Menu

Leki bez recepty groźniejsze od narkotyków

Leki bez recepty groźniejsze od narkotyków

Wielu z nas w okolicznościach przeziębienia lub kataru wybiera najprostszą drogę - idzie do apteki i kupuje to, co bez recepty można tam dostać. Ufamy, że produkty na aptecznych półkach nie są szkodliwe, a na pewno są bezpieczne. Tymczasem okazuje się, że niektóre z tych niepozornych tabletek na katar zawierają substancje, które są groźniejsze od nielegalnych narkotyków! Od substancji zawartych w tych lekach jest uzależnionych coraz więcej osób, a osoby nałogowo zażywające amfetaminy czy heroinę zastępują „tradycyjne” narkotyki właśnie legalnymi środkami z aptek…

Według raportu Gemius z 2012 roku „Pacjenci w sieci 2012” aż 88 proc. ludzi szuka odpowiedzi na swe dolegliwości w Internecie, dopiero na drugim miejscu u lekarza. Raport Gemiusa powstał z powodu niepokojących wyników badań z roku 2010, które wskazywały, że ponad połowa Polaków, którzy przyjmują nowy lek nie skonsultowała tego wcześniej z lekarzem, a aż 17 proc. pacjentów nie przestrzegało zaleconej dawki. Tendencja ta jednoznacznie pokazuje, że z łatwością bezmyślnie łykamy wszystko, co w aptece dostępne jest bez recepty, nie zastanawiając się nad ewentualnymi negatywnymi skutkami. Tym bardziej, że wśród dobrze nam znanych leków są i takie, które potrafią zastąpić nielegalne narkotyki, stwarzając tym samym coraz większe zagrożenie dla tych, którzy od lat zmagają się z uzależnieniem od narkotyków. Jeden z klientów programu redukcji szkód mówi wprost: „Kiedyś była heroina i amfetamina, teraz jest ten lek X* i metadon”.

W grudniu 2012 roku Fundacja Redukcji Szkód wydała raport, w którym opublikowano wyniki badań dotyczących osób uzależnionych od narkotyków – badano co dokładnie zażywają i kim są. Jak się okazało, wśród nich dużym powodzeniem cieszą się leki wydawane w aptekach bez recepty. Najczęściej wspominanymi przez uzależnionych lekami są niepozorne tabletki przeznaczone do leczenia nieżytu nosa i zatok przynosowych, czyli mówiąc potocznie - na cieknący katar i zapchany nos. Leki te zawierają pseudoefedrynę, z której w łatwy sposób uzyskuje się substancję (pochodną fenyloetyloaminy) działającą stymulująco, oddziałującą na układ nerwowy, powodującą uwalnianie noradrenaliny oraz dopaminy. Niebezpieczeństwo związane z jej używaniem polega na tym, że działa ona niezwykle uzależniająco i wyniszczająco. Poza tym bardzo trudno jest pomóc osobom uzależnionym od tej substancji, ponieważ nie do końca wiadomo jak ona działa. Ponadto jest wszechdostępna. O tym, jak dramatyczna jest to sytuacja świadczy wypowiedź jednego z klientów programu redukcji szkód: „Widzę, co ten lek robi z ludźmi, ale nie potrafię tego nie brać. To jest jedyna rzecz, o której myślę. Uzależniłem się od tego bardziej niż od amfetaminy. Ludzie wpieprzyli się w to i nie przestaną. Co mogłoby zmienić sytuację? Gdyby leki te były na recepty. Może wtedy bym wrócił do amfetaminy albo mefedronu. To jest za łatwo dostępne, jest wszędzie. Jest legalne i tańsze. Narkoman zawsze znajdzie sposób, jak nie ten lek to inny przerobi.

Kto jest uzależniony od leków na katar?

Obecnie grupa osób uzależnionych od zażywania opisywanej substancji to najliczniejsza grupa klientów programu redukcji szkód. Wcześniej zażywali oni środki nielegalne. To najbiedniejsza i względnie stała grupa – osoby bezdomne lub mieszkające w noclegowniach dla osób uzależnionych. Nie mają żadnego wsparcia w rodzinie, bliskich, nie mają często dowodów tożsamości, ubezpieczenia, nie korzystają z opieki lekarskiej czy pomocy socjalnej. W przeprowadzonych wywiadach mówią, że substancja ta jest w ich odczuciu najgorszą ze wszystkich, jakie dotychczas przyjmowali.

