„Quod me nutrit me destruit” („Co mnie żywi, niszczy mnie”) – sentencja, której autorstwo przypisuje się Christopherowi Marlowe, angielskiemu poecie XVI wieku,  niecałe dwadzieścia lat temu na stałe zagościła w sieci, jako pierwsze i naczelne przykazanie dekalogu ruchu pro-ana. Pod pozornie enigmatyczną nazwą, którego rozwinięciem jest pro-anoreksja, kryje się dość szokująca przesłanka. Jak bowiem tryumfatorsko oświadczają na blogach i forach internetowych motylki, czyli wyznawczynie filozofii pro-ana: „Jestem anorektyczką i jestem z tego dumna”. Czy można uczynić z choroby satysfakcjonujący styl życia?

Wraz z początkiem XXI wieku Internet został „zalany” stronami promującymi anoreksję jako styl życia, traktującymi chorobę jako wolny wybór, a zaburzenia odżywiania jako metodę dążenia do perfekcji. Zjawisko to zyskało miano ruchu pro-ana, którego zwolenniczki spotykają się jedynie w przestrzeni wirtualnej, gdzie wymieniają się doświadczeniami na blogach i forach. Zajmujący się problematyką pro-any badacze nakreślili dwa szczególne momenty w rozwoju ruchu. Tzw. „pierwsza fala” nadeszła w roku 2001 – zaobserwowano wówczas masową ekspansję stron pro-anowskich, szczególnie anglojęzycznych. Ich podstawowym celem było zjednoczenie osób chorych na anoreksję, które często borykają się z wyalienowaniem, wynikającym z ich odmiennego podejścia do jedzenia i odchudzania. Łącząc się w grupach wsparcia, dzięki którym mogły dzielić się doświadczeniami na temat szybkich metod zrzucania wagi, wspólnie dopingowały się w trwaniu w anoreksji oraz podtrzymywały na duchu w trudnych chwilach. Organizacje zajmujące się zaburzeniami odżywania (jak amerykańska National Eating Disorders Association czy brytyjska B-EAT) szybko podniosły alarm dotyczący zagrożeń, jakie niosą ze sobą tego typu strony. Ich zamknięcie przyniosło jednak odwrotny efekt – szum wokół zjawiska sprawił, że ruchem zaczęło interesować się coraz więcej osób, a blogi i fora mnożyły się w zatrważająco szybkim tempie. Jak bowiem wynika z opublikowanych w 2008 roku badań* „, w latach 2006-2007 pojawiło się o 470 proc. więcej stron pro-ana. „Druga fala” ukazała fanatyczne oblicze pro-any – „modna anoreksja” jako styl życia i szybki sposób na utratę wagi zyskiwała coraz więcej zwolenniczek – przede wszystkim wannarexic, czyli dziewczyn, które nie są chore, a które jednak bardzo by chciały „wpaść w objęcia Any”. „Ana” stała się bowiem czymś w charakterze bóstwa, którego wyznawczynie żyją określonymi regułami i zasadami, karmiąc się nawzajem tekstami i fotografiami rozwijającymi naczelną myśl pro-anorektyczek – „Głoduję dla perfekcji”.

