Menu

Ile jest warta trzeźwość? Ilona Felicjańska o swoim uzależnieniu

Ile jest warta trzeźwość? Ilona Felicjańska o swoim uzależnieniu

„Dziś niczego nie żałuję - wiem, że wszystko było ważne i miało swój cel. Każda krytyka - jeśli jest konstruktywna - pomaga mi, a wszystkie „hejty” - niewiele dla mnie znaczą. Zarzuca mi się, że mówię za dużo, i to o rzeczach, o jakich nie powinno się w naszym kraju mówić na głos, oraz że publicznie piorę swoje brudy. Ale dla mnie to nie są żadne „brudy”! To są sytuacje, z jakimi miliony kobiet zmagają się na co dzień i nie potrafią sobie poradzić… Mnie się udało i wiem, że to, co robię, pomaga innym. Jeden list od kobiety, która twierdzi, że dzięki temu odzyskała życie i szczęście, jest dla mnie dużo ważniejszy niż tysiąc „hejtów”, jakie czytam na swój temat.” – twierdzi w szczerej rozmowie z nami Ilona Felicjańska, znana modelka i II wicemiss Polonia 93’, która nie boi się publicznie mówić o swoim alkoholizmie. Sama nazywa siebie „ambasadorką kobiet uzależnionych od alkoholu”.

Dorota Bąk: W czasie twojej 2,5-letniej abstynencji napisałaś trzy książki, w tym dwie, w których opisałaś swoje zmagania z uzależnieniem od alkoholu. Najnowsza - „Jak być niezniszczalną. O uzależnieniu, depresji, przemocy”- to poradnik, w którym pokazujesz, jak być szczęśliwą trzeźwiejącą osobą… Skąd pomysł jej napisania?

Ilona Felicjańska: Po publikacji wywiadu-rzeki „Cała prawda o…” otrzymałam wiele listów od osób uzależnionych i doświadczających przemocy. Pomyślałam, że warto napisać kolejną i dotarłam do wydawnictwa, któremu spodobał się ten pomysł. Jestem też wdzięczna Idze Rembiszewskiej, która dodała mi otuchy słowami: „Ilona, napisz poradnik dla kobiet, które potrzebują twojej siły, twojego wsparcia.”. I tak też zrobiłam. Z jednej strony opisuję w niej moje przeżycia i doświadczenia dotyczące uzależnienia, przemocy, depresji i strachu, który tak bardzo nas ogranicza, a z drugiej – zawarłam w niej głosy ekspertów. Wypowiadający się specjaliści terapii uzależnień - m.in. Jagoda Fudała, obecna kierownik działu Lecznictwa Odwykowego i Programów Medycznych w PARPA, oraz dr med. Bohdan T. Woronowicz, cudowny, ciepły i wrażliwy człowiek - to osoby, które mnie znają i potwierdzają prawdziwość moich słów. Ta książka jest świadectwem osoby, która przeszła tę drogę. Dzięki komentarzom specjalistów mogliśmy pokazać, jak wyglądają mechanizmy rządzące chorobą alkoholową przez pryzmat moich własnych doświadczeń. Cudowne jest to, że dostaję od obcych ludzi takie wiadomości: „Pół roku temu napisałam do ciebie, nie wierząc, że odpiszesz, a od pół roku nie piję - jestem w terapii”. To dodaje mi sił i utwierdza w przekonaniu, że warto... Warto było przejść tę drogę po to, aby dziś być świadomą, dojrzałą, szczęśliwą kobietą, pewną tego, że to, co robię, daje innym siłę i nadzieję.

Wydawnictwo
Burda Książki

D.B.: Cofnijmy się o kilka lat. Jak to się zaczęło? Czym był dla Ciebie alkohol - co „załatwiał”?

I.F.: Na początku z całą pewnością nie miałam świadomości, że coś mi załatwia. Alkohol był dla mnie tym, czym jest dla wielu młodych ludzi - gwarancją poprawy nastroju, dobrej zabawy. Dla mnie, osoby z zaburzonym poczuciem wartości, jaką kiedyś byłam, był on swego rodzaju „otwieraczem” – dzięki niemu czułam się lepiej, fajniej, ciekawiej. Szybko wpadłam w tę pułapkę i alkohol nagle zawładnął moją duszą i ciałem. Ja zupełnie nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak łatwo można przekroczyć tę cienką granicę. Nam się wydaje, że alkoholik to ktoś, kto pije na umór. Nic bardziej mylnego! W Polsce nie mówi się o tym, że tak naprawdę to nie ilość wypitego alkoholu się liczy, a częstotliwość. Nawet jeśli codziennie wypijamy TYLKO dwie, trzy buteleczki piwa, które mogłyby się wydawać niczym, to trzeba pamiętać, że alkohol jest środkiem toksycznym, zmieniającym świadomość, niszczącym i uzależniającym. Codzienne, systematyczne dostarczanie go do organizmu może być zgubne. Kobiety powinny się zastanowić nawet nad jednym kieliszkiem wina dziennie… Ktoś mógłby zapytać: „A Włosi, Francuzi - wszyscy są uzależnieni?” Tylko że oni nie piją po to, aby sobie coś „załatwiać” alkoholem, a gdy piją - nie zwiększają z różnych powodów ilości. A niebezpieczne jest właśnie to, że gdy my - pijąc codziennie jedną lampkę wina – nagle doświadczymy przykrości, np. rzuci nas chłopak, stracimy pracę czy stanie się cokolwiek, co pogorszy nasz nastrój – sięgamy po drugi kieliszek. Następnego dnia nie wystarczają nam te dwa – sięgamy po trzeci, itd. To pogłębia nasz nałóg i później może prowadzić do tego, co jest najtrudniejsze i najboleśniejsze w uzależnieniu – jego konsekwencji. Wtedy to już nie my rządzimy alkoholem, ale on rządzi nami.