Oferta programu redukcji szkód, czyli zapewnianie czystego sprzętu iniekcyjnego, miejsca dziennego pobytu, pomocy w załatwianiu spraw socjalnych, detoksów czy ośrodków spełnia ich podstawowe potrzeby. Jednak eskalacja i powszechność zjawiska używania pochodnych fenyloetyloaminy stwarza nowe problemy na wielu poziomach – osoby te, częściej niż miało to miejsce w przypadku używania „tradycyjnych” narkotyków, wymagają pomocy medycznej, kontakt z nimi jest utrudniony, a sposób przyjmowania substancji jest bardziej ryzykowny i szkodliwy. W przeprowadzonych wywiadach z osobami uzależniającymi pojawiały się wypowiedzi takie, jak ta: „To jest beznadziejna sytuacja z tym lekiem, nie ma wyjścia, to jest jakiś obłęd – ludzie biorą to w wielkich ilościach i widać po nich zmiany. Kiedyś było inaczej – kupowali dwie ćwiary i starczało im na cały dzień. Tutaj końca nie ma, ciągle mało, nie ogranicza się to do kilku pudełek, jest ciągły niedosyt”.

Skutki używania

„Tradycyjne” narkotyki (brązowa heroina, kompot, amfetamina) według autorów raportu są bezpieczniejsze zarówno ze względu na sposób ich przyjmowania, jak i działanie, ponieważ jest znane i przewidywalne, więc można oszacować stopień ryzyka i reagować, gdy dzieje się coś niepokojącego. Iniekcyjne przyjmowanie pochodnych fenyloetyloaminy wiąże się zarówno z większym zagrożeniem i uszkodzeniem na poziomie fizjologicznym, jak i z nieprzewidywalnymi skutkami psychicznymi, a co za tym idzie - z niemożnością reagowania w sytuacjach zagrażających zdrowiu i życiu. Obserwuje się postępujące niezwykle szybko wyniszczenie psychofizyczne. To sytuacja, w której nowa, bardziej niszcząca substancja staje się głównym środkiem dla osoby uzależnionej i powrót do używania „bezpieczniejszych” substancji wydaje się niemożliwy ze względu na ich nielegalność, niską jakość, wyższą cenę, a także silne uzależnienie użytkowników od nowego środka. Osoby je używające są w coraz gorszej kondycji psycho-fizycznej, widzą te zmiany, a mimo to rzadko zmieniają substancję. Taki stan rzeczy potwierdzają liczne wypowiedzi:

„Widzę po ludziach co się dzieje: mają problemy z chodzeniem, nie można ich zrozumieć jak mówią, to się dzieje bardzo szybko”.

„Zauważyłam, że mam problem z błędnikiem, tracę równowagę, nie mogę założyć spodni”.

„Widać kto bierze ten lek – oni wyglądają inaczej, chodzą inaczej, mają inne ruchy”.

„Brown i amfetamina to przy tym pikuś. Kiedyś grzałem 2-3 razy dziennie, dziś robię sobie po 7-8 zastrzyków i ciągle mi mało, po godzinie chcę więcej”.

„To pali żyły, ludzie przyjmują wielkie ilości naraz, czasem 10 centów za jednym razem, tolerancja szybko rośnie”.

Jarek, uzależniony od heroiny 32-letni klient programu redukcji szkód twierdzi, że nawet przez 10 lat brania heroiny dożylnie nie czuł się tak źle, jak teraz. Od 8 miesięcy bierze lek na katar i twierdzi, że to dla niego największe upodlenie. W trakcie wywiadu podkreśla, że przyczyną tej beznadziejnej sytuacji jest fakt, że ten lek jest dostępny, legalny i tani. I najbardziej przerażające jest to, że wymienione przez Jarka czynniki prawdopodobnie nigdy nie ulegną zmianie…

*Ze względu na powszechność opisywanego leku nie podajemy jego prawdziwej nazwy.

Na podstawie „Raportu dotyczącego sytuacji i potrzeb odbiorców programu redukcji szkód” wydanego przez Fundację Redukcji Szkód opracowała EB.

Źródła: Gemius Raport - „Pacjenci w sieci 2012”
fot. iStock

2 komentarze
  • Redakcja
    Redakcja niedziela, 12, styczeń 2014 11:54 Link do komentarza

    Witam Pani Kingo!
    Dziękujemy za uwagę. Nanieśliśmy stosowane poprawki w tekście. Z pozdrowieniami, Redakcja

    Raportuj
  • Kinga
    Kinga sobota, 11, styczeń 2014 22:55 Link do komentarza

    Z całym szacunkiem. Artykuł dobry. Jednak co z tego, że nie podajecie nazwy leku? Pisze jak BYK M*****. Pozyskiwany z leku na katar.
    A "wujek" Google na resztę pytań odpowie.... Kto chce wykorzysta to jak "trzeba" ...a raczej nie trzeba. Pozdrawiam!

    Raportuj
Skomentuj
powrót na górę
Napisz do nas!
Na pytania naszych Czytelników odpowiada dr med. Bohdan T. Woronowicz.
Wystarczy wypełnić poniższy formularz.

Odpowiedzi będą publikowane anonimowo na stronach portalu.
Przesłane w formularzu dane pozostają do wiadomości Redakcji.
Wyrażam zgodę na publikację w serwisie UZALEŻNIENIE.com.pl