A – Anoreksja moja Królowa

Zwolenniczki pro-any tworzą bardzo zamkniętą i dość hermetyczną grupę. Nazywają siebie motylkami – motyl stanowi w ich nomenklaturze synonim zwiewności, lekkości, wręcz przezroczystości. Do tajemniczej Any – personifikacji pewnego rodzaju „ideału”, do którego wiecznie dążą, zwracają się często jako do przyjaciółki lub bogini („siły wyższej”). Na blogach prowadzonych przez motylki często można zetknąć się z „modlitwami”, skierowanymi do Any: „Ano… Jesteś moją najlepszą przyjaciółką. Przepraszam, że zgrzeszyłam, to już się nie powtórzy. Teraz 12 dni głodówki i nie ma żadnej wymówki – wiem, że pomożesz mi przez to przejść. Z tobą osiągnę cokolwiek zapragnę: zdobędę chłopaka, o którym skrycie marzę, będę lubiana i podziwiana za silną wolę. Ano bądź przy mnie…” – pisze na swoim blogu Daria. Znakiem rozpoznawczym zwolenniczek pro-any stała się czerwona bransoletka, dzięki której możliwe jest rozpoznanie „swoich” w realu („Jeśli kiedykolwiek spotkasz drugą taką osobę, popatrz jej prosto w oczy i uśmiechnij się. Ona zrozumie”.). Ruch pro-ana po części przypomina sektę (na co zwracała uwagę m.in. psycholog Agnieszka Rynkiewicz w wypowiedzi dla Newsweek Polska), o czym świadczy izolacyjny charakter grupy, poczucie odrębności, własne zasady, znaki rozpoznawcze, a przede wszystkim – stosowane przez userki techniki psychomanipulacji i kontroli. Ruchowi pro-ana nie przewodniczy jednak jedna charyzmatyczna postać, stanowiąca kogoś w rodzaju guru, sprawującego nad resztą kontrolę. Coraz częściej wyznawczynie pro-any odchodzą także od mistyczno-religijnej otoczki, przestając traktować Anę jako czuwające nad nimi bóstwo.

Anorexic wannabe

Założycielka strony antyproana.blox.pl, mającej na celu szerzenie informacji na temat zjawiska jakim jest ruch pro-ana, sporządziła w 2010 roku statystyki na podstawie 288 blogów, prowadzonych w sieci przez polskie motylki – wynika z nich, że zjawisko w głównej mierze dotyczy dziewczyn pomiędzy 15. a 18. rokiem życia. Część z nich faktycznie boryka się z zaburzeniami odżywiania, jednak istnieje spora grupa osób – wspomnianych wyżej wannarexic – która nie wykazuje objawów diagnostycznych ED, jednak utożsamia się z filozofią pro-any i pragnieniem bycia motylkiem. Z tych statystyk wynika też, że waga dziewczyn w większości (ok. 70%) mieści się w granicach BMI dla prawidłowej wagi ciała. Marzeniem prawie połowy z nich jest jednak skrajne wychudzenie. Są to najczęściej nastolatki w wieku gimnazjalnym, które nie potrafią poradzić sobie ze zdefiniowaniem własnej tożsamości i zagubieniem, charakterystycznym dla wieku dojrzewania. W ruchu pro-ana odnajdują to, czego brakuje im w życiu codziennym – celu, bratnich dusz i swojego „drugiego ja”.


 Wkupić się w łaski

Obecnie pseudoanorektyczki nie są mile widziane na „profesjonalnych” forach pro-ana – w regulaminach obecnych na proanorektycznych stronach czytamy, że wstęp na nie mają jedynie osoby ze zdiagnozowanymi zaburzeniami odżywiania. Rejestracja nie gwarantuje jednak pełnego dostępu do forum. W ciągu 3 dni od założenia konta należy umieścić w dziale powitalnym specjalną notkę o sobie, zawierającą informacje na temat wieku, wagi, wzrostu oraz historii odchudzania i doświadczeń związanych z ED. Dodatkowo, nowi userzy muszą poinformować społeczność o tym, skąd wiedzą o forum i dlaczego chcą do niego dołączyć, a przede wszystkim – przekonać nieufne motyle, że „się nadają i mają pojęcie o ED”. Droga nie jest łatwa – potencjalny motylek musi przebrnąć przez szereg pytań, stawianych przez „weteranki”: „Jaki masz stosunek do Pro-Any, co Cię motywuje i czy znasz dekalog? Co chciałabyś tu znaleźć i dlaczego odchudzasz się w taki sposób?” – inwigilują stałe bywalczynie. Gdy uda się już przejść przez „rozmowę kwalifikacyjną” należy angażować się całym sobą – aby utrzymać konto motylek musi codziennie uzupełniać dzienniczki odchudzania oraz aktywnie uczestniczyć w dyskusjach na forum. Gdy nie jest w stanie codziennie odwiedzać społeczności, np. z powodu wyjazdu, musi swoją nieobecność zgłosić z wyprzedzeniem administratorowi.

