniczej. Przede wszystkim jest ona za wąska. Nie docieramy z nią do wszystkich potrzebujących, zakładając, że to oni mają trafić do nas i dostosować się do tego, co im proponujemy. Podczas gdy, tak jak w  przypadku innych chorób, filozofia powinna być odwrotna – to oferta powinna być skrojona wedle potrzeb klientów. Mamy w Polsce niekończącą się dyskusję na temat dostępu do substytucyjnego leczenia uzależnionych od opiatów. Trwa ona od lat. A kiedy w salach konferencyjnych i miejskich urzędach trwają spory, potencjalni klienci odchodzą, nie doczekawszy się leczenia. W tej chwili toczy się walka o metadon na Krymie. Po rozpoczęciu okupacji regionu przez Rosję, która na tę metodę leczenia nie zezwala, zamknięto na Krymie kliniki terapii zastępczej. U nas, choć metadon jest legalny, ma do niego realny dostęp najwyżej co piąty potrzebujący. Obyśmy – mając prawo spełniające międzynarodowe standardy oraz strategie na papierze zmierzające do realizacji wytycznych Światowej Organizacji Zdrowia – nie przybliżyli się w praktyce do rosyjskiej rzeczywistości.

A.G.: Jakie korzyści przyniosłyby zmiany w zakresie narkopolityki?

M.D.: Dzięki rozsądnym zmianom moglibyśmy jako państwo w bardziej adekwatny sposób odpowiedzieć na sytuację nie do uniknięcia, w której narkotyki – czy tego chcemy, czy nie – istnieją i są używane. Wyzbywszy się narkofobii i mitów, które często zastępują nam wiedzę o narkotykach, moglibyśmy skuteczniej docierać do młodzieży i edukować ją w tym temacie. Przesuwając akcent z polityki karania na politykę wsparcia, zwłaszcza w zakresie zdrowia publicznego, moglibyśmy bardziej efektywnie pomagać tym, którzy tego potrzebują. Budżet 80 mln wydawanych na karanie mógłby wesprzeć inne działania, które wymagają dofinansowania, np. z dziedziny polityki narkotykowej. Nasze organy ścigania mogłyby się skupić na walce z prawdziwą przestępczością, a nie użytkownikami narkotyków, którzy nie szkodzą swoim zachowaniem nikomu, poza sobą. Tym samym zaoszczędzilibyśmy więzienia osobom, które nigdy nie powinny się w nim znaleźć. Jak widać, dobra polityka narkotykowa przyniosłaby społeczeństwu wiele korzyści.

A.G.: Dziękuję za rozmowę!

Rozmawiała Anna Góra

m.dabkowskaMagdalena Dąbkowska (fot. Maja Ruszpel) – od 2008 roku pracuje dla programu Global Drug Policy (Międzynarodowego Programu Polityki Narkotykowej) Open Society Foundations, aktualnie jako krajowa konsultantka Programu w Polsce.  Zajmuje się więc przede wszystkim polską polityką narkotykową oraz upowszechnianiem w Polsce tego, co dzieje się w tej dziedzinie na świecie. Była członkini American Public Health Association i członkini-założycielka Polskiej Sieci Polityki Narkotykowej. Absolwentka Drug Policy Seminar Series Polskiej Akademii Nauk (2011) i Drug Policy and Human Rights Course w ramach Central European Summer University w Budapeszcie (2013). Od lat związana z ruchem na rzecz społeczeństwa obywatelskiego, odpowiedzialnego dziennikarstwa i przestrzegania praw człowieka.

fot. iStock

Komentarze

jobberg2014-06-24 11:31:21

Bardzo dobry artykuł :) ! Polskie prawo jest zbyt restrykcyjne, szczególnie w przypadku marihuany. Nie palę, ale uważam, że każdy powinien mieć prawo do niewielkich ilości. Pozdrawiam :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *