Menu

Dobry terapeuta, czyli historia o fryzjerze

Dobry terapeuta, czyli historia o fryzjerze

Wiadomo, że kiedy włosy straszą zamiast zdobić, wtedy czas, by pójść do fryzjera. Gdy ząb boli, to odwiedzamy dentystę. Gdy dziura w bucie -  szewca. A gdy dusza łka, sen nie przychodzi i wszystko jest inaczej, niż być powinno - co wtedy? Można zmienić narzeczonego, kupić nowe ubranie, zajeść się, zapić, ale to wredne samopoczucie i tak pozostanie...

Kiedyś radzono, aby pójść do szefa, lekarza, sekretarza nieomylnej partii, jeszcze inni szli do księdza albo do sąsiadki. I biedacy dowiadywali się, że „w zdrowym ciele zdrowy duch” i muszą zmienić swoje myślenie, bo sami sobie winni. „Widziały gały co brały”, „A nie mówiłem”, „Po co ci to było?” itp. Krótko mówiąc, trzeba było radzić sobie samemu. Wiadomo, że w takim kapitalizmie, to ci, którym już się wszystko poplątało, leżą sobie na kozetkach i gadają do psychiatry o tym, co im na duszy siadło. Ale naród słowiański zdrowy jest i nie będzie polegiwał na kozetkach. A dusza słowiańska – wiadomo – cierpieć musi…

Tak było i tak ciągle jest. Im człowiek bardziej skołatany, tym bardziej wmawia sobie, że musi sam dać radę. Do fryzjera pójdzie, do szewca też, nawet do dentysty da się zaprowadzić, ale do terapeuty nie pójdzie! Bo kto ma wiedzieć lepiej, dlaczego jest mu źle? I wiadomo, że los swój samemu trzeba dźwigać. A jeszcze płacić komuś za gadanie?! Terapeuta to dla tych, którzy mają za dużo czasu i pieniędzy!

Pomimo takiego powszechnego nastawienia w pewnych wypadkach udaje mi się kogoś zachęcić do terapii. I wtedy strach: do kogo go posłać?! Zawsze dodaję: „pójdź do dobrego terapeuty!” No tak, ale skąd on ma to wiedzieć? Wiem, że to jest loteria. Ale przynajmniej ostrzegam, że można trafić na złego terapeutę. Że leczenie jest dobre, ale terapeuta może się nie spodobać. A wtedy trzeba go zmienić. Tak jak fryzjera, szewca czy dentystę. Terapeuta może być tak zły jak fryzjer, który strzyże w ząbek, szewc, który zamalował podeszwę i dentysta, któremu wiertło się omsknęło.

Proszę zwrócić uwagę, że pisząc o różnych usługach dla ludności, nie napisałem nic o malarzach, pisarzach i ogólnie o artystach. A trzeba. Bo przecież dobre życie bez sztuki jest niemożliwe. Życie - tak, ale dobre? Dlatego chodzimy po wystawach, koncertach, czytamy książki i głowa nam się jakoś od tego otwiera, a dusza łagodnieje. A jak dusza chwilę pocierpi, to jej to nawet na dobre wychodzi. Sztuka przeważnie też kosztuje, a dobra sztuka kosztuje jeszcze więcej. I wydajemy pieniądze, jedni na kopie „Słoneczników” Van Gogha, a inni na prawdziwego Fałata.

Z terapią jest podobnie jak z rzemiosłem i ze sztuką. Terapia to dzieło artysty, który poznał chwilę, moment, obraz i słowo. Wyczuł i pojął, zrozumiał i przekazał. Są rzemieślnicy, nastawią rękę, przyszyją ucho i będą dumni ze swojej pracy. Zasłużenie! Ale nastawić duszę, otworzyć ucho może tylko artysta. A dobry terapeuta jest właśnie artystą.

Zajmowałem się kiedyś nauką -  neurofizjologią. Był bodziec i była odpowiedź. Można było przeprowadzić doświadczenie i zmierzyć jedno i drugie, opracować wykresy i przedstawić wyniki. I można było mieć niezachwianą pewność, że każdy, kto powtórzy to doświadczenie, uzyska ten sam wynik. Teraz, gdy czytam o tym, że uczeni porównują skuteczność różnych technik terapeutycznych, ogarnia mnie zdumienie. Bo jak, tu technika, a tam wynik? Technika to podręcznik, sposób użycia, a wynik to samopoczucie i zachowanie pacjenta. A gdzie terapeuta? Za każdym razem inny, jeden z Cleveland, drugi z Alaski, a pacjent to numer statystyczny. A gdzie jest relacja terapeutyczna?!

To, co działa, to nie technika, to nie terapia poznawcza ani egzystencjalna, to wzajemne współprzeżywanie spotkania dwóch dusz, z których jedna jest nastawiona na odbiór z całym arsenałem czujników i obwodów scalonych wiedzą przeczytaną i doświadczoną, a druga cierpi, ale zaufała i wierzy, że właśnie staje się cud. Nie ma takiej drugiej sytuacji, w której para zupełnie nieznanych sobie osób jest w stanie tak szybko i tak głęboko przeżywać wzajemne spotkanie i rozmowę. Dzięki temu kontaktowi i na jego wzór pacjent będzie w stanie odtworzyć swoje relacje ze sobą samym i z innymi ludźmi.


powrót na górę
Napisz do nas!
Na pytania naszych Czytelników odpowiada dr med. Bohdan T. Woronowicz.
Wystarczy wypełnić poniższy formularz.

Odpowiedzi będą publikowane anonimowo na stronach portalu.
Przesłane w formularzu dane pozostają do wiadomości Redakcji.
Wyrażam zgodę na publikację w serwisie UZALEŻNIENIE.com.pl