Pamiętniki głodu

Każdy motylkowy blog jest skonstruowany w podobny sposób, szczególnie pod względem zawartości. Kluczowym elementem typowej strony o charakterze pro-ana jest dzienniczek odchudzania, aktualizowany codziennie o dobowy bilans kaloryczny. Nie przekracza on zazwyczaj 500 kcal, a spożyte w ciągu dnia produkty są skrupulatnie i dokładnie zapisywane (np. kęs chleba z serem, łyżka zupy). Motylek ma obowiązek notowania wszelkich napadów obżarstwa i każdego, nawet najmniejszego, przekroczenia założonego limitu kalorii. Za każdy występek czeka jednak kara. „Za każde przekroczenie limitu 500 – pokuta na siłowni następnego dnia” – pisze Ana Karolina. Czasami motylek narzuca sobie bardziej drastyczne formy pokutowania: „Za napad lub przekroczenie limitu czeka mnie kara – jedna kreska żyletką” – czytamy na blogu Proana Inez. Okaleczanie się jest popularną wśród motylków metodą na „karanie samej siebie” – niektóre blogerki umieszczają na swoich stronach zdjęcia, dokumentujące odbycie pokuty (pocięte nadgarstki, przedramiona, uda).

Strony są również usiane szeregiem zasad i reguł rządzących wspólnotą pro-ana – 10 przykazań pro-any, 40 powodów, dla których warto być chudą czy też alfabet pro-any. Zaskakującym jest fakt, że naczelny dekalog pro-any, zaczynający się od słów „Jeśli nie jesteś szczupła, to znaczy, że nie jesteś atrakcyjna…” został de facto wymyślony przez amerykańską psycholog Carolyn Costin, która od lat zajmuje się leczeniem zaburzeń odżywiania. Poprzez literalne ukazanie podejścia do życia osób chorych na anoreksję, psychoterapeutka chciała im uzmysłowić, jak dysfunkcyjne jest ich myślenie o sobie. Przyniosło to niestety odwrotny skutek – wyznawczynie pro-any przyjęły bowiem „Chude Przykazania” Costin jako swoje naczelne zasady. Na blogach pro-ana nierzadko spotyka się również „wyznanie wiary”, skierowane do owej enigmatycznej postaci „Any”. Jednym z najważniejszych komponentów strony pro-anowskiej są tzw. thinspiracje (ang. thinspirations), czyli wszystko, co ma służyć motywowaniu do odchudzania i trzymania rygorystycznej diety. Są to m.in. zdjęcia szczupłych, a czasem wręcz wychudzonych modelek i gwiazd, często sztucznie wypreparowane w edytorach zdjęć w celu wyeksponowania żeber, kości miednicy czy też obojczyków, tzw. bone thinspirations. „Thinspiracje” stanowią także mobilizujące do dążenia do „idealnej figury” cytaty, filmy, wiersze oraz teksty piosenek. Czołowym „hitem” wyznawczyń pro-any jest utwór „Paper Bag” Fiony Apple, zawierający – jakże charakterystyczne dla proanowskiej filozofii – słowa „Hunger hurts, but starving works, when it costs too much to love…” („Uczucie głodu boli, ale głodzenie się pomaga, kiedy nie starcza sił, by kochać…”).

„Bycie szczupłą jest ważniejsze od bycia zdrową”