D.B.: Czy dzisiaj, po wielu latach terapii, potrafisz wskazać moment, kiedy przekroczyłaś tę cienką granicę?

I.F.: Ja zawsze lubiłam alkohol, ponieważ on towarzyszył mi od dziecka. W mojej rodzinie nie było ani świąt, ani odwiedzin rodziny bez napełnionego kieliszka. „No bo jak to tak bez butelki?” Alkohol był wszechobecny, podobnie jak w większości polskich rodzin. Po przyjeździe do Warszawy, miałam partnera, który bardzo dużo pił. A ja… piłam razem z nim. Było to „tylko” piwo, ale kilka razy w tygodniu. Może już wtedy stałam na tej przysłowiowej granicy? W Warszawie trafiłam do zupełnie innego świata - z jednej strony pięknego, z drugiej brutalnego. Show-biznes, telewizja, okładki, moda – wielki świat, w którym jednak czułam się szalenie samotna. Zdarzało się więc, że wieczorami spotykałam się albo z moim partnerem, albo z grupą znajomych i piliśmy… „przy okazji”. Później poznałam mojego byłego męża i był to czas euforii, kochania. Ciągle byliśmy na jakiś wyjazdach, spotkaniach… Takie życie mnie zachwyciło, mnie - kopciuszka, który nagle spotkał księcia… W tamtych czasach alkoholu było wokół mnie sporo, ale nie pamiętam, abym już wtedy miała silną potrzebę picia. Pierwszy raz bardzo wyraźnie ją odczułam po urodzeniu dziecka. Zostałam w domu sama, bez świateł reflektorów, których – mając zaniżoną samoocenę – tak bardzo potrzebowałam. Wtedy też wyszło na jaw, że mój były mąż nie jest milionerem, a w rankingu „Wprost” występował głównie z długami - jego wartości w rzeczywistości nie odzwierciedlały pieniądze na koncie, a kwoty kredytów. Wtedy te moje marzenia o kopciuszku, który realizował się u boku księcia z bajki, nagle legły w gruzach. Okłamywałam się, że to tylko chwilowe, ale problemy zaczęły się piętrzyć - brak pieniędzy, ja sama w domu, z odrostami, za gruba po ciąży i… samotna. Bo mąż… nie ma czasu, pracuje, musi się wyspać. Byłam tym zmęczona, brakowało mi ciepła i bliskości. Był to też czas, kiedy na całym świecie na wybiegi wracały starsze modelki, więc pomyślałam, że to idealny moment na mój powrót. Obdzwoniłam różne polskie firmy, marki, stylistów i magazyny i przekonywałam, że jestem najlepszą osobą do reklamowania ich produktów. Musiałam to zrobić - chciałam dowartościować siebie i szukałam jeszcze jakieś innego zajęcia, niż tylko siedzenie w samotności z dzieckiem w domu. Poza tym potrzebowaliśmy pieniędzy. Wróciłam do pracy na moment i… zaszłam w drugą ciążę. Wtedy było jeszcze gorzej - jeszcze mniej pieniędzy, jeszcze więcej długów i komorników pukających do drzwi. I w tym wszystkim ja - nieodnajdująca siebie, bez wsparcia męża. Bo jemu wydawało się, że niemówienie mi o problemach jest załatwieniem sprawy. A niewiedza jest dużo gorsza. I ciągle mnie oszukiwał, że wszystko będzie dobrze, że jeszcze miesiąc i wszystko się ułoży... Ufałam bezgranicznie. Wtedy właśnie, po urodzeniu drugiego dziecka i nawarstwieniu się tych wszystkich problemów, zaczęłam odczuwać bardzo silną potrzebę wieczornego picia. Adam miał pół roku, Maciek niespełna trzy latka, a ja – czekałam tylko, aż dzieci usną i wreszcie będą mogła się napić.


5 komentarze
  • Krzyś AA
    Krzyś AA czwartek, 03, lipiec 2014 21:51 Link do komentarza

    Watro jest podjąć wysiłek, by na powrót odnaleźć siebie, gdy się zwyczajnie pogubiło... :(
    Ilona dobrze prawi, bo wie co jest na rzeczy i za to Ją podziwiam i szanuję !

    Raportuj
  • Andrzejsniady
    Andrzejsniady piątek, 09, maj 2014 10:02 Link do komentarza

    pozdrawiam i życzę wytrwałości w tym co robisz, bo jak wiemy trzezwienie na tym polega, by nie stać w miejscu a działac i pomimo wielu przeciwnosci miej sile, odwagę a wiedz , że masz przyjaciół. Andrzej z Pabianic

    Raportuj
  • Marek alkocholik
    Marek alkocholik czwartek, 08, maj 2014 18:47 Link do komentarza

    Pogody ducha 24 godzin

    Raportuj
  • Grześ alkoholik
    Grześ alkoholik czwartek, 08, maj 2014 12:40 Link do komentarza

    Dziękuję za swiadectwo pani Ilony ! !

    Raportuj
  • ADAM
    ADAM środa, 07, maj 2014 17:13 Link do komentarza

    POGODY DUCHA

    Raportuj
Skomentuj
powrót na górę
Napisz do nas!
Na pytania naszych Czytelników odpowiada dr med. Bohdan T. Woronowicz.
Wystarczy wypełnić poniższy formularz.

Odpowiedzi będą publikowane anonimowo na stronach portalu.
Przesłane w formularzu dane pozostają do wiadomości Redakcji.
Wyrażam zgodę na publikację w serwisie UZALEŻNIENIE.com.pl