Na każdym pro-anowskim blogu muszą znaleźć się tzw. cele dotyczące wymarzonej wagi, którą z tygodnia na tydzień pragną osiągnąć motylki. Aby „nie dać się złapać” w dążeniu do perfekcji, blogerki dzielą się także najwymyślniejszymi sposobami na to, by jak najlepiej ukryć fakt niejedzenia przed bliskimi – od zostawiania brudnych talerzy na widoku po wypluwanie jedzenia do kubka przy obiedzie. Metod na ukrycie „miłości do Any” przed znajomymi jest wiele – motylki wymyślają sobie różnego rodzaju schorzenia (alergie, cukrzyca) byle tylko móc w gronie przyjaciół spokojnie delektować się niskokaloryczną sałatką. Porady dotyczą także sposobów na oszukiwanie samego siebie – żucia gumowych bransoletek, przesadnego doprawiania „ryzykownych potraw”, tak by poczuć do nich obrzydzenie, czy też bandażowania ciała oraz bicia się w brzuch, co – jak same twierdzą – pomaga stłumić uczucie głodu i wywołać wrażenie „bycia chudą”. Wiszące na widoku o kilka rozmiarów za małe ubrania także stanowią część strategii motywacyjnej – wizja wciśnięcia się w dżinsy o numerze XS jest na tyle pociągająca, że mimo upadków motylki powracają do katowania się kolejnymi drakońskimi głodówkami i coraz to nowszymi dietami. Nieobce jest im też zażywanie różnego rodzaju środków przeczyszczających czy też leków, których skutkiem ubocznym jest zahamowanie apetytu. Dochodzi nawet do sytuacji, w których zdesperowana anorektyczka szuka alternatywnych, a zarazem bardzo groźnych dla zdrowia, metod na szybką utratę wagi. A wszystko po to, by podążać za pro-anowską mantrą przewijającą się przez większość blogów: „Spójrz w lustro i powiedz sobie, że jesteś gruba. Nie wierz w to, co mówią inni. Oglądaj zdjęcia chudych dziewczyn i zostań taka, jak one. Nie myśl o jedzeniu, nie jedz. Jedzenie sprawi, że utyjesz. Każde jedzenie tuczy. Pij dużo wody. Przymierzaj ubrania o dwa numery za małe, zmotywuje Cię to do niejedzenia, by do nich schudnąć. I nie płacz. Płacz pokazuje, że nie masz nad sobą kontroli.”


 Groźna Ana

Negatywny wpływ stron ruchu pro-ana nie tkwi tak naprawdę w tym, że jego założeniem jest promowanie choroby jako stylu życia. Największe zagrożenie dla młodych dziewczyn, podatnych na wpływ „koleżanek po przejściach”, stanowi bowiem zamykanie się w hermetycznych kręgach, które tworzą motylki. Poczucie wspólnotowości, jakie wytwarza się między wirtualnymi „przyjaciółkami Any”, odgradza je od życia rzeczywistego i możliwości obiektywnego spojrzenia na problem zaburzeń odżywania. Motylki wspierają się nawzajem, zachęcają do głodówek, dopingują w rygorystycznej diecie oraz nawzajem komentują postępy w odchudzaniu i zdjęcia wrzucane przez współtowarzyszki. Mechanizm zaprzeczenia i iluzji utwierdza je w tym, że to co robią nie jest „chore”, a osoby z zewnątrz, które dostrzegają problem w ich podejściu do anoreksji, po prostu nie rozumieją tego, ile daje im obcowanie z „Aną”. Wielkość problemu potwierdzają dane statystyczne. Z opublikowanego w 2010 roku na łamach American Journal of Public Health, raportu wynika, że aż 91 proc. stron o tematyce pro-ana jest publicznie dostępna, z czego 85 proc. zawiera thinspiracje, a 83 proc. –  wskazówki dotyczące tego, jak „wkręcić się” w zaburzenia odżywiania. Badania przeprowadzone w 2006 roku przez Stanford Medical School pokazały, że 35,5 proc. osób zgłaszających się na terapię zaburzeń odżywania wczytywało się w strony promujące anoreksję jako styl życia. W Polsce są one całkowicie legalne – o tym czy dany blog zostanie usunięty, decyduje administrator domeny, pod którą funkcjonuje. Dzieje się to rzadko, jako że problematyka związana z ruchem pro-ana jest zwyczajnie pomijana, a działania administratorów koncentrują się na innych zagrożeniach internetowych. Walka ze stronami pro-anowskimi wygląda nieco inaczej za granicą: od 2001 do 2004 AOL i Yahoo prowadziły akcję blokowania tego typu stron. W 2008 LiveJournal wydał zakaz umieszczania blogów pro-anowskich pod tą domeną – podobną taktykę przyjął w 2012 roku Tumblr. Jak jednak przekonują naukowcy związani z projektem ANAMIA, prowadzonym w latach 2010-2012 i  finansowanym przez Agency for National Research, blokowanie stron o tematyce pro-ana nie prowadzi do niczego dobrego. Im większe będą bowiem obostrzenia dotyczące zakładania i prowadzenia tego typu stron, tym bardziej motyle będą się starały je obejść, tworząc restrykcyjne ograniczenia i coraz bardziej zamknięte środowiska. A co za tym idzie – coraz trudniej będzie do nich dotrzeć.

Dwie twarze pro-any?

„Na Anę zrobiła się moda i my, tkwiące w tym dłużej, staramy się te osoby odsiewać z naszych społeczności. My też mamy swoje zasady – nigdy nikogo nie namawiamy ani nie werbujemy, nie przeszkadzamy też w wyjściu z tego, jeśli ktoś tak wybrał. Pro-Ana jest stylem życia, świadomym wyborem. My nie siejemy propagandy, żyjemy sobie spokojnie w swoistym «undergroundzie». To, że Ana jest teraz modna to wyłącznie wasza wina. Rozdmuchaliście sprawę, a nastolatki zobaczyły w tym coś «cool». Niestety w takim wieku jest się po prostu jeszcze dość głupiutkim i podatnym na takie rzeczy. Stąd wysyp blogów i anty-blogów i wzajemne nakręcanie się. My dotąd żyłyśmy sobie obok, nikomu się nie narzucałyśmy ani nikomu nie zawadzałyśmy, teraz wy wytoczyliście ciężki sprzęt na nasze małe istnienia. Chcecie delegalizacji stron pro-ana, forum internetowych, a to są nasze małe azyle, gdzie możemy się wzajemnie wspierać” – komentuje jeden z wpisów na stronie antyproana.box.pl Lisa.

Działające obecnie strony pro-anowskie zastrzegają, że ich celem nie jest promowanie anoreksji jako stylu życia, ani tym bardziej zachęcanie do praktykowania destrukcyjnych zachowań, charakterystycznych dla zaburzeń odżywiania. Informują, że ich priorytetem jest tworzenie wspólnot osób z zaburzeniami odżywania, które mogą na forum podzielić się swoimi troskami i doświadczeniami. Tam nie ma miejsca dla tych, którzy po prostu chcą zrzucić wagę. W żaden sposób nie identyfikują się również z blogami, prowadzonymi przez nastoletnie wannarexic. Pozostaje zatem pytanie: czy to trzecia fala ruchu pro-ana czy może zwyczajna manipulacja? 

* Badanie„International Internet Trends Study”przeprowadzone przez OPTENET

Autor: Zuza Lewandowska
fot. iStock

Źródła:

http://antyproana.blox.pl/html
http://proanorexic.bloog.pl/
http://p-r-oa-n-a.blog.onet.pl/
http://staff.tumblr.com/post/18132624829/self-harm-blogs
http://www.bodyspacesociety.eu/2012/04/04/the-toothpaste-effect-of-web-censorship-the-case-of-pro-ana-websites/
http://pediatrics.aappublications.org/content/118/6/e1635
http://www.socialworktoday.com/archive/092109p20.shtml
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/20558807
Iwona Startek, „Motyle w sieci. Krótka charakterystyka ruchu pro – Ana”
http://www.wydawnictwo.umlub.pl/psychiatry/pl/artykul/pobierzPdf/id/3236
http://www.eioba.pl/a/2q5j/czy-ruch-pro-ana-jest-sekta
http://www.optenet.com/mailing/pdfs/TrendReport.pdf
http://www.anamia.fr/en/
http://www.something-fishy.org/doctors/doc_article007.php
http://polska.newsweek.pl/sekta-anorektyczek-dziala-w-sieci,42798,1,1.html

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *